POLACY W UK

Powstań ci u nas dostatek…

Polish Express
Polish Express logo

Powstań ci u nas dostatek…

Musisz przyznać, Drogi Rodaku, że w polskim kalendarzu, miesiące letnie – a już szczególnie sierpień – kojarzą się dość powstańczo-patriotycznie. Ale nie mowa tu tylko o niedawnej kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.

Choć protesty mamy zakorzenione z dziada pradziada, to wzoru do postępowania w razie krzywdzenia Polaka nie trzeba już szukać w zamierzchłych czasach zaborów, okupacji czy komuny – przecież dopiero co minęła druga rocznica “eksterminacji” kupców warszawskich, co to własną piersią bronili ustawionego pod Pałacem Kultury kupieckiego “pałacu” z blachy falistej. Nigdy nie zapomnimy obrazków jak za najlepszych czasów narodowych zrywów: barykady, blokada Marszałkowskiej, walki wręcz, sto osób w karetkach… I choć Powstanie brutalnie stłumiono, a powstańców spacyfikowano, to przecież już po roku w naród ponownie wstąpił duch walki – tym razem w rejonie innego pałacu. Można by śmiało rzec, że zeszłorocznego sierpnia naród przeszedł sam siebie, no bo tak: za okupacji, gdy zdesperowany powstaniec szedł na wroga, to w słoiku miał albo benzynę, albo kupę innej, choć trochę wybuchowej substancji, za to pewien nie mniej zdesperowany Obrońca Krzyża, gdy szedł na wrogą tablicę pamiątkową, wmurowaną w ścianę wrogiego Pałacu Prezydenckiego, w słoiku miał po prostu …kupę. Kupę gó**a znaczy się. Co jak co, ale takiego dżihadu nie wymyśliliby nawet islamscy ekstremiści.
Nic więc dziwnego, że Polak znad Wisły z pogardą i litościwym pobłażaniem będzie patrzył na przeciętnego przedstawiciela narodu znad Tamizy, u którego, w jego własnej stolicy, już od ponad ośmiu lat działa znienawidzone przez kierowców, słynne “CC zone”. Mało tego: zaczęło się od piątaka, teraz za jednorazowe prawo wjazdu chcą już dychę. Toż to rozbój w biały dzień! Lecz najbardziej zadziwia "angielska siła spokoju", z którą tutejszy naród – niby tak kochający prawo do samostanowienia i wolności – bez większych oporów dał sobie coś takiego wcisnąć. No bo gdyby nam chcieli narzucić podobny haracz, dajmy na to, w takiej Warszawie (o czym zresztą władze miasta coś przebąkują), to nie skończyłoby się to tak jak w Londynie, o nie! Popuszczać ciemiężcy? Jak to? To się nie godzi! Tak więc, za próbę ograbienia obywatela z ciężko uciułanej polskiej pensyjki, naród niechybnie wyszedłby na ulice. Już widzimy te sceny: “Wiejską szturmem!” – krzyczy wąsaty pan w kapciach. “Nie rzucim ziemi skąd nasz ród!” – intonuje emerytka w berecie. “Ważne to je, co je moje!!!” – dorzucają chłop, handlarz marchewką, kibol i bezrobotny, wszyscy zjednoczeni w ultrapatriotycznym, najświętszym oburzeniu.
Ale okazuje się jednak, że wszystko to, to przeżytek. Po co walić głową w mur? Czyż nie lepiej odciąć się od i tak cokolwiek staroświeckiej reputacji Polaka-kosyniera o ułańskiej fantazji, co to na czołgi idzie z tępą kosą? Idzie, bo iść musi, bo wypada, lecz po co? Mówią przecież, że „pokorne ciele dwie matki ssie“. Czyż więc nie lepiej zwyczajnie spakować manatki i z Drugiej Irlandii wyjechać do tej Pierwszej? Ewentualnie, z Polski nad Wisłą do “Polski nad Tamizą”?
O słuszności takiego wyboru zdaje się być przekonany przeciętny Rodak-tułacz, który w emigracyjnej ojczyźnie ani nie musi niczego oprotestowywać (no chyba że grzyba we flacie, ale to dopiero po szóstym piwie – i za plecami landlorda), ani nie musi składać żadnych petycji (zresztą te pogany i tak niegramotne – po polsku ani be, ani me!), tylko karnie pobiegnie do roboty dzień w dzień na cały dzień. Z takiego podejścia popłyną zaś całkiem wymierne korzyści, bo choć w Polsce nad Wisłą panuje litościwa Królowa Polski, to jednak w tej nad Tamizą panuje równie litościwa (oraz HOJNA) Królowa Mamona. Dalej: w Polsce nad Wisłą, dom prawdziwego patrioty rozpoznasz po obowiązkowej – acz mocno trącącej myszką – dumnie powiewającej, biało-czerwonej fladze. Tutaj zaś, taki sam dom poznasz po nie mniej dumnym  – za to o ile bardziej praktycznym! – “biało-czerwonym” talerzu. A prawdę mówiąc, to nawet owo “CC zone” nie wydaje się groźne, bo gdyby merowi Borysowi zachciało się rozszerzyć tę strefę na “Polski Londyn” (Acton, Ealing, Leyton, Hounslow itd), to tym nierozważnym ruchem zarżnąłby i tak chwiejny rynek pracy: przecież wtedy, Rodak-tułacz niechybnie wbiłby zęby w angielski tynk jeszcze bardziej i – całkiem nieświadomie, bo chcąc tylko odbić sobie straty – wyciąłby w pień i tak ledwo już zipiące resztki rodzimej konkurencji. Dlatego, Borys – pamiętaj: nie chcesz zguby angielskiej “mniejszości narodowej” – nie tykaj naszych!

Jacek Wąsowicz
 

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK