POLACY W UK

Polskie zasady gry

Polish Express
Polish Express logo

Polskie zasady gry

Żydowskie przysłowie mówi „Lepsze deko handlu niż kilo pracy”. Emigranci, którzy chcieli być dla siebie szefami widać wzieli sobie do serc tę maksymę, bo jak grzyby po deszczu na angielskiej ziemi zaczęły powstawać sklepy z polską żywnością.

Pionierzy byli w tej komfortowej sytuacji, że jako monopoliści mogli dyktować ceny, jednak szybko rosła konkurencja i skończyło się Eldorado, a zaczęła nie zawsze fair prowadzona walka o klienta.

Popularność tego rodzaju działalności wsród Polaków na obczyźnie spowodowana jest tym, że prowadzić sklep może praktycznie każdy. Nie potrzeba do tego specjalnych uprawnień ani specjalistycznej wiedzy.

Każdy dysponujący odpowiednią ilością gotówki może łatwo zarejestrować działalność gospodarczą (formularz rejestracji jako self employed można wypełnić przez Internet), wynająć lokal, kupić wyposażenie (szyld, lady chłodnicze, regały, kasy, wagi itp.), na koniec towar do sprzedaży i już możemy wszem i wobec oznajmić, że staliśmy się kupcami.

Początki

Napływ Polaków na Wyspy spowodował w bardzo krótkim czasie, pojawienie się na półkach sklepowych w dużych supermarketach polskiej żywnośći. Miłośnicy polskiego chleba, gołąbków czy bigosu mogli go kupić zarówno w Tesco, w Asdzie czy Morissonie. Popyt nie był jednak tak duży, jak się spodziewano i z czasem towary z naszego kraju zaczęły znikać z półek. To, co nie opłacało się wielkim, opłacało się małym sklepikarzom, którzy w zamiłowaniu Polaków do wędlin, przetworów i pieczywa znad Wisły upatrywali dobry interes.

W każdym mieście, które było skupiskiem obywateli RP, powstał sklep oferujący narodowe produkty. Obecnie szacuje się, że takich placówek w Wielkiej Brytanii jest kilkaset. Pani Magda w Polsce pracowała jako kierowniczka w dużym supermarkecie, więc wybór tego, co chce robić na emigracji, był bardziej niż oczywisty.

„Znam się na tej robocie – podkreśla - 20 lat w handlu zrobiło swoje, człowiek wie, jak przyciągnąć klienta i jak negocjować z dostawcami, dlatego razem z mężem zdecydowaliśmy, że jeśli mamy zaczynać nowe życie na emigracji, to musimy robić to, na czym znamy się najlepiej. Oszczędności, jakie mieliśmy, postanowiliśmy zainwestować i tak od 5 lat ja zajmuję się sprzedażą, a mąż zaopatrzeniem. Kokosów może nie ma, ale nie narzekamy.

Pan Adam na handlu się nie znał, ale miał przedsiębiorczą żonę, która przekonała go do otwarcia dwóch sklepów z europejską żywnością. Pani Grażyna miała za to angielskiego męża, który chciał zainwestować odłożone przez lata funty, a że małżonka okazała się patriotką, to postanowili zrobić coś dla Polonii i otworzyli duży sklep z wyrobami „Made in Poland”.

Ten popyt na polską żywność nie uszedł uwadze innych nacji, które też postanowiły zarobić na sprzedawaniu słowiańskiego jedzenia. Hindusi, Irańczycy czy Pakistańczycy rozszerzyli ofertę w swoich sklepach o towary przeznaczone dla polskiego klienta. Więcej sklepów to większy wybór dla klienta, lecz dla właścicieli sklepów konkurencja oznacza tylko jedno – mniejsze zyski, dlatego niektórzy właścieciele „polskich sklepów” zamiast starać się podnieść atrakcyjność własnego sklepu, skupiło się bardziej na zwalczaniu konkurencji.

Wywiad

Obywatele innych narodowości chcąc przyciągnąć Polaków, zatrudniali na stanowiskach sprzedawców naszych rodaków. Ich zadanie to nie tylko sprzedaż, ale też zbieranie informacji o cenach oferowanych przez konkurencję.

„Kiedy pracowałam u Hindusa, który sprowadzał polskie towary, to wielokrotnie wysyłał mnie do „polskiego sklepu”, bym zrobiła tam zakupy – wspomina pani Agata, była ekspedientka w dużym sklepie na północy Anglii.

Następnie te towary wystawiał w naszym sklepie, ale po cenach o 20% niższych. Gdy obsługa u naszej konkurencji zorientowała się, gdzie pracuję, wysyłałam na „zwiady” znajomą, która miała zapisać ceny na najpopularniejsze towary.

W końcu zrezygnowałam, bo właściciel chcąc zmniejszyć koszty zatrudniał mnie „na czarno”. Taka praca może być dobra przez miesiąc czy dwa, ale nie przez 2 lata. Do zadań Iwony, pracownicy sklepu z polską żywnością na północy Anglii, należało monitorowanie polskich portali internetowych i informowanie o różnego rodzaju promocjach i obniżkach cen.

Jednak sam fakt pracy u konkurencji spowodował, że przekazano mi poprzez znajomych, bym nie przychodziła do drugiego sklepu z polską żywnością, jaki mieścił sie w naszym mieście, gdyż jestem tam niemile widziana i mogę nie zostać obsłużona - wspomina kobieta.
 

Czarny PR

Następnym polem, gdzie toczy się walka o klienta, jest Internet. Portale polonijne to miejsce reklamy dla sklepów, ale to też miejsce, gdzie oczernia się konkurencję. Czesto na forach można spotkać takie oto wpisy:

aga- zdecydowanie nie polecam sklepu X, obsługa masakra, towar przeterminowany, wiecznie na kacu ekspedientki i mega niemiła obsługa
bolek- w  sklepie Y człowiek czuje się jak intruz, a obsługa pozostawia wiele do życzenia. Jak nie masz kasy, musisz szukać najbliższego bankomatu. Porażka
 

Misio- polecam sklep Z. Jest duzo taniej niż w innych sklepach i przynajmniej uczciwie, nie tak jak w sklepie Q, gdzie oszukują człowieka szczególnie, jak kupuje się coś „na wagę”
 

Rudy- W moim mieście jest sklep, który nazywa sie ..... .

Para, która go prowadzi nie wita wchodzących klientów, jak to jest w UK przyjęte, tylko ścisza rozmowę, którą są zawsze zajęci tak, że klient ma wrażenie, że im przeszkadza. Często nawet nie raczą na klienta spojrzeć. W sklepie panuje półmrok.

Nie proponują, by spróbować nowych produktów, nie mają cen na wędlinie i mrożonkach, co jest w UK niezgodne z prawem. Brakuje konkurencji. BARDZO! Jeśli chcesz otworzyć polski sklep w UK, otwórz go w ........ Przy odrobinie kultury wobec klientów SUKCES MUROWANY!

Ile z tych opinii to opinie klientów, a ile wpisów osób działających w celu oczernienia konkurencji, trudno powiedzieć. Jednak nie wszystkim takie działania się podobają.

Borys33- A tak w ogóle dziwna sprawa, że udzielają się tak bardzo osoby, które dopiero pozakładały konta, zasady nieuczciwej konkurencji, jakież to polskie... .

Wszystkiego i czegokolwiek i ktokolwiek by się tu nie dotknął zostanie zbluzgany przez Polonię, że źle, że drogo, że nie dobre! Wykazujcie się więc Droga Polonio i otwierajcie, bo strzępić jęzory jak mało kto potraficie... nie wnosząc nic, ale to nic sensownego.

Nie wszyscy właściciele „polskich sklepów” stosują opisane praktyki, ale, że istnieją, to fakt. Nasze narodowe przywary, takie jak zawiść czy zazdrość, powodują, że zamiast zabiegać o klienta miłą obsługą, niskimi cenami, czy innymi promocjami, niektórzy koncentrują się na tym, jak „dokopać konkurencji”.

 

Cezary Niewadzisz

 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK