kultura

Polskie szorty podbijają świat?

Polish Express
Polish Express logo

Polskie szorty podbijają świat?

Szorty – nie jako luźna, podspodniowa część garderoby, ale krótkie formy filmowe – to najlepsza wizytówka stanu polskiego kina. Wciąż nie ma fajerwerków, ale coś się ruszyło.

 

Jak co roku, Polski Festiwal Filmowy „Kinoteka” nie mógł odbyć się bez pokazu filmów krótkometrażowych. Szortów albo krótkometrażówek, jak mówi się w branży filmowej. To zazwyczaj wydarzenie niekomercyjne, dla koneserów. Jednak londyński Roxy Bar przy London Bridge wypełniony był po brzegi. Pojawiła się głównie młoda publiczność: Polacy mieszkający na Wyspach oraz ich zagraniczni przyjaciele. Czy mieliśmy się czym pochwalić? – W Polsce rocznie pojawia się kilka mocnych krótkometrażówek, na miarę utytułowanej „Katedry” Tomka Bagińskiego czy „Chemii” Pawła Łozińskiego. Ale zazwyczaj polskie szorty są za długie, stąd brak sukcesów na międzynarodowych festiwalach. A na londyński pokaz wybrałem po prostu to, co sam lubię – tłumaczy Jan Naszewski, założyciel New Europe Film Sales i tegoroczny selekcjoner szortów na pokaz „Kinoteki”.
 
Postkomuna i zaręczyny
Filmy, które zostały wybrane do prezentacji w tym roku są bardzo różne. Nagrodzona niedawno na Toruń Short Film Festival etiuda „Moja nowa droga” Barbary Białowąs to „komedia społecznie zaangażowana o konflikcie pokoleń”. Poznajemy początkującą reżyserkę Alinę, graną przez Alinę Gąsiorowską, fanom polskiego kina znaną głównie z „Wojny polsko-ruskiej” i jej chłopaka Piotra, radiowca zaangażowanego w działalność na rzecz wolnej Białorusi. Młodzi są zakochani i planują wziąć ślub. Ale ich świeżość i wolność zderza się z przeszłością ich rodziców, którzy spotykają się podczas zaręczynowej kolacji. Jest bardzo polsko. Wódeczka, bigos i rozmowy o postkomunie i tym, komu było i jest lepiej. Te smutne i groteskowe jednocześnie dyskusje rzucają się cieniem na szczęście młodych. – Tylko dzieci z rodzin uprzywilejowanych spacerowały na czele pochodu szkolnego w przebraniu zająca! – wykrzykują do siebie zakochani. To oczywiście tylko parodia. Do zaręczyn ostatecznie dochodzi, a podzieleni historią rodzice znajdują wspólny język wspominając nadmorski ośrodek letniskowy. I przy pomocy kilku szotów gorzkiej żołądkowej. – Trzydziestolatkowie nie mogą rozliczać tych, którzy żyli wtedy, w czasach PRL. To nie jest nasze przeżycie pokoleniowe. My musimy wybrać swój własny sposób na życie – mówiła podczas rozdania nagród w Toruniu reżyserka. Dla Polaków, to film humorystyczny. A dla odbiorcy z Wielkiej Brytanii? – Ciężko jest nadążyć za fabułą. Nie rozumiałem większości żartów, miały chyba zabarwienie polityczno-historyczne? – zastanawiał się 32-letni John, grafik z Hackney, którego na polski festiwal zaciągnęła narzeczona. Czyżby więc pewne gagi były nie do przetłumaczenia?
 
Jak rodzą się foki?
Dużo spokojniejszy i prostszy w odbiorze był film Marcina Bortkiewicza „Nauczanie początkowe” – dokument, który pokazuje kulisy pracy naukowców ze Stacji Morskiej na Helu. To zadziwiające 37 minut ciekawego wejścia w świat fok, które pracownicy fokarium przywracają polskiemu wybrzeżu. – Takie fokarium w ogóle nie powinno istnieć. To przez ludzi liczba fok spadła. Kiedy środowisko się wyreguluje, my nie będziemy już potrzebni – tłumaczy Mikołajowi, młodemu stażyście ekscentryczny badacz i opiekun fok, profesor Krzysztof Skóra. Mikołaj to trochę niezdarny nastolatek, który staż w fokarium wybrał jako „zło konieczne”. Potrzebne mu to na zaliczenie studiów z oceanografii. Jego pierwszy dzień pracy to katastrofa. Ma obserwować ciężarną fokę i zaalarmować bardziej doświadczonych pracowników, kiedy zacznie się poród. Niestety, znudzony monotonnym zajęciem Mikołaj zasypia, a młoda i stara foka umierają. W trakcie filmu chłopak się zmienia, dojrzewa, żeby w końcu odkryć swoje powołanie. Film Bortkiewicza został wyróżniony na tegorocznym Krakowskim Festiwalu Filmowym – najważniejszej ekspozycji twórczości dokumentalnej w Polsce.
 
Krótkometrażówki w świat
Są tacy, którzy uważają, że to właśnie w krótkometrażówkach szansa Polski na pokazanie się światu. Większość z nich powstaje w dobrych szkołach: Krakowskiej Fundacji Filmowej, warszawskim Studio Munka i łódzkiej Filmówce. Polskie produkcje coraz chętniej są też zapraszane na festiwale na całym świecie, także na Wyspach. – Mimo że w Wielkiej Brytanii coraz mniej jest ludzi z Wschodniej Europy, zainteresowanie filmami z tej części świata jest coraz większe. Wprawdzie to Rumuni i Węgrzy rządzą w Cannes i Berlinie, ale na festiwalu w Sundance i Rotterdamie na przykład coraz więcej jest filmów z Polski czy Estonii – mówi Jan Naszewski.
Warte obejrzenia, na przykład w internecie, są na pewno utytułowane polskie animacje krótkometrażowe studia Platige Image: przypominający świat z ostatniej produkcji Jamesa Camerona film „Arka” Grzegorza Jonkajtysa, zabawna „Laska” Michała Sochy oraz dwa filmy Tomka Bagińskiego - „Katedra” i „Sztuka spadania”. Wiele nagród i pochwał zdobyła ostatnio także wzruszająca produkcja z oddziału chemiotrapii warszawskiego szpitala na Ursynowie autorstwa Pawła Łozińskiego. „Chemię” uznano niedawno za najlepszy dokument z krajów Europy Wschodniej na 52. Festiwalu Filmu Dokumentalnego i Animowanego w Lipsku. Wcześniej film dostał także Srebrnego Lajkonika na Krakowskim festiwalu Filmowym i Prix Europa w Berlinie. Polskie szorty, górą!
 
Aleksandra Kaniewska

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK