temat numeru

Polskie mamy nieszczęśliwe na emigracji?

Polish Express
Polish Express logo

Polskie mamy nieszczęśliwe na emigracji?

Nie każdy potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości, z daleka od rodziny, przyjaciół. Z samotnością boryka się wielu emigrantów, również młodych mam, których mężowie całymi dniami przebywają w pracy. Brak wsparcia bliskich nam osób, z którymi można podzielić się problemami codziennego życia, wywołuje uczucie pustki, a nowe przyjaźnie nie jest łatwo nam tutaj nawiązać. Ale czy tak musi być?

Nawet jeśli poznamy kogoś z kim moglibyśmy się zaprzyjaźnić, często na drodze staje brak czasu i spora odległość. Niewątpliwie przeprowadzkę do innego kraju można zaliczyć do najbardziej stresujących sytuacji w życiu człowieka.

Jak w pułapce

Kasia mieszka w Londynie z mężem i córką Martą. -Tesknię za rodziną, za Polską, za znajomymi z dawnych lat. Często myślę o powrocie, ale Marta, nasza córka, w ubiegłym roku rozpoczęła tutaj szkołę, a mąż ma dobrą pracę. Często kłócimy się z Bartkiem, bo on nie rozumie, dlaczego ja narzekam.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest nam źle, ale z drugiej strony czuję, że życie ucieka mi przez palce, a ja niczego nie osiągnęłam. Tuż po studiach wyjechałam z Bartkiem do Anglii, nigdy nie pracowałam. Urodziłam córkę i głównie jej się poświęciłam. Nie żałuję, że wyszłam za Bartka, ani tego, że zostałam mamą, ale być może w Polsce inaczej ułożylibyśmy sobie życie, pracowałabym, a rodzice pomagaliby mi przy Marcie.

Pewnie uśmiech częściej gościłby na mojej twarzy. Jest mi smutno, bo muszę tutaj siedzieć i nie mam wyjścia. Na co mi były te studia, skoro nawet nie miałam szansy rozwijać się zawodowo? Wyjechałam i już nie ma drogi odwrotu, za bardzo już zapuściliśmy tutaj swoje korzenie. Czasem odnoszę wrażenie, że wpadłam w pułapkę – podsumowuje smutnym głosem.

Bariera językowa i kulturowa

Przeważnie największym problemem Polaków po przyjeździe do Wielkiej Brytanii jest bariera językowa.  Brak znajomości języka potęguje uczucie samotności i uniemożliwia poznanie obcej kultury. Basia mieszka w Londynie od 3 lat i jak przyznaje, do tej pory nie nauczyła się języka angielskiego.

Aby ułatwić sobie życie, po przyjeździe szukała wszystkiego, co polskie - zakupy robiła głównie w polskim sklepie, korzystała z usług polskiej krawcowej, chodziła tylko do polskiej fryzjerki i obowiązkowo, w każdą niedzielę na mszę do polskiej parafii. Nie ma w tym nic złego, ale jak sama mówi, zamknęła się na kulturę angielską, co uniemożliwiło jej integrację.                                                                                                                         

– Chciałam mieć namiastkę Polski, jednak nie zdawałam sobie sprawy z tego, że zamiast skupić się na tym, co dzieje się wokół mnie, żyję tym, co dzieje się w Polsce. Nie mam żadnych znajomych wśród Anglików, nawet nie potrafiłabym się z nimi porozumieć. Najgorsze dla mnie jest to, że nie jestem w stanie pomóc mojemu synowi w odrabianiu lekcji. Mój mąż słabo zna język angielski, bo pracuje na budowie głównie z Polakami, ale gdyby zaszła taka potrzeba, jakoś się dogada. Problem na tym polega, że Waldek pracuje od rana do późnego wieczora, więc  muszę polegać na sobie, a bez znajomości języka bywa ciężko.

Odnoszę wrażenie, że przespałam ostatnie 3 lata. Chyba czas to zmienić, jeśli nie dla siebie samej, to chociaż dla syna. Celowo unikam wywiadówek w szkole Michasia, bo nie mogłabym się dogadać z nauczycielami. Nie chcę jednak, żeby nasz syn wstydził się mamy. Magda mieszka z mężem i dwójką dzieci w okolicach Manchesteru. Chociaż jest gościnna, nie przepada, gdy mąż zaprasza do domu swoich angielskich znajomych.                                                               

- Mąż czasem zaprasza do nas swojego szefa z żoną. To są bardzo mili ludzie, ale każde spotkanie wygląda tak samo. Krzątam się po kuchni, podaję potrawy do stołu, jemy, a gdy Dave, szef męża opowiada kawały, wszyscy się z nich śmieją tylko nie ja, bo ich nie rozumiem. Mąż musi mi wszysto tłumaczyć, a to mnie krępuje. Niestety, nie nauczyłam się angielskiego, za bardzo jestem pochłonięta dziećmi, domem, mężem. Skoro mąż jest jedynym żywicielem rodziny, staram się stworzyć mu prawdziwe ognisko domowe, a przy małych dzieciach zawsze jest dużo pracy – mówi Magda.

Gdy rutyna staje się nie do zniesienia

Bogna mieszka w Anglii zalewie od 5 miesięcy i już ma dość. - Jestem mamą małego dziecka. Całymi dniami siedzimy w bardzo ciasnym mieszkanku, jedyne co robimy, to wychodzimy na spacery do pobliskiego parku, ale też pod warunkiem, że nie pada deszcz. Nie mam tu żadnych znajomych, nie mam kogo odwiedzać. Każdy dzień jest taki sam - sprzątanie, gotowanie, prasowanie. Nie mam w ogóle chwili dla siebie, a czasem chciałabym się wyciszyć. Czuję się okropnie samotna – żali się dziewczyna. Mąż Bogny jest kucharzem, wychodzi do pracy wcześnie rano i często wraca nawet w nocy.           

- Wiem, że on stara się zarobić jak najwięcej, żeby nam w przyszłości dobrze się żyło, dlatego pracuje na kilku etatach, ale czasem myślę, że wolałabym żyć w biedzie i być szczęśliwa. 

Darek ma przynajmniej znajomych w pracy, ma z kim pogadać, a ja nie mam do kogo się odezwać. Zrobiłam się o męża zazdrosna, nawet nie chodzi o inne kobiety, ale o sam fakt, że gdy rano wychodzi do pracy, może zostawić za zamkniętymi drzwiami problemy życia codziennego. Wszystko mnie przytłacza, jestem zmęczona, nie mam w ogóle energii, a każdy dzień widzę w szarych kolorach – opowiada o swoim pobycie na Wyspach Bogna.

Warto skorzystać z pomocy babci       

                                                                                          
Często nie mogłybyśmy powrócić do pracy, gdyby nie pomoc naszej mamy. Niedawno przekonała się o tym pani Hania. - W Anglii mieszkamy od 4 lat, mamy dwóch synów w wieku 8 i 10 lat, mąż pracuje na cały etat w bankowści. Chłopcy świetnie się zaaklimatyzowali, lubią swoją szkołę.

Początki jednak nie były łatwe, przeszłam nawet załamanie nerwowe. Chciałam wracać do Polski, czułam się tutaj obco, nie miałam żadnych znajomych. W Polsce pracowałam w zawodzie księgowej, a tutaj mogłam jedynie pomarzyć o takiej pracy – przynajmniej tak mi się wydawało – opowiada Hania. - Wzięłam się jednak w garść i najpierw korespondencyjnie ukończyłam kurs języka angielskiego, a później, gdy moja mama przeszła na emeryturę, poprosiłam ją o pomoc i kiedy przyjechała, zaczęłam rozglądać się za jakąś pracą dla siebie.

Zdawałam sobie sprawę z tego, że bez doświadczenia na tutejszym rynku pracy, ciężko mi będzie wystartować z górnej półki, dlatego zaczynałam od sprzątania biur, później ktoś mnie polecił do pracy na recepcji, a parę miesięcy temu w tej samej firmie awansowałam na asystentkę działu finansowego. Mogę śmiało powiedzieć, że od kiedy zaczęłam pracować moje nastawienie do życia na emigracji bardzo się zmieniło – nawet zaczęło mi się tutaj podobać. Gdyby nie pomoc mojej mamy, nadal siedziałabym w domu – mówi z entuzjazmem w głosie Hania.

Po przyjeździe na Wyspy często – zwłaszcza młodym matkom -  wydaje się, że kończy się bezpowrotnie czas wyjść „na plotki” do sąsiadki, spotkań z przyjaciółmi, a życie „kręci się” jedynie wokół dziecka i domu. Ogarnia nas apatia i czujemy się samotne. Jak pokazały historie tych kobiet – wystarczy tylko chcieć, a zmiany w swoim życiu wprowadzać stanowczo, aczkolwiek systematycznie. Zacznijmy od nauki języka angielskiego, zapiszmy się na ciekawy kurs czy fitness  – może właśnie tam czeka na nas grono nowych przyjaciół...

Alicja Borkowska

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Daily Mail: Znów źle o Polakach

Daily Mail: Znów źle o Polakach

Brytyjski dziennik „Daily Mail” znany ze swej zaciętości w pisaniu o imigrantach z Polski znów powraca do ulubionego tematu.

Brak kontroli nad emigrantami

Brak kontroli nad emigrantami

Znany tabloid – głównie ze swej nieprzychylności wobec imigrantów – znowu nagłaśnia i tak już znaną sprawę przepełnienia Wielkiej Brytanii przybyszami z innych krajów, nie mając bynajmniej...

Turyści uwielbiają Londyn. Od trzech lat znajduje się na szyczycie listy

Turyści uwielbiają Londyn. Od trzech lat znajduje się na szyczycie listy

Według corocznego raportu MasterCard Global Destination Cites Index Londyn po raz trzeci w ciągu ostatnich czterech lat plasuje się na szczycie listy najpopularniejszego na świecie miasta turystycznego. Poza...

Wielka Polska Mapa Szkocji będzie odrestaurowana

Wielka Polska Mapa Szkocji będzie odrestaurowana

Wielka Polska Mapa Szkocji, znana też jako Wielka Mapa generała Maczka - trójwymiarowy model Szkocji wykonany w parku w Eddleston z inicjatywy Jana Tomasika, byłego żołnierza 1. Dywizji Pancernej gen....

Do paki za lewy biznes

Do paki za lewy biznes

Na 14 miesięcy pozbawienia wolności skazał sąd jednego z pracowników BT za kradzież ponad 100 tysięcy funtów z budek telefonicznych.

"Mężczyzna nie powinien być karany za gwałt, jeśli jego ofiara była pijana"

"Mężczyzna nie powinien być karany za gwałt, jeśli jego ofiara była pijana"

Jeden z czołowych brytyjskich adwokatów, David Osborne, wywołał prawdziwą burzę po tym, gdy oświadczył, że mężczyzna nie powinien być oskarżany o gwałt, jeśli kobieta, z którą uprawiał seks, była pijana...

Atak na polską rodzinę w Belfaście

Atak na polską rodzinę w Belfaście

Polska rodzina mieszkająca w posiadłości na rubieżach Belfastu została zmuszona pospiesznie opuścić swój dom z powodu ataku na tle rasistowskim. Kilku mężczyzn jest podejrzanych o uczestnictwo w jak nazywają...

Polskie przedszkola nie chcą gender

Polskie przedszkola nie chcą gender

Dy­rek­to­rzy polskich przed­szko­li sze­ro­kim łu­kiem omi­ja­ją te­ma­ty­kę gen­der. Za­in­te­re­so­wa­nie re­ali­za­cją programu "Rów­no­ścio­we przed­szko­le" mie­rzal­ne jest w pro­mi­lach. Takie...

Polacy w niemieckich rzeźniach

Polacy w niemieckich rzeźniach

Prokuratura w Niemczech bada obecnie działalność firm, które zatrudniały pracowników z Polski i Rumunii w branży mięsnej. Nie tylko wykorzystywały ich jako tanią siłę roboczą, ale również unikały płacenia...

Policjanci wzięli inwalidę za złodzieja i… wyrwali mu protezę

Policjanci wzięli inwalidę za złodzieja i… wyrwali mu protezę

Wyrwana proteza nogi, przemieszczenie barku, krwotok – tak można najkrócej podsumować bilans niecodziennej interwencji policji w Boothstown. Kilku funkcjonariuszy obezwładniło tam poruszającego się...


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK