temat numeru

Polski imigrant nie wraca do kraju

Polish Express
Polish Express logo

Polski imigrant nie wraca do kraju

Nagonka prasowa na imigrantów zbiega się z planami rządu Camerona dotyczącymi konsekwentnej walki z osiedlaniem się obcokrajowców w Wielkiej Brytanii. Niemniej jednak cała sytuacja nie jest chwilowym antyimigracyjnym cyrkiem, jak to się niektórym wydaje, ale realnym wyrazem zaniepokojenia brytyjskiego narodu, który stoi przed wielkim dramatem.

Nie da się żyć w Anglii, a zwłaszcza w Londynie i nie czuć się tu jak w wielkiej dżungli, w której słychać zaskakujące dźwięki... różnych języków, a wśród nich oczywiście bardzo często polski. Mijający nas na ulicach, obsługujący w sklepach, siedzący w kafejkach, autobusach czy za kierownicami samochodów ludzie mogą okazać się naszymi rodakami.

Nic dziwnego, w końcu oficjalnie żyje nas tu prawie milion.  Z niektórymi Polakami nawiązuję bliższy kontakt, gdy zatrzymuję ich na ulicy po to, by przeprowadzić wywiady i porozmawiać o tym, jak się im wiedzie w nowej ojczyźnie.

W ten sposób poznałam 23-letnią Annę, która już od 3 lat mieszka w Wielkiej Brytanii wraz ze swoim partnerem i 3-letnim synkiem. Podczas naszego spotkania Anna wyznaje: „Nie jestem przekonana, czy chciałabym mieszkać tu na stałe i być postrzegana jako kolejny imigrant.

Ale właśnie tu żyje nam się z pewnością znacznie lepiej niż w Polsce. We własnym kraju nie moglibyśmy związać końca z końcem. A tu, wprawdzie więcej wydajemy na mieszkanie, ale żyjemy przyzwoicie. Pomimo tego, że Wielka Brytania jest stosunkowo drogim krajem, to jednak na wiele nas stać.

Teraz, gdy rośnie tu nasz syn, nie wrócimy raczej do kraju. Zastanawiając się głębiej nad naszą sytuacją, nie ukrywam, że bardzo często chciałabym móc czuć się tu bardziej swobodnie pod względem językowym i swojsko spędzać chwile naszego życia razem z rodziną i znajomymi.

Kto tak naprawdę chciałby opuścić dom, rodziców oraz rodzeństwo, gdyby nie zmusiła go do tego sytuacja materialna? Polska nie mogła zaoferować dostatku takim przeciętnym ludziom jak my, bo nie mamy bogatych rodziców oraz szans na świetną karierę zawodową”.

Kocha, lubi, szanuje?

Bolączki wszystkich emigrantów są do siebie podobne, a ta wypowiedź oddaje prawdę o położeniu wielu z nas. Tymczasem niestety z dnia na dzień narasta również niezadowolenie rdzennych mieszkańców Wielkiej Brytanii, którzy mają własne opinie na temat wszystkich przyjeżdżających do ich kraju. Po jednej więc stronie mamy nie do końca szczęśliwych przybyszy w kraju ich emigracji, po drugiej zaś nie do końca szczęśliwych gospodarzy.

W gorącym ogniu codziennej brytyjskiej polityki sprawy imigrantów wysuwają się na czołową pozycję. Kocioł rządowych dyskusji aż kipi od poszukiwań najlepszych rozwiązań dla współczesnej brytyjskiej rzeczywistości uwikłanej w sidła krajowego kryzysu.

Dopiero teraz Brytyjczycy budzą się, powoli otwierając oczy i nie mogąc rozpoznać własnego kraju, który już dostatecznie zapełnili ubodzy mieszkańcy z bardziej lub mniej odległych krajów, zajmując bez skrupułów miejsca w angielskich domach, szkołach, szpitalach i zakładach pracy.

Imigranci są narodowym postrachem

Niestety, wyjątkowo tolerancyjny naród brytyjski sam sobie jest winny całego bałaganu, jaki zaczyna w nim narastać po tym, jak tylko podpisał pakt z Unią Europejską i zaczął respektować jej przepisy.

Nic też dziwnego, że rosnąca fala przybywających tu „nędzników” z całego świata staje się irytującym narodowym ciężarem, gdyż po prostu nie widać jej końca i nie wiadomo, czy „nie zje” ona całego kraju żywcem... A przecież u progu brytyjskiej granicy w 2014 r. mają stanąć nowe rzesze ludzi z Bułgarii oraz Rumunii, które, podobnie jak wszyscy przebywający tu przed nimi, chcieliby tylko poprawić swój byt. K

olejni przybysze, poszukujący swej ziemi obiecanej, są aktualnym postrachem UK. Brytyjska - mlekiem i miodem płynąca - ziemia, wyraźnie zmienia z roku na rok swoje hojne i szczodre oblicze, bo przecież widać tu aktualnie znaczące i masowe braki, nawarstwiające się nowe potrzeby oraz obniżenie się standardu jakości życia we wszystkich sektorach krajowej gospodarki.

Nie trzeba być wyjątkowo spostrzegawczym, by nie zauważyć, że zglobalizowana gospodarka na świecie z jej migracjami ludności w celach zarobkowych jest jedną z przyczyn pogarszania się stabilnego dobrobytu w bogatszych krajach, które przyjmują nieograniczone ilości nowej siły zarobkowej lub „pseudozarobkowej”. Nie można dziś nie zauważać i przemilczać rzeczywistych problemów tych krajów.

Okazuje się, że nie do końca słuszne jest jedynie doszukiwanie się pozytywnych efektów w całym zjawisku migracji, przemilczając natomiast jego skutki uboczne. Pozytywne efekty całego zjawiska to wypełnienie luk na stanowiskach w tych zawodowych branżach, które wykazują deficyt profesjonalistów oraz dodatkowe wpływy z podatków do skarbu państwa. Trzeba jednakże pamiętać o realnych wydatkach, jakie kraj przyjmujący ponosi na zaadaptowanie obcokrajowców do swego społeczeństwa.

Nie są one bagatelne i współmierne do korzyści. W wydatkach państwa mieszczą się koszty przeznaczone na: wypłacanie zasiłków bezrobotnym członkom połączonych rodzin, którzy nie znaleźli lub szukają pracy, podnoszenie kwalifikacji językowych przez organizowanie bezpłatnych kursów szkoleniowych, dopłaty do mieszkań, zapomogi na dzieci, bezpłatna opieka zdrowotna, bezpłatne leki dla dzieci oraz kobiet w ciąży itp. 

To jednak tylko nieliczne z wielu przykładów. Inne o znacznie większej skali, związane są ze znalezieniem terenów pod masową budowę nowych mieszkań, szkół, pomieszczeń klasowych, szpitali, oddziałów położniczych i przychodni dla nieustannie rosnącej liczby członków brytyjskiego społeczeństwa.

Zachwiana sytuacja gospodarcza

Od roku 2008 wraz z globalnym kryzysem gospodarczym ku groszemu położeniu ekonomicznemu wyraźnie zmierza rownież Wielka Brytania. Jednym z przykładów jest fakt, że z każdym nowym rokiem w wielu szkołach będzie brakować miejsc dla dzieci ze względu na wysoki przyrost naturalny (z czego w UK w 2011 r. 1/4 wszystkich dzieci urodziła się w rodzinach imigrantów) i spadek liczby uczniów posyłanych do szkół prywatnych (wyraźne obniżenie się poziomu zamożności).

Choć rząd stara się ratować sytuację jak tylko może, by utrzymać na powierzchni tonący statek, to jednak nie wszystkie jego posunięcia mogą zadowolić brytyjskich obywateli. Bardzo niepokojąca jest też decyzja rządowa podjęta w celach oszczędnościowych, a związana z cięciami wysokości emerytur państwowych.

Sprzeciw i zdenerwowanie potencjalnych pokrzywdzonych, którzy mają zostać objęci cięciami z powodu tego, że pieniądze potrzebne są na inne cele, to kolejny wyraz frustracji rdzennych obywateli kraju. Świadczą o tym również rosnące koszty utrzymania.
 

W ciagu ostatnich 5 lat wzrosły one o średnio 25 %, przy czym płace tylko o 6 %. Strategie rządowe pokazują swą niemoc i łatwo da się zauważyć, że UK to nie ten sam kraj, jaki znamy sprzed 10 lat.

Szanujmy Anglików

Prawdopodobnie brytyjska prasa będzie jeszcze dużo pisała o imigrantach, w tym także polskich i nie ma co się obrażać. Trzeba spojrzeć na całą sytuację racjonalnie i bez negatywnych emocji. Błędne i wyolbrzymione jest doszukiwanie się w wypowiedziach Brytyjczyków wniosków, że to rzekomo wszystkiemu winni są Polacy.

Niepotrzebne jest dolewanie oliwy do ognia i budzenie napięć między narodami, bo przecież wielu Anglików zwykle stara się znaleźć dobre cechy w Polakach i zdecydowanie jest im bliżej do nas niż do innych nacji.

Przypadkowo zatrzymany przeze mnie Brytyjczyk na ulicy Londynu, Henry, tak mówi o Polakach: „lubimy Was bardziej od innych nacji, które do nas przyjeżdżają. Mamy wspólne chrześcijańskie korzenie i bliżej nam do was niż do muzułmanów.

Niewątpliwie jednak jesteście i zostaniecie przybyszami w moim kraju”. Protesty Brytyjczyków na łamach mediów poruszające problematykę imigrantów są rozpaczliwymi próbami samoobrony rdzennych obywateli i poszukiwaniem odpowiedzi na przyczyny pogarszającej się sytuacji ekonomicznej kraju.

To przecież imigranci z Polski wyraźnie z dnia na dzień zapisują się we wszystkich sektorach życia, współtworząc stronice współczesnej historii Zjednoczonego Królestwa. Tysiące ludzi przybyło tu za tzw. chlebem, bo w ich kraju nie znaleziono dla nich odpowiednich rozwiązań na poprawę bytu oraz uzyskania odpowiednich zarobków.

Nieudolny rząd polski skazał nasz naród na masową tułaczkę i rozstania z rodzinami, po to, by po części pozbyć się krajowego problemu, jakim jest bezrobocie, które byłoby znacznie wyższe, gdyby nie ci, ktorzy opuścili nasz kraj. Kto przy zdrowych zmysłach opuściłby progi własnego domu i jechał w świat, jeśli żyłoby mu się dobrze u siebie?

 

Beata Truszkowska

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK