BREAKING NEWS

Polski designer

Polish Express
Polish Express logo

Polski designer

Tomasz Rygalik jest pierwszym Polakiem, który został pracownikiem naukowym londyńskiego Royal College of Art. Wcześniej studiował architekturę i design w Łodzi, Nowym Jorku i Londynie. Projektuje meble dla Włochów, Finów i Polaków. I nie tylko meble. Jego prace nagradzane są w międzynarodowych konkursach.

Artyście pomogę” >>

Polskie akcenty w Edynburgu >>

Studiował architekturę na Politechnice Łódzkiej, a pod koniec lat dziewięćdziesiątych dostał stypendium i pojechał uczyć się w Pratt Institute w nowojorskim Brooklynie. Zobaczył całkiem nowe rzeczy, które sprawiły, że zdecydował zająć się designem. W nowojorskiej szkole w 1999 roku zdobył dyplom z wzornictwa przemysłowego. Trafił na studia podyplomowe do Royal College of Art w Londynie, gdzie studiował projektowanie produktu. Teraz ma trzydzieści jeden lat i jest pracownikiem naukowym tej uczelni. Udało mu się to jako pierwszemu designerowi urodzonemu w Polsce. Objął stanowisko Research Assiociate, a jego praca polega na prowadzeniu projektów badawczo-rozwojowych. Jest wciąż w rozjazdach. Połowę czasu spędza w Londynie, a połowę w Polsce. W rodzinnej Łodzi ma własne studio projektowe, a w Warszawie raz w miesiącu prowadzi wykłady z design menagment. Często jeździ też do Włoch, gdzie współpracuje z producentem mebli.

Nowe oblicza łazienek

W Royal College of Art zajmuje się m.in. przyszłością łazienek. Wykorzystuje badania socjologiczne, które mówią o tym, jak w nowoczesnym społeczeństwie zmienia się styl życia, a co za tym idzie – potrzeby ludzi.

"Jeszcze niedawno nikt nie wyobrażał sobie, żeby łączyć kuchnię z jadalnią. Kuchnia zawsze kojarzyła się trochę negatywnie. Teraz pomieszczenie jadalne, które od kuchni dzieli jedynie blat, nikogo już nie dziwi."

Podobnie zmieniają się łazienki. Badania prowadzone przez Tomka wskazują, że dziś łazienka to bardziej miejsce całodziennego relaksu, niż tylko pomieszczenie, w którym się bierze kąpiel i prysznic. We współczesnych łazienkach montuje się telewizory z płaskim ekranem. Często kabiny prysznicowe montowane są w sypialniach. A łazienki zamieniają się w salony odnowy biologicznej.

"Wymyślam systemy luster i lamp, całkiem nowe meble łazienkowe, będące połączeniem umywalki z toaletką. Staram się unikać łączenia elementów mastikiem. Co ciekawe, przeciętnie w każdej łazience mamy cztery kilogramy tego kitu. Zawieszam moje meble w powietrzu, bo chce zredukować użycie mastiku do zera".

Rzeczy, które wymyślają pracownicy badawczy wybiegają nieraz całe dekady w przyszłość. Później z elementów ich projektów korzysta się przy projektowaniu towarów, które wejdą do użycia wcześniej. Czym właściwie się różni design od projektowania? - Design to oczywiście też projektowanie, ale to pojęcie szersze. Projektowanie kojarzy się zwykle z inżynierami, architektami. A przecież wszystko, co nas otacza, zostało przez kogoś zaprojektowane. Design to projektowanie produktów, połączenie sztuki z komercją, kreowanie całej otaczającej nas fizycznej rzeczywistości – wyjaśnia Tomek.
W Polsce design jest nowością. Możliwości są jednak coraz większe. Rośnie zainteresowanie desingem wśród firm i mediów. Tomek niedawno gościł na antenie radiowej Trójki. - Design to wielka szansa dla przemysłu. Na rynku zawsze będzie dominować jedna, najtańsza firma. Wśród producentów mebli jest to IKEA. Aby z takim producentem konkurować, inni muszą postawić na design. Ważna jest innowacyjność i jakość.
Żeby być projektantem mebli, samochodów, lodówek czy czegokolwiek innego, trzeba zgłębić budowę tych rzeczy i zastosowaną w nich technologię. Wszystkiego uczyć się trzeba od podstaw. Niektórzy desingerzy uważają, że należy się specjalizować w jednej branży i w jednym rodzaju produktów.
- Ja się z tym nie zgadzam – mówi Tomek. - Projektant wszechstronny w odróżnieniu od tych wyspecjalizowanych może spojrzeć na sprawy w sposób otwarty i świeży.

Jaki jest polski design?

Mówi się, że polski design nie ma własnej twarzy, a wszystko co robią polscy projektanci, nie różni się zbytnio od rzeczy wykreowanych przez Włochów, Francuzów czy Japończyków. Pytania ze strony dziennikarzy często dotyczą tożsamości polskiego designu, a raczej jej braku. Media chcą prostej odpowiedzi, recepty.
- Presja na stworzenie definicji polskiego designu jest rzeczywiście duża – mówi Tomek. - Uważam, że trzeba do tego podchodzić spokojnie.
Były próby połączenia elementów folklorystycznych z nowoczesnym wnętrzem.
- Nie tędy droga, bo wychodzi z tego Cepelia. Na warsztatach, które prowadzę, staram się wykreować tożsamość polskiego designu w inny sposób. Zakręty historyczne stworzyły w nas pewnego rodzaju zaradność związaną z kulturą materialną. Teraz mamy wszystko na półkach, ale dawniej brakowało wielu rzeczy. Polacy zawsze świetnie sobie z tym radzili. Nie mieliśmy wielu rzeczy, więc musieliśmy myśleć otwarcie i mieszać w celu ich stworzenia elementy innych produktów. Zaradność to właśnie nasza zaleta.
Tomek wspomina, jak jego ojciec z miski i silnika zrobił kosiarkę do trawy. W Bieszczadach widział mnóstwo traktorów domowej roboty. Wykorzystano w nich części od trabanta i Bóg wie czego jeszcze.

"Osiągnąłem wiele, ale pewnie dlatego, że wyjechałem z kraju – mówi Tomek. - W Polsce od dawna było coś takiego, jak wzornictwo przemysłowe, ale design dopiero się rodzi. W kraju zajmuje się tym tak naprawdę garstka ludzi, bo z designu trudno wyżyć".

Meble, naczynia i wirusy

Dziś Tomek projektuje głównie meble tapicerowane dla takich firm, jak włoskie Moroso, fiński Artek i polski Iker. Poza meblami ma na swoim koncie projekty kieliszków, naczyń, sprzętu grającego, mikroskopów. Zdobył wiele prestiżowych nagród, a jego prace oglądać można było w Londynie, Tokio, Walencji, Monachium. Oprócz tego tworzy instalacje przestrzenne i interwencje. Był obecny na niedawnej imprezie Poland Street Underground zorganizowanej przez Polish Cultural Institute w Londynie i pokazującej dokonania najlepszych młodych polskich twórców. Aranżował wnętrze i przedstawił wirus XILY. To okrągłe, czarne naklejki z białymi paskami w kształcie liter. Rozklejany na ścianach przez samych uczestników imprezy rozprzestrzenił się na całą galerię.
- Londyńskie władze nie pozwoliły nam wyjść z akcją na ulice, ale robiliśmy to wcześniej w kilku miastach w Polsce – opowiada Tomek. - W Katowicach policja wyśledziła nas na kamerach monitorujących miasto i niestety nie mogliśmy kontynuować akcji.
Usuwanie wirusa z okolicy galerii na Poland Street też przerodziło się w swego rodzaju happening.

- Chodziło właśnie o to, żeby uczestniczyła w tym publika – mówi Tomek.

„Artyście pomogę” >>

Polskie akcenty w Edynburgu >>

Michał Górka
[email protected]

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK