BREAKING NEWS

Polska zazdrość w UK gorsza niż wirus?

Polish Express
Polish Express logo

Polska zazdrość w UK gorsza niż wirus?

O polskiej zazdrości i zawiści wśród Polaków mieszkających poza Polską krążą legendy. Czy to tylko mit i "złe języki" tych rodaków, którzy na emigrację się nie zdecydowali, czy smutna prawda poparta prawdziwymi historiami? Spróbujemy się tego dowiedzieć. Jak mówi Aga, która od 16 lat mieszka w UK: "Zazdrościć można innym Polakom wszystkiego, jednak najniebezpieczniej jest osiągnąć sukces zawodowy i finansowy. Źle jest mieć dobre auto, fatalnie mieć spłacony mortgage, a już najbardziej narażonym na nienawiść i plotki  jest się wtedy, kiedy jesteś po prostu szczęśliwy, wolny od trosk i niechcący opowiesz o tym innemu Polakowi".
 
Większość Polaków, którzy przyjechali na Wyspy po 2004 roku, zaczynała swoją przygodę od tego samego: pracy w fabryce, w magazynach, na zmywaku czy na farmie. Dyplom wyższej uczelni czy świadectwo ukończenia jedynie podstawówki - nie miało większego znaczenia. Podobnie zaczynali wszyscy. Praca "na już" zawsze była, więc podejmując się prac fizycznych - w "hajvisce" i butach roboczych - przy taśmie, załadunku i rozładunku towarów, pakowaniu i rozpakowywaniu produktów rzadko myślało się o tym, żeby mieć jakieś ambicje i cele. Celem było zarobienie jak największej ilości funtów, żeby starczyło na wynajem pokoju, opłaty, transport z i do pracy. No i żeby jak najwięcej odłożyć. Bardzo szybko jednak pewne polskie cechy charakteru zaczęły brać górę i zamiast się jednoczyć - wszak życie w UK nikogo na początku nie rozpieszczało - zaczęliśmy ze sobą walczyć. Częściej słowami, rzadziej czynami. Głównie plotkami. 

W PRACY SIĘ NIE ZNAMY, OK DARLING?  

- Przyjechałam do UK w 2010 roku. Po rozwodzie z mężem zostałam sama z trójką dzieci, bez pracy, perspektyw, za to z długami i niespłaconymi kredytami, które zostawił po sobie w schedzie mój eks-małżonek - opowiada 46-letnia Iwona. - Miałam kuzyna w Anglii, który wyjechał tam parę lat wcześniej i z tego, co opowiadał podczas wizyt w Polsce - był świetnie ustawiony. On pracował jako kierowca na trasach międzynarodowych, zaś jego żona została supervisorem w dużym podmiejskim magazynie. Dzieci zostawiłam z moimi rodzicami i wylądowałam na lotnisku w Manchesterze. Jakież było moje zdziwienie, kiedy kuzyn - zaraz po tym jak przywiózł mnie do domu (miałam się u nich "zaczepić" na początek) zażądał ode mnie 80 funtów za transport z lotniska. Potem, przy kolacji dostałam od kuzyna i jego żony całą listę tego, co mi wolno, a czego nie wolno ruszać w ich domu. Poinformowali mnie również, ile tygodniowo będą mi zabierać na opłaty z moich zarobków. Dobrotliwa żona kuzyna załatwiła mi pracę sprzątającej magazyny, w których pracowała, więc i tak byłam jej bardzo wdzięczna.

 

 

 

Zaznaczyła też, że skoro tyle dla mnie robią - wypada, żebym w ich domu również sprzątała. W ramach wdzięczności, rzecz jasna. Bardzo szybko zrozumiałam, że przyjazd do domu kuzyna i jego żony był ogromną pomyłką. W pierwszym tygodniu spotkałyśmy się z żoną kuzyna w kantynie na przerwie. Jolka siedziała przy długim, pustym stole sama. Zajadała kanapkę. Chciałam się do niej przysiąść na moment, ale Jola chłodno oznajmiła mi, że cały stół jest dla personelu wyższej rangi, a sprzątaczki mogą przyjść na przerwę dopiero po tym, jak oni zjedzą posiłek. Dodała też: "i nikomu nie mów, że się znamy, darling. Nie chcę, żeby mnie kojarzono z jakąś sprzątaczką". Później już było tylko gorzej.

Namawiała koleżanki Polki, żeby zostawiały brudne naczynia, zaśmiecały podłogę, a one robiły to z wielką satysfakcją. Wyśmiewała mnie przy mojej szefowej, ganiła za różne rzeczy, których nie zrobiłam. Ten miesiąc tak mną potrząsnął, że bardzo szybko znalazłam sobie inną pracę, wynajęłam pokój. Potem dość szybko awansowałam, sprowadziłam dzieci. Mam teraz własną firmę księgową, własny dom i narzeczonego. Nie mam kontaktu ani z kuzynem, ani z jego żoną. Słyszałam, że opowiadają wśród swoich znajomych Polaków, że na ich dobrym sercu się wzbogaciłam i że mój dom jest brzydki, a w firmie robię machlojki. Już od dawna nie obchodzi mnie, co i do kogo o mnie mówią. W UK znalazłem szczęście i żadne plotki nie są w stanie mi go zepsuć.

ZAZDROŚCIĆ MOŻNA WSZYSTKIEGO - NAWET KRZESŁA 

Spotkałam się z 56-letnim Zbyszkiem, który na moje pytanie czy Polacy w UK są zazdrośni o sukces czy lepszą pracę zaczął się śmiać. "Pani, jak ja bym opowiedział co się działo w fabrykach, w których pracowałem, to byś pani nie uwierzyła" - powiedział. "Ja tam angielskiego dobrze nie znam, w Polsce byłem ślusarzem, trochę mnie alkohol poniósł i szukałem nowego życia. Bez alkoholu i długów w Polsce"  opowiada Zbyszek. "Mam ręce do roboty, ale duszę wesołka, dlatego bardzo się ucieszyłem, że tu w Anglii dużo jest Polaków i razem będzie jakoś raźniej shifty znosić. Ale bardzo się pomyliłem.

Już w pierwszej pracy zaprzyjaźniłem się z Jankiem z Pomorza. Fajnie nam się gadało, pośmialiśmy się nieraz, o babkach poplotkowaliśmy i robota jakoś leciała. Pewnego razu dostałem mały awans i z hali, gdzie musiałem stać paręnaście godzin, przenieśli mnie na halę, w której miałem bardziej precyzyjną robotę. Przy tej pracy mogłem siedzieć na takim wysokim krześle. Janek został na swoim miejscu. Przestał ze mną w ogóle gadać. Powiedział, że to niesprawiedliwe, że mnie przenieśli, bo on robi więcej i szybciej. Szybko nastawił przeciwko mnie całą resztę Polaków. O nic nie chodziło, tylko o to krzesło" - mówi Zbyszek już bez uśmiechu.

"W innej robocie, kiedy już mi się lepiej wiodło, kupiłem takiego całkiem nie starego mercedesa. Na taczkach mnie za to "koledzy" chcieli wywieźć. Jeszcze w innej fabryce Polak, który miał mi pokazać w pierwszym dniu co i jak mam robić na tym stanowisku powiedział mi bez ogródek: "mnie jakoś nikt niczego nie pokazywał, sam wszystkiego musiałem się uczyć. Co ty, niedojda jakaś?". Inny kolega podpowiedział jeszcze: “my to w dupę tak tu dostaliśmy, a ty to masz komfort, że szef się zmienił i każe uczyć nowych. Gdyby nie to, to ch***ja byśmy cię nauczyli". Nigdzie, tak jak w Anglii Polak tak nie dokopie Polakowi. Podgryzanie, donoszenie do szefostwa, komentowanie jak kto pracuje czy ile ma za godzinę to normalka. Tak się wspierają Polacy na Wyspach - kończy smutno pan Zbyszek.

Wszyscy Polacy to kierownicy, managerowie, supervisorzy 

Z tego, co opowiadali jeszcze inni Polacy, którzy doświadczyli od innych Polaków wielu nieprzyjemności  można to podsumować tak: każdy Polak w pracy lubi zarządzać innym Polakiem. Jedna z kobiet poskarżyła się w mailu do redakcji, że Polka, która zaczęła pracować przed nią w pewnej firmie produkcyjnej kilka tygodni wcześniej, już pierwszego dnia zaczęła ją pouczać jak należy pracować szybko i jak zrobić jak najwięcej w ciągu godziny, mimo że to nie była praca akordowa, a ona nie była jej szefową. To ta ambitna Polka nadawała nieludzkie tempo pracy. Czytelniczka nie mogła zrozumieć po co pracować ponad siły, skoro taka praca w ogóle nie była wymagana, ani lepiej opłacana. Jako, że obie były pracownicami jednej agencji miały takie same stawki za godzinę. Gdzie tu logika? Przecież nikt nie przyszedł do pracy leniuchować, każdy powinien pracować w swoim tempie, tym bardziej, że manager nic nie wspominał o normach i ilościach. 

Polecane: TYLKO NA POLISH EXPRESS: Jak Polacy reagują na Brexit? Śmiechem!

Nie zawsze Polak Polakowi wilkiem

W każdym zawodzie, w każdym miejscu pracy zdarzają się ekstremalne przypadki i trudno zdecydowanie stwierdzić, czy Polacy w UK są bardziej zazdrośni o powodzenie innych niż Polacy w jakimkolwiek innym kraju, albo przedstawiciele innych narodów.  Ilu ludzi - tyle historii. W pracy zawiązało się również wiele długoletnich przyjaźni, których nic ani nikt nie zniszczy. Warto jednak chyba poprzyglądać się współpracownikom z Europy Wschodniej, na przykład Bułgarom, Litwinom, czy Rumunom. Może warto czegoś się od nich nauczyć? 
 
Jeśli macie podobne lub zupełnie inne doświadczenia w pracy i chcecie o nich opowiedzieć napiszcie na [email protected]

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Poradnik emigranta

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK