temat numeru

Polka robi karierę na Wyspach

Polish Express
Polish Express logo

Polka robi karierę na Wyspach

Młoda, utalentowana, ambitna, zdeterminowana. Zagrała w wielu produkcjach filmowych w Polsce i za granicą, występowała zarówno na Broadwayu jak i na deskach londyńskich teatrów. Chociaż jej dorobku mogłaby pozazdrościć niejedna aktorka młodego pokolenia, do swoich sukcesów podchodzi z dystansem. Nie wyobraża sobie życia bez aktorstwa, ale nie wyobraża go sobie również bez rodziny i przyjaciół.

Z aktorką Joanną Ignaczewską rozmawia Alicja Borkowska

Zanim przyjechałaś do Londynu, uczyłaś się w prestiżowej szkole aktorskiej Actors Studio Lee Strasberga w Nowym Jorku, gdzie swój kunszt aktorski szlifowały m.in. takie sławy jak: Paul Newman, Marilyn Monroe, Marlon Brando. Jack Nicholson był przesłuchiwany aż pięć razy, zanim został przyjęty, a ty dostałaś od nich stypendium finansowane przez rząd amerykański. Jak tego dokonałaś? Co poza talentem jest ważne?

Nie jest to łatwy proces. Trzeba mieć w sobie dużo cierpliwości i wytrwałości, żeby zawalczyć o tego typu stypendium. Cały proces trwał ponad trzy lata i składał się z wielu etapów.  O stypendium zaczęłam się ubiegać w wieku 16 lat. 

W trakcie tego procesu musiałam dostarczyć wiele dokumentów, informacji, recenzji z pracy.  Musiałam wykazać się umiejętnościami aktorskimi. Już w młodym wieku pokazałam pasję do aktorstwa i myślę, że to najważniejsze. Actors Studio szuka osób, które coś ciekawego wniosą do tego zawodu, ale jeszcze nie wiedzą tak do końca jak to ugryźć.

Myślę, że szukają nieoszlifowanych diamentów, żeby zrobić z nich brylanty. W pewnym sensie ryzykują w kwestii tego, czy ktoś rzeczywiście ma talent czy nie, bo w tak  młodym wieku trudno to zobaczyć.

Najważniejsze jest czy ktoś taki nie zmarnuje szansy, czy mu nie odbije, czy będzie w stanie wykorzystać tak ogromną szansę. Nie musiałam płacić ani za swoje utrzymanie, ani za przeloty z Polski. Myślę, że dużo osób mogłoby zmarnować taką szansę. 
 

Od czego zaczęłaś?

Londyn był pierwszym miejscem, gdzie zaczęłam przyjeżdżać na kursy językowe, interesować się teatrem, szukać instytucji, które mogłyby mi pomóc – jedną z nich była londyńska akademia teatralna.

Londyn jest dobrym pomostem, ponieważ jest anglojęzyczny. Pierwsze prace, które zrobiłam, nagrania, monologi, czy recenzje sztuk były w języku angielskim, więc łatwo to było wysłać i dołączyć do mojego stypendium.

Poza tym jest tutaj bardzo dużo instytucji artystycznych, które wspołpracują z Nowym Jorkiem. Później dostałam się do szkoły aktorskiej w Warszawie, dostałam pierwsze małe role w Polsce. Praktycznie cały czas pracowałam od 15. roku życia. To doświadczenie też mi bardzo pomogło w tym, żeby dostać stypendium.

Przez parę lat pracowałaś w Nowym Jorku w zawodzie aktorki, występowałaś w przedstawieniach na Broadwayu. Jak zostałaś przyjęta przez tamtejsze środowisko aktorskie?

Byłam w o tyle innej sytuacji, że wszystkie przedstawienia w których grałam były produkcjami Actors Studio. Cały czas jak pracowałam byłam częścią wielkiej organizacji. Od samego początku byłam w grupie studentów amerykańskich. 

Myślę, że szybko mnie zaakceptowano. Oczywiście miałam swoje własne predyspozycje aktorskie, ale to środowisko aktorskie jest bardzo otwarte i emocjonalne.

Nawet te wielkie przedstawienia na Broadwayu, które były częścią Actors Studio i częścią mojego programu, to nie było nic nadzwyczajnego. Odnalazłam się w tym jak ryba w wodzie i byłam szczęśliwa, że mogłam brać w nich udział.                   
 

Czego nauczył Cię pobyt w Stanach Zjednoczonych i czym różni się praca aktora amerykańskiego od polskiego?  

Actors Studio ma awangardowe i niecodzienne podejście do nauki aktorstwa. Marlon Brando będąc w Actors Studio bardzo długo znany był z tego, że nie uczył się tekstów na pamięć, opierał wszystko na improwizacjach. Znał sztukę, ale nie uczył się roli na pamięć.

To pewnie była jedna z niewielu uczelni na świecie, gdzie takie zachowania przeszły. Nawet jak ja tam studiowałam pokazano mi różne metody do tego, żebym znalazła swoją drogę, m.in. metodę Stanisławskiego, Meisnera, Adler. Miałam spróbować wszystkiego i sama zadecydować, co jest dla mnie najlepszym środkiem.

Ten wyjazd zmienił mnie jako osobę i aktorkę, stałam się bardziej pewna siebie, dlatego, że wiele doświadczyłam. Ten ogrom pracy przez te lata, kiedy byłam w Actors Studio, sprawił, że byłam bardzo zaangażowana w zawód aktora i myślę, że jednak w Polsce nie miałabym aż takiej okazji, żeby doświadczyć tego na takim samym poziomie.

Reżyserzy w Polsce przeważnie podążają śladami, które dobrze znają. Nie chciałabym jednak generalizować i mówić, że w Polsce robimy tak, a w Stanach tak. 

Jest to sprawa bardzo indywidualna. W Ameryce jest zlepek różnych narodowości i kultur, dlatego są różne style reżyserii, co można zobaczyć w każdym filmie. Niedawno pracowałam w Londynie z Agnieszką Holland, która pomimo tego, że jest bardzo doświadczona, bardzo nowocześnie podchodzi do pracy reżysera z aktorem. Dostosowuje swoje metody reżyserskie do aktora.
 
W Polsce zrobiło się o tobie głośno na przełomie lat 2007-2008 za sprawą domniemanego romansu z Leonardo Di Caprio, o którym rozpisywały się amerykańskie i polskie brukowce. Złośliwi twierdzili, że sama puściłaś taką plotkę w obieg, żeby świat o tobie usłyszał. Czy martwią Cię tego typu komentarze, czy może nie reagujesz na nie, bo jest to wpisane w zawód aktora?

Jeżeli będę to komentowała, to znowu zacznie się jakieś błędne koło. Kocham mój zawód, mam bardzo dużo szacunku dla aktorów, dla swojej pracy. W pewnym sensie czuję się szczęściarą, że mogę z tej pracy się utrzymać.

Staram się nie sprawiać wrażenia osoby, która takimi rzeczami się przejmuje. Chyba jedyna rzecz, z jaką cały czas mam problem, to to, że taka prasa dotyka moich bliskich, znajomych - niektórzy nie wierzą, niektórzy wierzą, ale boją się zapytać.

Ja sama nabrałam już do tego tak dużego dystansu, że jest mi naprawdę wszystko jedno. Oczywiście, dobrze by było, gdyby wszyscy pisali prawdę i same dobre rzeczy, ale jest to niemożliwe.

Kolejną burzę w mediach wywołała w 2009 r. informacja o roli, którą miałaś dostać w filmie o „James Bond” u boku Daniela Craiga. Co się stało z dziewczyną Bonda? Czy ta plotka również została rozpowszechniona przez polskie media żądne sensacji?

W moim zawodzie takie cudowne możliwości jak propozycja roli dziewczyny Bonda szybko się pojawiają i szybko znikają. To się bardzo szybko weryfikuje przez bardzo różne czynniki. To jest dokładnie tego samego typu sytuacja, że coś zostało rozdmuchane zupełnie bez powodu.

Jakieś moje wypowiedzi wyciągnięto z kontekstu i później jedna i druga gazeta to podchwyciły i nagłośniły.

Dlatego nauczyłam się w wywiadach być powściągliwą, jeśli chodzi o przyszłe projekty,  mówię tylko o rzeczach o których mogę mówić i staram się za bardzo nie rozwijać tego teamtu. Jak sią okazuje, bardzo łatwo jest wyciągnąć zbyt pochopne wnioski z moich wypowiedzi.
 

Świetnie sobie radzisz w Londynie – niejedna młoda aktorka mogłaby ci pozazdrościć. Grasz zarówno w teatrze jak i w produkcjach telewizyjnych, współpracujesz z London Film Academy, gdzie początkującym aktorom udzielasz wskazówek na temat zawodu aktora. Podobno w tym roku wystąpisz aż w pięciu produkcjach filmowych i są to wszystko główne role!

Jeden z filmów, w których zagrałam będzie miał światową premierę m.in.: w Londynie, Polsce, Nowym Jorku, pod koniec tego roku, albo na początku przyszłego. Jest to thriller psychologiczny pod tytułem „Scopia”.  Gram tam Basię, która ma polskie korzenie.

Jest to dla mnie ogromne wyróżnienie, dlatego, że ta postać miała być Angielką o imieniu Beth. Po moim castingu reżyser zmienił zdanie, wprowadził zmiany do scenariusza i zmienił dla mnie postać, żebym czuła się w niej komfortowo, żebym wniosła do tej roli coś innego, ciekawego.

W swoim aktorskim dorobku brałam udział w ponad siedemdziesięciu pięciu produkcjach, ale muszę przyznać, że ta rola jest moim dzieckiem, czekałam na nią całe życie. Pracuję teraz nad filmem, dramatem,  w którym gram seryjną morderczynię. Jest tam bardzo dużo emocjonalnych sytuacji.

Swoje aktorskie poszukiwania oparłam na roli Dextera, którego gra Michael Hall, w serialu amerykańskim o tym samym tytule. Oglądałam ten film przez sześć tygodni, żeby zbudować moją postać – jest to kobieca wersja Dextera.

Film kręcony lokalnie, w Brighton, swoją premierę najprawdopodobniej  będzie miał jeszcze w tym roku.  Jest jeden projekt w Polsce o którym jeszcze nie mogę mówić.

Są również dwa filmy tutaj – jeden to horror, bardzo nietypowy, który się wiąże z tematem II wojny światowej, a drugi to obyczajowy, o Kubańczyku, który przeprowadza się do Londynu, a ja mam z nim romans. Zaczniemy pracę nad tą produkcją pod koniec roku. Miałam pierwsze czytanie scenariusza, próbę z reżyserem i aktorami.

Mam również kilka mniejszych projektów. Są to wszystkie główne role. Cały czas coś się dzieje, non stop mam castingi. Mam agenta, który pomaga mi w karierze. Jestem też związana z teatrem Old Vic. Którego dyrektorem artystycznym jest znany aktor amerykański Kevin Spacey.

Poznałaś go?

Tak.
 

Twoja ulubiona rola?                   

                                                                                                                                        
Myślę, że rola Basi przez całe życie będzie zajmowała specjalne miejsce w moim sercu. Trudno mi mówić o ulubionej postaci. Z Basią się zaprzyjaźniłam, ale jest to bardzo trudna postać do grania z tego względu, że musiałam pokonać wiele trudności. Musiałam przejść przez mnóstwo dramatycznych sytuacji.

Dla mnie, jako aktorki, granie tej roli było niezwykle wyczerpujące emocjonalnie. Było to wielkie wyzwanie. Oczywiście nie żałuję, że podjęłam się tego wyzwania. Jest to jeden z ważniejszych filmów w mojej karierze.
 

Kto Cię inspiruje?

Podziwiam Anję Rubik. Parę lat temu przeczytałam z nią wywiad w miesięczniku „Twój Styl”. Wtedy jeszcze nie była tak znana jak teraz, walczyła o swoją pozycję i bardzo mnie zainspirowała . Jeżeli chodzi o aktorstwo przez długi czas była to Marilyn Monroe.

Czytając jej biografię dowiedziałam się o Actors Studio i pomyślałam, że też chciałabym pójść tą drogą. Wydaje mi się, że była genialną, ale niedocenioną aktorką. Życie nie dało jej możliwości, żeby pokazać jak była uzdolniona. Bardzo lubię Johnny’ego Deepa za to, w jaki sposób kreuje swoje postaci i jak podchodzi do zawodu.

Uwielbiam Meryl Streep. Oglądam bardzo dużo filmów i za każdym razem znajduję sobie jakąś postać, która mnie aktorsko inspiruje. Nie lubię inspirować się jedną osobą. Oczywiście są takie osoby, które zmieniły podejście do aktorstwa dla wielu aktorów i reżyserów, na przykład Marlon Brandon, Robert De Niro, Al Pacino czy chociażby Julia Roberts.


Znany reżyser Andrzej Żuławski uważa, że aktorstwo jest przypisane głównie kobietom – przychodzi im znacznie łatwiej, ponieważ w codziennym życiu odgrywają wiele ról. Gdybyś jednak nie została aktorką, jaki inny zawód mogłabyś wykonywać?  

                                                                                                                                                    
Pewnie byłby to jakiś zawód artystyczny. W dzieciństwie tańczyłam i grałam na pianinie. Muszę jednak przyznać, że nigdy nie myślałam o innym zawodzie. Zawsze marzyłam o aktorstwie. Będąc aktorką mogę wykonywać wiele różnych zawodów na przykład nigdy nie pracowałam jako kelnerka, ale grałam w filmie kelnerkę i mogłam tego doświadczyć.
Jesteś bardzo zapracowaną dziewczyną. Masz czas na przyjaciół, na relaks? W jaki sposób regenerujesz siły? Podobno lubisz jogę i lubisz biegać.                                

                                                                                                    
Lubię aktywną formę wypoczynku - siłownia, joga, bieganie. Kiedyś wzięłam udział w maratonie w Londynie. Przyjaciele są dla mnie bardzo ważni. Niestety nie mam dla nich aż tyle czasu, ile chciałabym mieć, ponieważ bardzo dużo pracuję.

  fot. Paweł Spólnicki

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Polscy himalaiści uznani za zmarłych

Polscy himalaiści uznani za zmarłych

Z wyprawy na Broad Peak wróciło tylko dwóch himalaistów, pozostali dwaj – Adam Bielecki i Artur Małek – zaginęli między obozem szturmowym a szczytem.

Złodziejka benefitów trafiła do więzienia

Złodziejka benefitów trafiła do więzienia

Pewna Brytyjka wyłudziła 62 tysiące funtów od opieki społecznej na fikcyjną czwórkę dzieci – donosi dziennik „Daily Mail”.

Koła w ruch - po szynach

Koła w ruch - po szynach

Mieszkasz w małym mieście i nie dochodzi do ciebie kolej? Wkrótce może się to zmienić.

Tragedia na klifach Southerndown

Tragedia na klifach Southerndown

27-letni mężczyzna nie żyje, a 25-letnia kobieta została ranna w wyniku upadku z widokowego klifu w Southerndown, w Vale of Glamorgan, w południowej Walii.

Niedoceniony Polak

Niedoceniony Polak

Polski bohater, Jan Karski, który w czasie II Wojny Światowej zbierał informacje o metodach i zbrodniach nazistów na narodzie żydowskim i polskim, dopiero teraz trafi do świadomości Brytyjczyków.

Bezdomni Polacy nie tęsknią za krajem

Bezdomni Polacy nie tęsknią za krajem

Moich rozmówców spotykam na Victoria Street, w okolicy dworca, który jest mekką polskich bezdomnych. Jednak Stanisław Wójcik zaprzecza, jakoby był bezdomny. Na piersi ma zawieszoną laminowaną legitymację...

Jak parkować bezpiecznie w Londynie?

Jak parkować bezpiecznie w Londynie?

Żółta linia – pojedyncza lub podwójna, namalowana na chodniku lub ulicy uprawnia do zatrzymywania się w celu wysadzenia i odbioru pasażerów. Nie wolno na niej parkować w godzinach, które są podane...

Brytyjczyk jest człowiekiem szczęśliwym

Brytyjczyk jest człowiekiem szczęśliwym

Najnowszy raport Krajowego Biura Statystycznego wskazuje jednoznacznie, ze mieszkańcy Wielkiej Brytanii są coraz bardziej zadowoleni ze swojego życia. Brytyjczycy nie narzekają na mniejsze pensje, niefortunne...

Wielkanoc po europejsku

Wielkanoc po europejsku

„Co kraj, to obyczaj…” - to przysłowie zna każdy z nas. Wydawałoby się te same święta, ale każdy kraj ma charakterystyczne tylko dla siebie tradycje, symbole. Oczywiście wiele zależy...

Obraz Siemiradzkiego sprzedany za milion funtów

Obraz Siemiradzkiego sprzedany za milion funtów

Jeden z najbardziej znanych obrazów Henryka Siemiradzkiego "Żebrzący Rozbitek" sprzedano w domu aukcyjnym Sotheby's w Londynie. Zapłacono za niego ponad milion funtów!


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK