POLACY W UK

Polce chorej na Covid-19 po 7 dniach kazano wracać do pracy w domu opieki [LIST DO REDAKCJI]

Polish Express
Polish Express logo

Polce chorej na Covid-19 po 7 dniach kazano wracać do pracy w domu opieki [LIST DO REDAKCJI]

Dostaliśmy szokujący list od jednej z naszych czytelniczek, w którym poinformowała nas, że, przez brak ostrożności pracodawcy zarażono ją koronawirusem w miejscu pracy, a zaledwie po 7 dniach izolacji kazano jej już wracać twierdząc (bezzasadnie), że „nie zaraża”.

Nie jest to pierwszy mail, który dostajemy od naszych czytelników zaskoczonych podejściem swoich pracodawców do obecnej sytuacji związanej z pandemią. Niedawno publikowaliśmy list Polaka pracującego w domu opieki, w którym zaczęło umierać coraz więcej zarażonych osób starszych.

Nagłaśnialiśmy także sprawy dotyczące niewłaściwej ochrony pracowników ze strony pracodawców, którzy nie zapewniają im maseczek ochronnych, rękawiczek oraz płynów do dezynfekcji przez co warunki w zakładach pracy są niebezpieczne.

Tym razem do naszej redakcji napisała jedna z czytelniczek, która zaraziła się koronawirusem w domu opieki, w którym pracuje, przez niedopilnowanie zasad bezpieczeństwa ze strony swojego pracodawcy. Sytuacja okazała się jeszcze bardziej alarmująca, gdy wspomniany pracodawca kazał Polce wrócić do pacy po tygodniu twierdząc, że już nie stanowi ona zagrożenia, gdyż „nie zaraża”.

Poniżej publikujemy treść listu od Czytelniczki:

Witam, postanowiłam do Was napisać, ponieważ zastanawia mnie pewna kwestia związana z koronawirusem. Pracuję w domu opieki. Z powodu tego, że byli do domu przyjmowani nowi rezydenci bez testów na Covid-19 i bez przeprowadzenia izolacji, pozarażali się wirusem mieszkańcy domu jak i jego pracownicy, w tym również ja.

W dniu 21.04 poszłam do pracy, zaczęłam kaszleć i źle się czułam, więc po kilku godzinach pracy poszłam do domu, w dniu następnym zadzwoniłam na 111. Opisałam im symptomy, jakie mam, została mi zalecona izolacja 7 dni, do dzisiaj czyli 28.07. Dnia 23.04 zadzwoniła do mnie pani, która ustaliła mi datę i godzinę testu na koronavirusa, miałam tam pojechać w piątek dnia 24.04.

Pojechałam, wzięli mi wymaz z gardła, dostałam informację, że należy czekać na wynik od 24-72 godzin, otrzymałam wynik pozytywny w niedzielę 26.04. Po tygodniu siedzenia w domu mam jeszcze kaszel, ciepłą głowę wieczorami, ale nie czuję się źle, zadzwoniłam do swojego pracodawcy, aby poinformować, że mój wynik testu jest pozytywny, a ja jeszcze nie czuję się najlepiej, że wciąż mam kaszel i nie wiem, czy mogę wrócić do pracy i tutaj otrzymałam odpowiedź, że mogę samoizolować się ponownie, ale nikt mi za to nie zapłaci, ponieważ po 7 dniach od momentu pojawienia się symptomów ja już nie zarażam, wiec mogę wrócić do pracy.

Zastanawiają mnie w tej sytuacji dwie rzeczy, jak pracodawca, który naraził mnie na niebezpieczeństwo, naraził moje zdrowie i życie na rzecz zarobienia pieniędzy, może dyktować mi w takim wypadku warunki, za ile dni mi zapłaci, a za ile nie? Jestem chora przez niedopilnowanie podstaw jak sprawdzenie, czy nowi mieszkańcy są negatywni, czy dla pewności poddanie ich kwarantannie, a teraz od momentu pojawienia się symptomów, mój pracodawca mówi mi, że zapłaci mi za 7 dni, a za resztę nie, bo po 7 dniach już nie zarażam, a to czy i jak ja się czuje ma głęboko w poważaniu, pomimo, że zaraziłam się w środowisku pracowniczym.

 

 

 

Druga sprawa wygląda następująco, jakim cudem, w innych krajach ludzie są odizolowywani przez 14 dni, zamknięci na 8 spustów, mają co tydzień robione badania na koronavirusa, aby potwierdzić, że ludzie, z którymi mogą obcować, są bezpieczni, czyli wynik ma wyjść negatywny. A w Anglii przez telefon dostaniesz informacje, że po 7 dniach od pojawienia się symptomów już nie zarażasz? Jakim cudem co kraj to obyczaj?

Jak to się dzieje, że w jednych krajach musisz mieć potwierdzenia, a w drugim kraju już przez telefon wiedzą, że nie roznosisz wirusa i możesz wrócić do pracy? Chociaż może to inteligentny wirus, podlegający prawom i regulacjom danego państwa i w jednym musisz mieć wynik negatywny, a w drugim po prostu wiedzą, że już jest w porządku?

Generalnie jestem zawiedziona i rozczarowana, że pracodawca, przez którego zachorowałam, ponieważ liczyła się kasa, mówi mi, ile mam dni chorować, a jak będę chorować więcej, to mi nie zapłaci i jestem rozczarowana sposobem podchodzenia do ludzi zarażonych w Wielkiej Brytanii, ponieważ przebadana drugi raz nie zostałam.

Pewnie gdyby zrobili mi test, byłabym wciąż pozytywna, ale podobno nie zarażam. Myślę, że z takim podejściem umrze wielu ludzi. Przez takie podejście i lekceważenie, bezmyślne poczynania. Po prostu zastanawiają mnie absurdy tej sytuacji i jak wielu innych ludzi znalazło się w podobnej sytuacji.

 

Jeśli mieliście podobną sytuację, napiszcie do nas na adres: [email protected]

Paulina MarkowskaPaulina MarkowskaFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK