POLACY W UK

Polaku, Ty lepiej nie choruj podczas pandemii koronawirusa!

Polish Express
Polish Express logo

Polaku, Ty lepiej nie choruj podczas pandemii koronawirusa!

- Podczas pandemii koronawirusa lepiej być zdrowym jak młody byk! Nie wolno mieć anginy ropnej, złamanej nogi, ani nie wolno też przypadkiem dostać zawału, bo NHS albo uda, że nie widzi twojego cierpienia i przepisze Ci przez telefon receptę na cocodamol - w przypadku ciężkiej choroby, albo zaleci zażycie paracetamolu na lżejsze dolegliwości - mówi Lidka, która od ponad miesiąca zmaga się samotnie z rwą kulszową. - Gdyby nie to, że mam karty kredytowe, z których coś mogę uszczknąć i zapłacić za prywatną rehabilitację - z powodu długotrwałego, rwącego jak ucinanie piłą bólu odgryzłabym sobie chyba tą chorą nogę. NHS chyba by się nie zmartwił i zapisał mój przypadek jako kolejną śmierć na Covid 19 - mówi pół żartem, pół serio Lidka.

Polecane: Dominika przyjechała tutaj, aby spełnić swój London Dream. Po kilku miesiącach zmieniła zdanie o Londynie


Mamy już za sobą czas patetycznego klaskania w ręce dla pracowników NHS, smętnie w oknach angielskich domów zwisają też przykurzone laurki z flagą we wszystkich kolorach tęczy i słowami podziękowania dla lekarzy i pielęgniarek. Rząd Wielkiej Brytanii ewidentnie nie radzi sobie w kryzysie, a to co średnio sprawdzało się przed pandemią koronawirusa - zupełnie nie sprawdza się podczas jej trwania. Po kilku miesiącach pandemii wszystko staje się bardziej przejrzyste: jeśli jesteś chory na cokolwiek - zostań w domu, otwórz doktora Google i lecz się sam. Nie przeszkadzaj przede wszystkim bohaterskiemu NHS w walce ze światową pandemią koronawirusa.

 

 

 


"Dzwonisz do mnie już trzeci raz w tym miesiącu!"


47-letnia Lidia pracowała w warehousie jak większość Polek i Polaków w przemysłowo - hurtownianym mieście, w którym mieszka od kilkunastu lat. Każdy ze znajomych mówił o niej: "ta Lidka to ma zdrowie ze stali". Ona też nie narzekała na swoją pracę, ponieważ za jednym zamachem załatwiała dwie życiowe potrzeby - za pracę dostawała pieniądze, które pozwalały jej całkiem nieźle żyć (bo i wymagań nie miała jakichś od życia szczególnych), a poza tym chodząc dziennie po kilkanaście kilometrów dziennie i ładując do wózka zamówione towary miała darmowy fitness. Niestety, pewnego dnia chcąc jak zwykle przygotować się do pracy poczuła przeszywający ból w nodze. Zawyła z bólu, upadła na podłogę i długo nie mogła wstać. Jak już doczołgała się do łóżka - zadzwoniła do lekarza GP - jak przykazał jej rząd Borisa Johnsona. Ani przez sekundę nawet nie pomyślała, że z tak błahą sprawą powinna się udać do centrum Walk-in. Niestety dzień niemal cały minął, zanim udało jej się dodzwonić do lekarki. Ta poinstruowała Lidię, żeby leżała, odpoczywała i zażywała paracetamol. Na szczęście Lidka, wciąż wyjąc z bólu nawet po podwójnej dawce paracetamolu, znalazła jakieś środki przeciwzapalne i w Google znalazła też forum, na którym ludzie wymieniali się podobnymi objawami. - To rwa kulszowa - zdiagnozowała się Lidka sama, bo o wizycie u lekarza mogła zapomnieć ze względu na nowe procedury i obostrzenia związane z pandemią koronawirusa. Dni mijały, noce bezsenne też, a ból jak nie mijał, tak nie mijał. Lidka wykonała kolejny telefon do lekarki sugerując, że może to nie rwa kulszowa, może warto wykonać jakieś USG czy inne badanie, które tę Lidkową diagnozę mogłoby potwierdzić lub jej zaprzeczyć. Nic z tego. Ta sama lekarka, która zaleciła paracetamol i zakazała Lidce wejście na teren przychodni, przyznała, że to na pewno rwa kulszowa (taka "koronawirusowa telediagnoza") i przepisała silniejszy lek. Lek silny, neurologiczny, który - gdyby Lidka była lekomanką, a nie zmagającą się z niesamowitym bólem babką przed pięćdziesiątką - mogłaby używać do woli, żeby nie wychodzić parę dni i nocy z narkotycznego odurzenia. Wszystko to w ramach darmowej opieki NHS. Kiedy Lidka za kilka kolejnych dni z płaczem, wyczerpana bólem i bezsennością zadzwoniła ponownie do tej samej lekarki z błaganiem, żeby chciała jej przepisać jakieś badania, dała skierowanie na rehabilitację ta zniecierpliwiona odpowiedziała: "Dzwonisz do mnie już trzeci raz w tym miesiącu!", po czym zapisała jej kolejny, jeszcze silniejszy lek, który mógłby odurzyć połowę mieszkańców miasta. W końcu wyczerpana wyszukiwaniem pomocy u doktora Google Lidka postanowiła ulżyć ciężkiej pracy telefonicznej lekarko - wróżki i zapisała się na prywatną rehabilitację. Kosztuje ją to sporo pieniędzy, ale ma wreszcie poczucie, że ktoś ją zbadał, postawił diagnozę i... naprawdę próbuje ją wyleczyć.

Przecztaj też: Jesteś po 40.? Nie wracaj do Polski, bo praca na Ciebie nie czeka...



Jeśli złamiesz rękę - naucz się ją dobrze składać

21-letni Kuba spadł kilka dni temu ze schodów. Poślizgnął się i tak się dla niego pechowo złożyło, że upadł z wysokości dwóch metrów na plecy z górnego piętra. Na to wszystko, próbując się ratować - wyrwał balustradę, a wraz z nią poleciało na niego prawie pół ściany ze starych cegieł. Młody, wysportowany chłopak próbował się zebrać i wstać, ale wypadek wcale nie był taki lekki. W angielskich domach - jak wszyscy wiemy - wszystko może nagle odpaść, każda konstrukcja może się złamać. Kiedy wydostał się już spod cegieł, dowlókł się do telefonu i zadzwonił po ambulans. Opowiedział o swoim potwornym bólu brzucha i zalanej podłodze krwią z prawdopodobnie złamanej ręki. Karetka przyjechała dość szybko i zabrano go do szpitala. Ręka szybko została zszyta, otrzymał silne leki przeciwbólowe, a lekarz dyżurujący pobieżnie przebadał "tak na oko" jego brzuch i stwierdził, że to ból mięśni i mu to przejdzie. Nie było USG brzucha, nie było żadnych badań z krwi. Pacjent przeżył, rano wypisano go ze szpitala. Next please!

Tak na oko, to koronawirus
 


Jurek - przez przyjaciół nazywany "Tasiemcem" ze względu na swoją wyjątkowo wysoką i szczupłą postać od wielu lat mieszka pod Londynem. Trudni się wszelkimi pracami zleconymi, głównie na budowach. Pogodny i nienarzekający nigdy ani na warunki pracy, ani na angielską pogodę "dorwał" niedawno pracę na budowie. Zleceniodawca powiedział mu, że będzie tam dużo pracy związanej z "heavy lifting" i żeby się tym nie zrażał, bo dostanie całkiem niezłą dniówkę. Po kilku dniach pracy  i "heavy liftingu"dostał tak silnego bólu pleców, że - nie zastanawiając się czy warto czy nie warto dzwonić po ambulans - wystukał numer emergency. Chłopak z "Tasiemca" jest na schwał, więc cieknące mu po policzkach łzy były tematem żartów jego współlokatorów. Niesłusznie. Żarty się skończyły kiedy przyjechał lekarz. Stanął na progu i zapytał, co Jurkowi dolega. Kiedy ten oznajmił, że ból pleców jest tak nieznośny, że nie może dojść nawet do toalety lekarz - ku zdziwieniu kolegów "Tasiemca" i jego współlokatorów oznajmił: "To koronawirus. Proszę nie opuszczać domu przez siedem dni, współlokatorzy również". I odjechał. Skręcając się z bólu, a koledzy z szoku  - wszyscy zaniemówili na długo. Co ma wspólnego nieznośny ból pleców z koronawirusem? Jurek zwany "Tasiemcem" nie poddał się. Dzwonił do upadłego i w końcu zabrali go do szpitala po wielu godzinach na linii dom - szpital. "NHS chyba próbuje nie zabierać nikogo do szpitala, ale jak ktoś jest bardzo uparty, to się w końcu zlitują" - powiedział po wyjściu ze szpitala Romek. Przed nim długa rehabilitacja i zakaz podnoszenia ciężkich przedmiotów dożywotnio.

Koronawirus pogrążył NHS

Historie opisane powyżej zdarzyły się na przestrzeni ostatnich tygodni i jest to tylko mały wyrywek tego, co dzieje się z chorymi na inne choroby niż Covid 19 podczas pandemii koronawirusa. Każdy, to mieszka w Wielkiej Brytanii, a wcześniej mieszkał w Polsce wie, że "za różowo" w angielskiej służbie zdrowia nigdy nie było, ale i w polskiej również nie. Podczas pandemii każdy lekarz czy personel pomocniczy ma po tysiąckroć trudniejszą pracę. Obostrzenia, procedury, tysiące dokumentów... To nie ciężko pracujący lekarze, pielęgniarki czy salowe winni są traktowaniu pacjentów jako kolejnych numerków w kartotekach i cyferek w encyklopedii światowej pandemii. Wiele Polaków i Polek pracuje również na rzecz brytyjskiej służby zdrowia. Ale czy w służbie zdrowia, czy to polskiej czy angielskiej znajdzie się taki superman czy superwoman, którzy zmienią wadliwy system, którego całkowitą słabość obnażyła światowa pandemia koronawirusa?

autorka: Ilona Korzeniowska


 

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Poradnik emigranta

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK