temat numeru

Polak do urny chodzić nie lubi

Polish Express
Polish Express logo

Polak do urny chodzić nie lubi

Wczoraj wybieraliśmy przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego. Sprawdzamy, która partia interesowała Polaków mieszkających w UK oraz co wynika z najbliższych wyborów.

Konserwatyści razem z PiS do Brukseli >>

Cel: wykopać BNP! >>

 
W tym tygodniu mieliśmy kolejną okazję, by wziąć udział w wyborach w UK. Rok temu wybieraliśmy burmistrza Londynu oraz przedstawicieli Rady Miejskiej. Już wtedy angielscy politycy zauważyli potencjał młodej polskiej emigracji i zabiegali o nasze poparcie. Mogliśmy wziąć udział w wyborach, ponieważ jako mieszkańcy Unii Europejskiej mamy prawo głosu w elekcjach lokalnych oraz w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Teraz nadeszła ta druga możliwość. Na początku czerwca w całej Unii (w Wielkiej Brytanii 4 czerwca) przeprowadzane są wybory do Parlamentu UE.
 
Ale jakie wybory?
Minione wybory nie cieszyły się dużą popularnością ani w Wielkiej Brytanii, ani w Polsce. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele. Po pierwsze, Parlament EU jest instytucją relatywnie młodą (istnieje od 1962 roku, ale pierwsze bezpośrednie wybory zorganizowano w 1979 roku), szczególnie dla Polaków. Po drugie, obywatele UE zwykle nie dostrzegają bezpośrednich efektów jego prac, co przekłada się na mniejsze zrozumienie struktury i charakteru tej instytucji. Po trzecie, w wielu europejskich krajach dostrzega się tendencję do coraz mniejszego zainteresowania najważniejszym aktem demokracji - trudno jest zmobilizować ludzi do głosowania w wyborach krajowych i lokalnych, a co dopiero na poziomie europejskim, który wymaga od aktywnego obywatela przyswojenia sporej dawki wiedzy politycznej z zakresu partii europejskich. Co ciekawe, z kadencji na kadencję rola Parlamentu EU rośnie, a jego decyzje zaczynają mieć coraz bardziej bezpośredni wpływ na mieszkańców Wspólnoty. Cieszy to eurooptymistów, z kolei krytycy zarzucają brukselskiej instytucji drastyczne zbiurokratyzowanie i pochłanianie znacznych środków z budżetów państw członkowskich.
 
Frekwencja leci
Europejczycy niezbyt chętnie biorą udział w życiu politycznym Unii. Sytuacja pogarsza się od lat. Podczas pierwszych wyborów w 1979 roku do urn poszło 62 proc. mieszkańców całej Unii. W 2004 roku z 350 mln uprawnionych do głosowania jedynie 46 proc. zakreśliło nazwiska kandydatów na kartach, a więc 190 mln ludzi zostało w domach. W Polsce frekwencja wyniosła zaledwie niecałe 21 proc., a najniższy wynik zanotowała Słowacja - jedynie 17 proc. W Wielkiej Brytanii frekwencja wyniosła 37,6 proc. Dodatkowo kraje nowo przyjęte wcale nie zawyżają statystyk podczas decydowania o losach Wspólnoty. W tym roku w Polsce głosować nas będzie jeszcze więcej niż przed pięciu laty. Europosłowie postawili sobie za cel poprawę frekwencji w 2009 roku, a niektórzy winili za pogarszającą się od lat sytuację media, oskarżając je o niewystarczającą ilość informacji. Oczy Brukseli skierowane są szczególnie na takie państwa jak Polska, które do Unii weszły kilka lat temu, a ich obywatele nie mogli nie dostrzec korzyści płynących z członkostwa (głównie wielomilionowych dotacji), co powinno przełożyć się na zainteresowanie wyborami.
 
Warunki pracy i ekologia
Parlament Europejski odpowiada za ponad połowę przepisów w państwach członkowskich, czyli jego wpływ na przeciętnego obywatela jest dziś większy niż parlamentu narodowego. Europarlamentarzyści mieli swój udział między innymi w kształcie przepisów dotyczących regulacji unijnego rynku pracy, opieki zdrowotnej, organizacji i finansowania imprez kulturalnych, ekologii, kontroli substancji zawartych w jedzeniu, a nawet serwisowania kupionego na terenie UE sprzętu rtv/agd. To również eurodeputowani decydują o budżecie Wspólnoty, a więc to od nich zależy ile pieniędzy zostanie przeznaczonych np. na inwestycje w infrastrukturę, a ile środków przekazane na badania naukowe. Posłowie UE zajmują się też prawami człowieka i są odpowiedzialni za powołanie Europejskiego Rzecznika Praw Obywatelskich.
 
Poseł to dobra fucha
Politycy, którzy dostaną pracę w Brukseli, będą zarabiać 7665 euro miesięcznie, czyli ok. 5,5 tys. funtów lub 38 tys. zł (ponad 65 tys. funtów rocznie). Zarobki europosłów zostały od tego roku ujednolicone, by zapobiec sytuacjom gdy np. deputowani z Włoch zarabiali kilkanaście (!) razy więcej niż ich koledzy z państw nowo przyjętych. Dla eurokandydatów z Polski ta zmiana to gratka, bo ci, którzy dostaną się do następnej kadencji parlamentu UE, zarobią trzykrotnie więcej od poprzedników z lat 2004-2009. To pensja podstawowa. Oprócz niej poseł ma prawo do diet (ok. 300 funtów dziennie) i zwrotów kosztów podróży. Osobne 17 tys. euro może przeznaczyć na pensje dla pracowników swoich biur oraz dodatkowe 4 tys. na ich prowadzenie. Średnio posłowie bywają w parlamencie przez 16 dni w miesiącu.
 
Polacy zagłosowali
Aktywna część Polonii w UK przygotowywała się do wyborów od kilku miesięcy. W maju ruszyła kampania Polacy Głosują. To powtórzenie akcji z 2008 roku, kiedy organizatorzy namawiali Polaków do oddania głosu w wyborach na burmistrza Londynu. Celem tej inicjatywy jest stworzenie platformy informacyjnej przy współpracy wielu organizacji polonijnych. Głównym zadaniem było poinformowanie Polaków co muszą zrobić, by wziąć udział w wyborach - chodziło o rejestrację w wyborach, którą każdy musiał wypełnić i wysłać do swojego lokalnego biura wyborczego. Polacy Głosują to inicjatywa młodych osób ze środowiska polonijnego w Londynie, którym zależy, by Polacy byli aktywnymi obywatelami UE oraz angażowali się w życie polityczne i społeczne Wielkiej Brytanii. Niestety, nie są i prawdopodobnie nie będą dostępne dane, ilu Polaków
zarejestrowało się do głosowania i ilu faktycznie wzięło w nim udział. Takie dane po prostu nie są w UK zbierane. Jeśli jednak przyjąć, że w tej chwili w Wielkiej Brytanii mieszka ok. 700 tys. Polaków, a połowa deklarowała chęć udziału w wyborach, to nawet jeśli tylko 10 proc. faktycznie poszło 4 czerwca do urn, da to ponad 30 tys. osób, co wcale nie jest mało.
 
Wszyscy jesteśmy przyjaciółmi
Na początku roku trzy największe partie polityczne w UK powołały w swoich strukturach „kluby przyjaciół Polaków”. Po naszym zeszłorocznym udziale w wyborach lokalnych, politycy zdecydowali się odezwać do młodej emigracji korzystając z okazji nadchodzących wyborów. Podczas spotkań z Polonią Konserwatyści podkreślali, że od czasów powojennych polskiej emigracji było bliżej do prawej strony sceny politycznej, powoływali się m.in. na zakorzenione w Polakach wartości. Z kolei Partia Pracy przypomina, że to za jej rządów Polska weszła do NATO oraz Unii Europejskiej, pracownicy w UK dostali zagwarantowaną minimalną pensję, a przede wszystkim to właśnie rząd labourzystów otworzył brytyjski rynek pracy dla obywateli Unii, co wywołało najnowszą falę polskiej emigracji. Z kolei partia Liberalnych Demokratów podkreśla, że to ona jest najbardziej liberalnym i proeuropejskim ugrupowaniem w UK, a Polakom, jako obywatelom Unii mieszkającym poza swoim państwem powinno zależeć na silnej reprezentacji eurooptymistów w parlamencie Wspólnoty.
 
Pół na pół
Nastroje wśród Polonii przed wyborami postanowiła zbadać organizacja Poles Apart UK. Ankietę umieszczono w Internecie, a wypełniło ją 200 osób. 51 proc. z nich zadeklarowało chęć wzięcia udziału w wyborach do europarlamentu, choć sami autorzy badań przyznają, że liczba ta wydaje się zawyżona, biorąc pod uwagę fakt, że większość badanych nie wiedziała jak zarejestrować się do wyborów. Grupa respondentów, która nie zadeklarowała chęci udziału w wyborach, jako powód podała brak zainteresowania polityką, niewystarczającą znajomość kandydatów oraz brak wiary w to, że ich głos coś zmieni.
W badaniu zapytano też o samoocenę Polaków na obczyźnie. Opisujemy siebie jako rodzinnych i przyjaznych, ale równocześnie uważamy się za nację nietolerancyjną. Poza tym uważamy się za przeciętnych tradycjonalistów, ale z poczuciem humoru.
 
Do kogo nam bliżej?
Działacze Partii Pracy oraz Lib-Dem wskazują, że głos oddany na Konserwatystów to wsparcie Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. Partia Konserwatywna i PiS myślą o wspólnej grupie w Parlamencie Europejskim. Lider torysów David Cameron, odpowiadając na głos eurosceptyków w swoich szeregach, zapowiedział wystąpienie z Europejskiej Partii Ludowej, która gromadzi większość chadeckich, konserwatywnych i liberalno-konserwatywnych ugrupowań w UE. Naturalnym wydawałoby się dla emigrantów głosowanie na Partię Pracy, która niejako z definicji dba o prawa najmniej zarabiających oraz mniejszości. Lib-Dem to partia z najmniejszym poparciem w UK, która może liczyć na poparcie największych eurooptymistów, których w Wielkiej Brytanii nie ma znowu tak wielu. Przy okazji minionych wyborów pojawiło się jednak uśpione zagrożenie, mianowicie British National Party (BNP), ultraprawicowe ugrupowanie, które domaga się opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii oraz zatrzymania napływu emigrantów. BNP ma spore poparcie w Manchesterze, więc szczególnie tam może osiągnąć dobry wynik (ich poparcie powoli, ale konsekwentnie rośnie, szczególnie w kryzysie), ale ulotki partii, błędnie ozdobione samolotem polskiego dywizjonu RAF, trafiły do skrzynek pocztowych w całej Anglii.
O wynikach wyborów czytaj w kolejnym wydaniu Polish Express.

 

 

Błażej Zimnak

 

 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Gigantyczne odszkodowanie dla Polki

Gigantyczne odszkodowanie dla Polki

53-letnia Ewa Michalak pracowała jako lekarka w szpitalu w Mid Yorkshire i dostanie 4,5 miliona funtów odszkodowania za bezpodstawne zwolnienie z pracy oraz dyskryminację „z powodów rasistowskich...

Ona sama tego chciała

Ona sama tego chciała

Oskarżony o gwałt Marek M. idzie w zaparte utrzymując, że kobieta, którą rzekomo zgwałcił, chciała uprawiać z nim seks.

Działka wodne policyjnym narzędziem?

Działka wodne policyjnym narzędziem?

Burmistrz Londynu, Boris Johnson, poprosił Metropolitan Police o wykorzystywanie działek wodnych, w przypadku, gdyby w stolicy powtórzyły się zamieszki z 2011 roku. Proponowana przez burmistrza metoda...

Mocne słowa kandydata na premiera: Dla Brexitu jestem gotów poświęcić miejsca pracy mieszkańców UK - choć zrobiłbym to „z ciężkim sercem”

Mocne słowa kandydata na premiera: Dla Brexitu jestem gotów poświęcić miejsca pracy mieszkańców UK - choć zrobiłbym to „z ciężkim sercem”

Jeremy Hunt, kandydat na nowego premiera Wielkiej Brytanii, powiedział w BBC, że jest gotów poświęcić miejsca pracy mieszkańców UK - jeśli okazałoby się to konieczne, by doprowadzić do Brexitu.

Znowu kręgi w zbożu

Znowu kręgi w zbożu

Proste kręgi w zbożu to już przeszłość. Dziś kosmici (lub ci, którzy ich udają) zostawiają na polach skomplikowane i estetyczne piktogramy. Jak ten w kształcie kwiatka, który pojawił się na polu Worcestershire.

Coraz więcej otyłych kobiet w Wielkiej Brytanii

Coraz więcej otyłych kobiet w Wielkiej Brytanii

Otyłe kobiety w Wielkiej Brytanii przypuściły szturm na szpitale. Coraz więcej kobiet rezerwuje sobie szpitalne łóżko z powodu zagrażającej życiu otyłości. W ciągu ostatniej dekady liczba podobnych przypadków...

W sidłach reklamy

W sidłach reklamy

Komercyjne firmy sięgają dziś po coraz bardziej wyrafinowane metody, by przykuć uwagę znudzonego odbiorcy. Zważywszy na fakt, że przeciętny Brytyjczyk ogląda jakieś 200 reklam dziennie, jest o co walczyć....

Przedawkował, bo jego idolem był Pete Doherty

Przedawkował, bo jego idolem był Pete Doherty

18-letni Freddy zmarł z powodu przedawkowania heroiny. Chłopak miał obsesję na punkcie Pete\'a Doherty \'ego - muzyka rockowego, znanego z nadużywania narkotyków.

BBC sprzedaje ośrodek TV

BBC sprzedaje ośrodek TV

Legendarne miejsce, w którym nagrywano niegdyś „Latający cyrk Monty Pythona” został wystawiony na sprzedaż. Efektem może być spora ilość zwolnień.

Siergiej Ławrow: "Nie przeklinałem, tylko cytowałem"

Siergiej Ławrow: "Nie przeklinałem, tylko cytowałem"

W ubiegłym tygodniu brytyjskie media informowały, że Siergiej Ławrow wielokrotnie użył niecenzuralnych słów w rozmowie telefonicznej z Davidem Milibandem - brytyjskim ministrem spraw zagranicznych.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK