temat numeru

Polacy znajdują miłość na Wyspach

Polish Express
Polish Express logo

Polacy znajdują miłość na Wyspach

Wielu naszych rodaków pakując walizki i szykując się do wyjazdu do Wielkiej Brytanii nie przypuszczało, że ten wyjazd aż tak bardzo zmieni ich życie. Mowa tu nie o tych, którzy na Wyspach znaleźli pracę, przyjaciół, zrobili wymarzoną karierę, ale o tych, którzy wśród Brytyjczyków odnaleźli miłość. Czy prawdziwą i taką do grobowej deski? Tu bywa różnie. Jak to w życiu.

Beata przyjechała do Londynu w 2006 roku. W Polsce przerwała studia, był wtedy styczeń, w październiku chciała zacząć kolejne. Wyjazd miał być małą odskocznią, przygodą i jednocześnie okazją do zarobienia pieniędzy. Miała tu przyjaciółkę, która zaoferowała pomoc.

Planowany powrót – wrzesień 2006. Dziś, 6 lat później, nadal tu jest. Na spotkanie przychodzi z 1,5-roczną córeczką Anią. – Nie miałam jej z kim zostawić – tłumaczy się przepraszająco. Dziewczynka to owoc miłości z jej byłym już mężem, Stevenem. Anglikiem.

Poznali się w pracy. – To była miłość od pierwszego wejrzenia - opowiada Beata. – Po około miesiącu znajomości byliśmy już parą. 4 miesiące później zamieszkaliśmy razem. Po roku zaręczyny, po dwóch latach ślub. Oczywiście w Polsce – uśmiecha się na to wspomnienie.

Zbyt wiele nas dzieli?

Beacie bardzo podobało się to, że Steven nie wstydził się faktu, że jego dziewczyna jest Polką. Zawsze wszystkim się tym chwalił, bardzo interesował się polską kulturą, zwyczajami. Uwielbiał polskie jedzenie. – Często jeździliśmy do Polski i on uwielbiał tam być. Zwiedziliśmy bardzo wiele, poznając nie tylko swoje ojczyzny, ale i siebie nawzajem.

W Wielkiej Brytanii też podróżowaliśmy. On pokazywał mi swoje ulubione miejsca, ja jemu swoje. Ja próbowałam fasolkę z puszki, a on delektował się smakiem pierogów. To było naprawdę ekscytujące, wzajemne poznawanie kultur, które niby nie są aż tak bardzo różne. Jak się jednak później okazało, dzieliło nas wiele. Zbyt wiele - opowiada Beata.

Jego drugie ja

Sielanka nie trwała długo. Pierwsze kłopoty pojawiły się pół roku po ślubie. Okazało się, że mąż Beaty tonie w długach. Do tej pory żył ponad stan. Wspomagał się kartami kredytowymi, pożyczkami. – Nie wiem jak ja tego wcześniej nie zauważyłam. Nagle obudziłam się „z ręką w nocniku”. Nasze życie odmieniło się o 180 stopni.

Musieliśmy odmawiać sobie absolutnie wszystkiego, by być w stanie spłacić długi męża. Nie tak miało to wyglądać. Czułam się oszukana. Kochałam go jednak i próbowałam mu za wszelką cenę pomóc. On jednak tego nie docenił – wspomina Beata.

Ciągłe kłamstwa Stevena i zaciąganie kolejnych pożyczek prowadziły do wielu kłótni. W końcu, po 3 latach Beata postanowiła, że ma dość. Spakowała męża i kazała mu się wyprowadzić. Została sama z roczną Anią.

Mąż początkowo walczył, próbował udowodnić, że potrafi się zmienić. Szybko jednak odpuścił. Teraz są już pół roku po rozwodzie. – W końcu zaczęłam znów żyć normalnie. Bez obaw, że komornik zabierze mi wszystko, na co pracowałam. Teraz mogę spać spokojnie, nie martwiąc się o przyszłość moją i mojego dziecka. Jestem odpowiedzialna sama za siebie i to mi daje poczucie bezpieczeństwa- dodaje Beata.

Język miłości

Nie każda historia ma oczywiście takie zakończenie. Są też i szczęśliwe pary. Katarzyna również poznała swojego męża  w pracy. – John był moim bezpośrednim przełożonym. Imponował mi, był przystojny, ale nawet mi przez myśl nie przyszło, że może na mnie zwrócić uwagę.

Zresztą traktowałam go jak szefa. Któregoś razu poszliśmy ze znajomymi na drinka po pracy. On też był. I tak się zaczęło. Bałam się tego, co pomyślą inni. Oczywiście nie obyło się bez bolesnych komentarzy kolegów i koleżanek z pracy. Na szczęście miłość zwyciężyła – cieszy się Kasia.

Dziś są już 5 lat po ślubie, mają dwoje dzieci. Jak twierdzą oboje, są szczęśliwi i to, że pochodzą z różnych krajów tylko umacnia ich związek i ubarwia ich życie w różne ciekawe wydarzenia. Jedynym problemem była bariera językowa, ale tylko na początku.

Teraz Kasia mówi dużo lepiej po angielsku, John zaczął uczyć się polskiego. – Nawet nieźle mu idzie, bardzo dużo rozumie. Potrafi mnie bardzo zaskoczyć swoją znajomością polskich słówek – śmieje się. – Na początku jednak było mi bardzo ciężko z powodu braku znajomości angielskiego.

Dogadywaliśmy się, ale to nie były takie zupełnie naturalne rozmowy. Często nie mówiłam rzeczy w taki sposób, w jaki chciałam je powiedzieć, ale tak jak umiałam. To czasem zmieniało sens. Również w kłótni zawsze przegrywałam. Gdy jesteś zła i chcesz coś wykrzyczeć drugiej osobie, nie jest to łatwe, gdy nie do końca potrafisz się wysłowić.

Teraz idzie mi to dużo lepiej – śmieje się Katarzyna. Jak twierdzi, ich związek na pewno umocniło to, że John zaczął uczyć się języka polskiego. Pokazało jej to, że zależy mu na niej, na poznaniu jej kraju i kontakcie z jej rodziną w Polsce. – Mam kilka koleżanek, które są w związkach z Brytyjczykami, ale mało któremu chce się aż tak poświecić.

Uważają, że  nie ma takiej potrzeby, skoro partnerka mówi po angielsku, bądź tłumaczą się tym, że polski jest bardzo trudnym językiem - opowiada Kasia. Życie codzienne Johna i Kasi nie różni się zbytnio od życia innych par, które podobnie jak oni po prostu się kochają i chcą być razem. – Jako pani domu po prostu czasem gotuję po polsku, czasem po angielsku. Cała reszta jest taka sama, może trochę bardziej ekscytująca – mówi z uśmiechem żona Anglika.

Rodzime najlepsze?

Inne zdanie na ten temat ma Maria, która od 4 lat jest szczęśliwą mężatką. Jej mąż jest Polakiem. – Nie wyobrażam sobie być w związku z obcokrajowcem. Nieważne czy to jest Anglik czy przedstawiciel zupełnie innej kultury, np. muzułmanin.

Zawsze będą między takimi ludźmi różnice, które jak dla mnie są nie do pogodzenia. Podejście do życia, tradycje, język. Nie wiem jak można na co dzień mówić do swojego męża w obcym języku – zastanawia się.

Przykład Beaty i Katarzyny pokazuje, że nie ma recepty na udany związek z obcokrajowcem. Każdy z nas jest przede wszystkim człowiekiem, łączą nas podobne problemy na co dzień i najważniejsze jest jak sobie z nimi radzimy.

Jednak każde doświadczenie czegoś nas uczy i tak na przykład Beata twierdzi, że już nigdy nie zwiąże się z mężczyzną z innego kraju. – Tylko Polak – mówi z uśmiechem. – Nasza mentalność jest zupełnie inna od mentalności Anglików. Na pewno nie wszyscy są tacy sami, ale życie nauczyło mnie, by patrzeć na świat szeroko otwartymi oczami i trzy razy sprawdzić, czy to co widzimy, jest prawdziwe - dodaje.

Jej życie po rozwodzie, mimo że dużo spokojniejsze, jest dość smutne. Jako samotna matka nie ma zbyt wiele czasu wolnego. Na co dzień pracuje, wolne chwile spędza z dzieckiem.

Choć opieka socjalna bardzo jej pomaga, tak naprawdę żyje skromnie z miesiąca na miesiąc. – Mąż płaci alimenty, ale nie jest to duża kwota. Nie płaci więcej niż musi, a sam żyje dawnym życiem. Widać nie dorósł jeszcze do roli męża i ojca. A może to my Polki mamy za duże wymagania? – zastanawia się.

To, jakim paszportem dysponuje nasz partner czy w jakim języku mówi się za czterema ścianami  z pewnością nie jest najważniejsze, ale najzwyczajniej w świecie dla każdego z nas mniej lub bardziej istotne.

Związki naszych rodaków z obcokrajowcami zdarzają się coraz częściej i przykłady takich par można by mnożyć, a każda historia będzie inna. Ważne, by żyć w zgodzie z samym sobą, pamiętać o swoich wartościach i wiedzieć, kiedy powiedzieć „stop”, gdy coś idzie nie tak, jak sobie wyobrażaliśmy.

Natomiast słysząc i czytając o przykładach innych par, zastanowić się, czy wyobrażamy sobie siebie w takim związku na całe życie, zanim powiemy sakramentalne „tak”.    

Małgorzata Joyce

 

 

 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK