POLACY W UK

Polacy nie gęsi i swój dvd player mają!

Polish Express
Polish Express logo

Polacy nie gęsi i swój dvd player mają!

Chyba nie ma już nikogo na Wyspach, komu nie obiła się o uszy historia pewnej polskiej, 2-osobowej rodzinki z Ealingu w zachodnim Londynie. Tak, tak – mowa o naszej rodaczce, biednej Aurelce - półanalfabetce, co to – będąc 7- latką – czytała na poziomie 4-latki czyli żadnym.

Niestety, o ile samą Aurelkę okrzyknięto „ofiarą kryzysu czytelniczego XXI wieku”, tudzież wychwalano tę rezolutną 7-latkę za niebywałe postępy w czytaniu (odkąd dziewczynka dostała prywatną „trenerkę” oraz tonę podarowanych przez poruszonych czytelników książek), o tyle na jej rodzicielce – spracowanej, samotnej Matce Polce – nie pozostawiono suchej nitki: że jak tak można dziecko zaniedbywać, jak można nie inwestować w przyszłość rodzonej córy? I żeby w domu nie było ani jednej książeczki do czytania, ni to po angielsku, ni to po naszemu? Toż to wstyd i hańba! To nawet Murzynek Bambo miał swoją czytankę, a Aurelka to co: gorsza? Ale, ale, powoli! Cała ta nagonka na Bogu ducha winną Matkę Polkę wydaje się jednak mocno naciągana – co bowiem piszący o tej sprawie redaktor naocznie stwierdził, będąc z wizytą u Aurelci i jej mamusi w ich przyciasnym mieszkanku, no co? Ano stwierdził obecność tony zabawek oraz gier wideo dla ukochanej córusi (w tym jej ulubione „Mini Ninjas”). Dodajmy do tego całe półki płyt dvd z filmami (te już dla mamuśki), a wnet zrozumiemy, że powodem całej tej draki nie było żadne zaniedbanie, tylko fizyczny, całkiem prozaiczny brak miejsca na żadne już inne „sprzęty”. Zresztą, czy jakiś tam angielski pisarzyna potrafi zrozumieć dylematy pisane życiem, i to niełatwym życiem niejednego rodzica - tułacza znad Wisły? Nawyk czytania, pożyczania sobie nawzajem książek w kręgu znajomych, członkostwo w jakiejś bibliotece czy generalnie „czytanie dla przyjemności”, to pojęcia z kosmosu dla zaharowanego rodzica, który od kartek zadrukowanych jakimiś tam literami, sto razy bardziej potrzebuje kartek zadrukowanych główkami Jej Wysokości oraz liczbą „£50”. Albo inny dylemat: pół godziny na czytanie z dzieckiem czy pół godziny na odespanie znów zarwanej nocki? Wybór jest prosty. Zatem cóż za tendencyjność reportażu i jaka niesprawiedliwość tak demonizować kochającego rodzica-tułacza? Niech się lepiej czepią rodziny pewnego tutejszego schoolboy’a, który – gdy poproszony o przyniesienie z domu na lekcję swojej ulubionej książki – przyniósł… katalog Argosu. Ponoć miał wyznać, że to jedyna książka jaką mają w domu. Ale wstyd, prawda? Jednak polscy rodzice nie-tułacze (oraz ex-tułacze), mogą spać spokojnie – ten problem ich w ogóle nie dotyczy! Nie dotyczy, bo w Kraju Ojców do takiej tragikomicznej sytuacji nigdy przenigdy nie dojdzie! A czy chcesz, Drogi Czytelniku, dowiedzieć się dlaczego nie dojdzie? Chcesz? Przecież to oczywiste: w Polsce nie mamy Argosów…

Jacek Wąsowicz
 

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK