ROZRYWKA

Pech północno-wschodni (cz. 46)

Polish Express
Polish Express logo

Pech północno-wschodni (cz. 46)

Szmery bez powodu. Jak nie wypiłem 400 piw. Seminarium z picia i zagryzania. Bezzębna atrakcja. Komuna w londyńskim metrze. Ten kraj się kończy. Zniszczone karty. Czy Omar to talib?

Poprzedni odcinek: Coś mi wyłysiało (cz. 45) >>

Północno-wschodni Londyn - niech będzie przeklęty. Jeśli istnieją jakieś antyczakramy, jakieś miejsca, z których emanują złe energie, to na pewno jest to rejon Old Street, Dalston i - cóż za paradoks - Angel. Nigdy nic dobrego na północnym zachodzie mnie nie spotkało. Ostatnim razem kiedy wracałem z „parapet party” odpadła mi podeszwa, naćpany Jamajczyk wyłudził ode mnie dychę, przyczepiła się do mnie pijana Murzynka i non stop padał deszcz. Szczegóły są znane, bo pisałem już o tym. Obiecałem sobie, że moja noga już tam nie postanie, ale postała, bo musiała.

Wybrałem się tam w weekend, bo właśnie na Angel w Business Designe Centre (chyba tak to się nazywa) zorganizowano Beer Expose. Browary z 30 krajów prezentowały swoje wyroby, czyli piwo. Prawie 400 gatunków. Zawitałem tam służbowo, z akredytacją, więc miałem prawo do degustacji wszystkich 400 gatunków. Nie zamierzałem, rzecz jasna, wchłonąć takiej ilości. Chodziło mi tylko o to, by przy okazji poznać smak piwa z Etiopii czy innych egzotycznych krajów. Zanim wszedłem do hali, musiałem przejść przez kilka posterunków ochroniarzy, którzy sprawdzali bilety. W przypadku moim i innych dziennikarzy bilet zastępowała liliowa wstążeczka. Zaraz przy wejściu czatowała na mnie hostessa, która wręczyła mi reklamówkę z kolorowymi papierzyskami oraz szklankę do piwa. Naczynie miało pojemność zaledwie pół pinty, co trochę mnie uraziło. Niesłusznie, jak się okazało, bo napoju było naprawdę mnóstwo i te kieliszeczki miały nie dopuścić do tego, by goście się schlali.

Hostessa, wręczając mi ów kałamarz, wskazała drugą ręką miejsce gdzie leją to piwo. Był to jakiś japoński browar, który rękami blond nie-Japonek serwował dwa gatunki piwa: lagera i bittera. Najpierw spróbowałem, czyli wypiłem całą szklankę jasnego i za chwilę to samo zrobiłem z ciemnym. Przeszedłem może 30 metrów i wstąpiłem na schody wiodące na imponującej wielkości platformę, na której znajdowały się stoiska z piwem.

 

Zanim doszedłem do naszego „Żywca”, poczułem w głowie dziwne szmery. Wydało mi się to dziwne, bo głowę mam mocną i to co określam szmerami zdarza mi się po wypiciu wiadra piwa, a nie po głupich dwóch szklaneczkach. Próbowałem to sobie wytłumaczyć tym, że to agenci KGB dosypali mi tam jakiegoś radioaktywnego świństwa, radu czy polonu. Uznałem jednak, że to bez sensu, bo z jakiej racji? No cóż, pewnie głowa mi osłabła, kiedyś to nastąpić musiało. Ale nic to, dotarłem do naszego „Żywca” gdzie potraktowano mnie porterkiem. Tym razem jednak nie było to półpintowe g..., lecz nasz polski normalny kufel. Drugiego już nie zdążyłem wypić, bo za ażurowym przepierzeniem rozległ się jakiś gwar. Znajdowało się tam coś w rodzaju sali konferencyjnej, która wyglądała jak klasa w szkole, tyle że bardzo duża. Były tam stoliki z krzesłami, na których stały talerze, a na każdym z nich znajdowały się jakieś ciemnobrązowe bryłki o nieregularnych kształtach oraz po pięć małych pojemniczków z piwem. Było tam również duże biurko na podwyższeniu i tablica. Okazało się, że jest to seminarium, którego temat - w wolnym przekładzie - brzmiał: „Czy można pić piwo i jeść czekoladę oraz inne słodycze?”. I bez tego wiem, że można, ale ciekaw byłem co powie wykładowca. Wcale mnie nie zaskoczył. Powiedział, że można, ale najprawdopodobniej sądził, że nie wszyscy w to wierzą, dlatego udowadniał to, co chwilę wypijając duszkiem dużą szklanę piwa, zagryzając czekoladą, keksem lub szarlotką. Był chudy jak komar i wyglądał na wrzodowca, a sądząc po jego steranej twarzy musiał mieć około siedemdziesiątki. Zanim się obejrzałem, wypił siedem piw i wcale nie zamierzał przestawać. Ciekaw byłem jak się to wszystko zakończy, bo przecież żaden żołądek nie jest w stanie tego wytrzymać. Po dwunastym piwie i solidnym kawałku tortu bez mrugnięcia okiem, zaabsorbowany wyczynem chudzielca - poddałem się. Dochodziła dwudziesta i choć nie była to późna pora, przeczucie podpowiadało mi, że lepiej opuścić północny zachód, bo nic tam dobrego mnie nie czeka.

Po drodze do stacji metra zatrzymałem się w „Starbugsie”, żeby wypić kawę. Prawdę mówiąc nie była mi potrzebna, bo nie byłem zbyt zmęczony ani senny, ale na zewnątrz przy jednym ze stolików siedziała atrakcyjna, szczupła brunetka i tylko przy jej stoliku było wolne krzesło. Zanim usiadłem tam ze swoją kawą, zapytałem czy mogę. Naciskała coś na klawiaturze swojego telefonu, na dźwięk mojego głosu podniosła gwałtownie głowę i odpowiedziała chrapliwie: „Yes”. Zobaczyłem jej twarz i zrezygnowałem z kawy. Atrakcyjna brunetka miała nos długi jak Pinokio, natomiast prawie nie posiadała zębów poza dwoma brązowo-żółtymi kłami. Ponadto lewe oko miała znacznie wyżej od drugiego. Początkowo myślałem, że to jakaś maska, ale przecież do Helloween zostało jeszcze sporo czasu!

 

- No, zaczyna się - pomyślałem dochodząc do metra. Kupiłem bilet i wysiadłem na Euston, ale okazało się, że - po pierwsze - nie mogę się wydostać na górę, bo mam zły bilet. Dopłaciłem, żeby był dobry. Niepotrzebnie, ponieważ w związku z remontem torów nic w moją stronę nie jechało. Wróciłem, ale bilet był nieważny, bo tylko w jedną stronę, więc znów dokupiłem. Kiedy dojechałem na King Cross okazało się, że go nie mam, więc kupiłem travelkę. Gdy odszedłem od kasy, znalazłem bilet w tylnej kieszeni spodni. Z powodu remontów i nie tylko, moja podróż, która normalnie powinna ograniczyć się do godziny, trwała trzy i w dodatku na stojąco, w niesamowitym zaduchu, bo klimatyzacji w londyńskim metrze nie ma. Przypomina mi to podróże w latach głębokiej komuny w Polsce. Najbardziej jednak dziwi mnie to, że nikt się tu nie buntuje, że nikt nawet złego słowa na londyńską komunikację nie powie. I niech mi tu nikt nie mówi, że to brytyjski wrodzony spokój i dystans do wszystkiego, bo wcale tak nie jest, to jest rodzaj zniewolenia. Aha, a szmery po tych piwach poczułem, bo nie były to piwa zwykłe, lecz barrrdzo mocne.

W okolicach domu pojawiłem się przed północą. Zaszedłem jeszcze do Omara do sklepu. Pogadaliśmy chwilę, przy okazji zrelacjonowałem mu moje perturbacje podróżne. Omar machnął ręką i powiedział:
- Ten kraj się kończy. To jeden wielki śmieć, pijaństwo, prostytucja, narkomania i bałagan - jeden wielki burdel. Nie potwierdziłem i nie zaprzeczyłem

W niedzielę i poniedziałek Omar oraz jego ferajna chodzili w jakichś dziwnych strojach. Coś na kształt kombinezonu - wąskie nogawki, góra szeroka i na to kamizelka. Widziałem tak ubranych facetów w reportażach o talibach. Jeśli już o nich mowa, to ostatnimi czasy zdarza mi się znajdować w ogródku przełamane karty SIM. W ciągu miesiąca znalazłem dziesięć. Trochę to dziwne, bo niby dlaczego ktoś niszczy te karty? Może prowadzi jakąś wywrotową działalność, jakaś Al-Kaida, bin Laden… Wyobraziłem sobie Omara z kałasznikowem i jego brata Assifa z bazooką, jak celują... a nieważne w kogo. Ale te karty będę zbierał. Tak na wszelki wypadek.

Następny odcinek: Kolejna wyprowadzka Victorii (cz. 47) >>

Janusz Młynarski
 


Wszystkie zdarzenia i osoby przedstawione w opowiadaniu, są fikcyjne, a zbieżność z osobami i zdarzeniami rzeczywistymi jest lub może być w pełni przypadkowa

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

"Niegłodny, ale głodny" (cz. 74)

"Niegłodny, ale głodny" (cz. 74)

Niegłodny, ale głodny. Marian i polskie obyczaje ludowe. Jak kompromitowałem Polaków. Ile razy trzeba nas prosić? Nocna wyprawa Mariana. Silnik i maluch zamiast bankietu.

Czołganie na tapczanie (cz. 48)

Czołganie na tapczanie (cz. 48)

Czołganie na tapczanie. Zimny laptop. Zapożyczenia z łaciny i nocna wizyta. Uniwersalne słowo na „k”. Nocna wizyta II. „Janusz, oni się biją!” Są głupie, ale nie wszystkie.

Wojna o garnek (cz. 31)

Wojna o garnek (cz. 31)

Ajn moment w łazience. Nowi w domu. Rumunia piękny kraj. Wojna o garnek. Nigeryjsko-polska Bonnie & Clyde. Podwyżki Omara.

Kolejna wyprowadzka Victorii (cz. 47)

Kolejna wyprowadzka Victorii (cz. 47)

Co się stało rankiem. Zła osobowość mojej sąsiadki. Rozmowy religijne. Jak keyboard się wygiął. Mój przyjaciel Bill.

"Nie karabin lecz wiertarka" (cz. 89)

"Nie karabin lecz wiertarka" (cz. 89)

Narobiłem sobie smaku, ale co najgorsze, również i Czytelnikom, na jakąś niesłychaną sensację, a tymczasem okazało się, że ten „hicior” to nie karabin, lecz wiertarka i do tego jeszcze zepsuta....

O tym, jak sąsiadka głaskała moje kończyny…

O tym, jak sąsiadka głaskała moje kończyny…

Sposób na religijne pogadanki. Susan i Berenica robią to samo. Chris, który grał z Pink Floyd. Mistyfikacja w salonie. Matki Polki mówią. Szok - Viktoria kąpie się codziennie.

Bułgarski sposób na angielską zimę (cz. 70)

Bułgarski sposób na angielską zimę (cz. 70)

Hiszpan na zakręcie. Powrót ugodzonej torbą. Zcziembra borożo minto karota. Obiado de Espania. Gdzież Portugalczykom do takich imion. Co Juan ma wspólnego z saperem Wodiczką. Doda nie miałaby szans. Czy...

Wielki Dzień z Dziewicą (cz. 30)

Wielki Dzień z Dziewicą (cz. 30)

Masakrowanie personaliów. Omar - rasista. Staszek nie bije słabszych. Ściany pełne gwoździ. Interwencja Romana. Wołodyjowski na czarno. Budki dla sępów na baobabach.

"Jak obrazić szczura" (cz. 79)

"Jak obrazić szczura" (cz. 79)

Rondel na głowie, nitka na biodrach. Węgierska zagadka. Noc z prostytutką Sandy.

Bułgarski sposób na angielską zimę (cz. 70)

Bułgarski sposób na angielską zimę (cz. 70)

Hiszpan na zakręcie. Powrót ugodzonej torbą. Zcziembra borożo minto karota. Obiado de Espania. Gdzież Portugalczykom do takich imion. Co Juan ma wspólnego z saperem Wodiczką. Doda nie miałaby szans. Czy...


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK