POLACY W UK

Odzież można przewietrzyć (cz.2)

Polish Express
Polish Express logo

Odzież można przewietrzyć (cz.2)

Do domu wróciłem nieco po 22, deszcz lał niemiłosiernie chyba już czwarty dzień, doszedłem więc do wniosku, że pranie które wisi na zewnątrz od kilku dni, na pewno już nie wyschnie. Dobrze, że miałem jeszcze jakiś zapas czystych skarpet i majtek, bo wierzchnią odzież zawsze można przewietrzyć.

Poprzedni odcinek: Dom jest przepastny (cz.1)

Z naręczem ciężkich, bo nasączonych wodą podkoszulków, spodni i innego barachła, wkroczyłem do kuchni, by wrzucić to wszystko do pralki. Przy stole siedzieli Grzegorz z Kamilem.
- No, mówię ci – jedna jak bocian, druga jak krokodyl.
- A Polki czy ruskie?
- Nawet nie pytałem, odwróciłem głowę, dałem kasę i kazałem im spadać.
- Jak takie brzydkie, to pewnie Angielki.
- O czym mówicie? –zapytałem, pakując łachy do pralki.
- Generalnie, to laskach z agencji. Były tak paskudne, że tylko spojrzałem i zaraz dałem kasę, żeby natychmiast spływały.

Grzegorz opowiedział, jak to w sobotę przyszedł do niego Sławek. Chcieli zabawić się z dziewczynami, ale na podryw nie mieli chęci, pieniędzy i czasu.
- Prostytutki generalnie, wychodzą taniej, niż laska z podrywu albo na stałe – tłumaczył Grzegorz.
- Poderwiesz normalną w pubie, to musisz jej postawić dwa, trzy piwa, albo drinki, sam też musisz wypić i prawdę mówiąc, nie wiadomo, jak się to zakończy. Wyrzeźbi cię z kasy, a na koniec powie, że źle się czuje, albo że musi już iść. Ja na dodatek mam pecha, bo zawsze trafiałem na babę, która piła jak smok. Wolę taką z agencji, bo nie muszę jej nic stawiać, zabierać na dyskotekę i mówić różnych głupot czy kwiatów dawać. Płacę trzy dychy i wymagam. Czasem się trafią nie takie jak trzeba, ale rzadko.

 

Kamil przysłuchując się wywodom Grzegorza, co chwilę obmacywał prawe żebro. Zapytałem o powód.
- To po meczu Anglii z Chorwacją – wyjaśnił.
- Co, grałeś tam?
- Nie, ale byłem w pubie i gdy Chorwaci zdobyli pierwszą bramkę, to kilka razy podskoczyłem w górę z radości. Kiedy padła druga, znów zapomniałem, gdzie jestem. Zacząłem skakać, wtedy jakiś Angol, który stał obok mnie, walnął mnie z łokcia w żebro. Oczywiście przeprosił i pomógł mi wstać z podłogi. Powiedział, że to niechcący. A barman powiedział: „My im tu dajemy zarobić, a oni się cieszą, kiedy przegrywamy. Fucking Eastern Europeans!” Wolałem nie czekać, co będzie dalej.
- A tak w ogóle, to co te baby widzą w tym Beckhamie? Zwykły facet.
- Jak to co – kasę. Ja też czasem jestem Beckham, bo bekam.
- Jestem wyższy od niego.
- Ale kasy nie masz, matołku.

Do kuchni weszła Chilya. Powiedziała coś, co zabrzmiało jak „how are you”, kierując ten zwrot wyraźnie w moim kierunku.
- Na mnie jest obrażona przez tę szafkę, ale dlaczego na ciebie? – zapytał Grzegorz Kamila.
- Bo ja jestem twoim kumplem, a ten się z nami nie zadaje – wskazał mnie ręką. Milczeli dłuższą chwilę. Chilya mieszała coś w niewielkim garnku, z którego wydobywał się przyjemny zapach świeżej papryki, oliwy i czegoś jeszcze.
- Nawet fajnie zalatuje. Pewnie chińszczyzna – uznał Grzegorz.
- Chińszczyzna? Zgłupiałeś, przecież ona nie jest Chinką. O ile dobrze pamiętam, to Afryka raczej w Chinach nie leży.
- Żarłeś kiedyś chińszczyznę?
- Nie raz.
- A jesteś Chińczykiem? Jesteś tak głupi, że aż mi cię żal, a jeśli Chińczyk żre bigos, to znaczy, że jest Polakiem? Ładnie cię pogięło.

Żeby rozsądzić spór, zapytałem Chilyi, czy warzy jakąś chińską potrawę. Zaprzeczyła. To co gotowała, było jakąś nigeryjską potrawą składającą się z czegoś, czego nie zrozumiałem oraz papryki, oliwy i batatów.
- Ona bardzo źle mówi po angielsku – stwierdził Grzegorz.
- Ale mówi, a ty nie – zauważył złośliwie Kamil.
- Jak mam mówić tak jak ona, to wolę w ogóle nie mówić. „Gumoni”, „haju”, „hamanipiplłokide” – Grzegorz niemiłosiernie nabijał się z naszej czarnej współlokatorki.
- Zejdź z niej, co chcesz od dziewczyny, zrobiła ci coś złego? – zdenerwował się Kamil.
- Nic, nic mi nie zrobiła, poza tym, że szafkę mi zaje..... A co zakochałeś się w niej?
- Szafkę ci oddała.
Rzeczywiście wchodząc do domu, zauważyłem, że szafka znów stoi obok drzwi do pokoju Grzegorza.

 

Rozmowa się nie kleiła, jeśli już, to zanosiło się raczej na kłótnię. Pożegnałem się.
- Posiedź jeszcze, zapal z kolegami – odezwał się Kamil. - A wracając do angielskiego, to Angole też nie potrafią mówić po angielsku. Pytam kiedyś szefa, Anglika: „co to jest?” i pokazuję mu uszczelkę, a on mówi „łosia”. No to ja sru do słownika, czytam, a tam stoi jak wół: „washer” czytaj: „uoszer”. Chyba ci co piszą słowniki, wiedzą coś na ten temat.
Wymawiając się koniecznością zrobienia porządków w pokoju, postanowiłem jednak udać się do siebie, ale Kamil mnie wyśmiał.
- Po co, przecież sam mieszkasz. U mnie jest taki sajgon, że zrobiłem sobie tylko ścieżkę do łóżka. Chcesz, to ci później pokażę. Ale brudu nie ma.
To prawda, brudu może nie było, ale bałagan totalny. Pomiędzy rozrzuconymi ubraniami, butami, gazetami i licho wie czym jeszcze, widniała wąska ścieżka wiodąca do telewizora, Kamil poszerzył ją teraz, kopiąc zalegające na niej swetry i poduszkę. Druga ścieżka prowadziła do szafy.

- Szafa generalnie jest mi niepotrzebna, bo jak widzisz, wszystko trzymam poza nią.
Na telewizorze leżały skarpety, kubek po jogurcie i ciastko. Kamil strącił skarpety na podłogę.
- Czyste – powiedział. Miałem jednak wątpliwości ze względu na ich znaczną sztywność. Nie wiedzieć czemu, Kamil zaczął się rozwodzić nad brytyjską telewizją.
- Rzadko kiedy oglądam, bo jest do dupy, zawsze jakiś głupi sport, godzinami jakieś wyścigi konne, krykiety, bejsbole, bilardy. Nudy jak cholera, jednak co by nie mówić, polska telewizja jest lepsza.
Opuściłem gościny próg pokoju Kamila, a po drodze spotkałem Chilyę, która wracała z łazienki owinięta jak zwykle w różowy ręcznik. Zatrzymała się i powiedziała.
- Ja mam na imię Victoria, a Chilya to moje nazwisko.
A ja głupi spodziewałem się czegoś więcej.

Janusz Młynarski

Następny odcinek: Karaluchy lubią się powtarzać (cz.3)


Wszystkie zdarzenia i osoby przedstawione w opowiadaniu, są fikcyjne, a zbieżność z osobami i zdarzeniami rzeczywistymi jest lub może być w pełni przypadkowa

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Redaktor serwisu

[email protected]

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Samozatrudnienie w Anglii

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK