ROZRYWKA

"Nowi fatyganci czają się na sąsiadkę" (cz. 100)

Polish ExpressPolish Express logo

"Nowi fatyganci czają się na sąsiadkę" (cz. 100)

Pożycz mi żonę na pół godziny. Brad Pitt, to on nie jest. Ślusarze zalotnicy. Dlaczego nie mogę spać z Viktorią. Bizon molestuje Viktorię.

"Gdzie jest narzeczony sąsiadki" (cz. 99) >>

Przepraszam za banalne stwierdzenie, które zaraz się tu pojawi, a mianowicie takie, że życie nie znosi pustki. W tym przypadku, chodzi o pustkę, lub - jak kto woli – lukę, która powstała po zniknięciu Araba, który fatygował się od maja, dzień w dzień do mojej węgierskiej sąsiadki. Minęło już ze trzy tygodnie od rękoczynów, których dopuścił się ten człowiek na Viktorii. Muszę stwierdzić, że po tym, jak fatygant zniknął, dziewczę znormalniało. Uśmiecha się, słucha muzyki, żartuje, ogląda telewizję i częściej sprząta. Z łazienką nadal bywa różnie, no ale już się pogodziłem z rolą dziadka klozetowego i się nie czepiam – trzeba wybaczać bliźnim ich wady, a tym bardziej wówczas jeśli samemu się ma takowe. Niby też banał, ale brzmi szlachetnie. Przyznaje jednak, że sprawiedliwy nie jestem, bo moja tolerancja nie dotyczy na przykład pewnego sąsiada, który mieszka piętro niżej. To ten, który przez kilka dni chodził wysmarowany jakąś białą maścią, bo jak twierdził miało, to wyleczyć ptasią grypę, której nabawił się rzekomo, podczas pieczenia kurczaków w „chicken barze”. Jakoś nigdy tego typa nie lubiłem. Nie dlatego, że przypomina karłowatego bizona z głową żaby, lecz z powodu nadpobudliwości seksualnej. Nie atakuje mnie, bo orientację ma hetero, ale nieliczne kobiety zamieszkujące nasz dom nie mają z nim łatwego życia. Ich partnerzy również. Sławka „Satelitę”, prosił już kilka razy, żeby odstąpił mu swoją dziewczynę, przynajmniej na pół godziny, jeśli nie chce na dłużej. Po takim dictum Sławek chciał nim wyczyścić schody i wszystkie sanitariaty przy Churchfield Road, ale się opanował i wytłumaczył swoją powściągliwość:

- Zaraz by ze mnie rasistę zrobili.

 

Schody z biustem

 

Sławek podał „Bizonowi” adresy najbliższych domów uciech, oraz miejsc, w których urzędują „mobilne” prostytutki. „Bizon” wyjaśnił Sławkowi, że nie ma śmiałości do obcych kobiet, a jego dziewczynę zna. Sławek, choć z natury uczynny, tu okazał się nieprzejednany. Ale „Bizon” nie ustawał w próbach zaspokojenia swoich chuci i przy każdej, nadarzającej się sposobności pchał się z łapami do każdej damy zamieszkującej „nasz angielski dom”. Najbardziej używał sobie na Rumunce Lucinie, kiedy jeszcze tu mieszkała, a ściślej na jej wydatnym biuście – nie sposób było przejść po wąskim korytarzu, czy schodach by się z nim, czyli z biustem nie zetknąć. I „Bizon” się stykał. Miał rozpracowany rozkład zajęć Luciny, wiedział kiedy wychodzi ona do pracy i kiedy wraca i wówczas pojawiał się w „punkcie otarcia” i ocierał się. Lucina narzekała:

- Brad Pitt, to on nie jest.

 

Zagadkowe nawiedzanie łazienki

 

Ostatnimi czasy „Bizon” zaczął pojawiać się w naszej łazience. W naszej, czyli tej, której używam wspólnie z Viktorią. Od czasu do czasu spotykałem go jak wychodził, lub wchodził. Przepraszał i tłumaczył, że na dole łazienka zajęta, albo, że z wodą problem. Zauważyłem, że dzieje się, to zbyt często i skojarzyłem, że owo nawiedzanie łazienki zaczęło się od czasu, kiedy zniknął partner mojej sąsiadki. Widać rozpracował jej rozkład zajęć, bo zaczął się pojawiać w porach jej wyjść i powrotów. Jakby tego było mało, dołączył jeszcze Ahmed. On z kolei przychodzi montować zamek przy drzwiach Viktorii. Montuje już dwa tygodnie, choć nawet ja zrobiłbym to w 15 minut. Po ostatnim montażu sąsiadka miała problemy z opuszczeniem pokoju, a wcześniej z wejściem do niego. Potraktowałem drzwi z buta i uwolniłem biedaczkę. Od tego czasu wszystkie cenne rzeczy, czyli laptop i 500 funtów trzyma u mnie. Dorobiłem drugi klucz, żeby mogła sobie brać, to co jej potrzebne kiedy nie ma mnie w domu. Drzwi od jej pokoju są niemal bez przerwy otwarte, bo Ahmed wyjął z nich zamek.

 

Ślusarze napaleńcy

 

Ostatnio odwiedził mnie kolega, który od początku śledzi losy bohaterów mojej opowieści. Bardzo się zdziwił, że postacie, które opisuję istnieją naprawdę podobnie zresztą, jak i opisywane tu sytuacje.

Właśnie wróciła z pracy Viktoria i – oczywiście - chwilę później pojawił się Ahmed, a po kilku minutach przyczłapał „Bizon”. Obaj przyszli z bogatym zestawem narzędzi ślusarskich. Ten pierwszy był bardzo niezadowolony z przyjścia drugiego, a drugi z przyjścia pierwszego, czyli jak to się mówi: vice versa. Żaden nie chciał ustąpić, obaj grzebali coś przy tym zamku. Dziewczyna siedziała na łóżku z rozłożonymi bezradnie rękami i patrzyła zmęczonym wzrokiem na dwóch samczyków uwijających się przy drzwiach. Żal mi się jej żal. Przychodzi wykończona z pracy, chce sobie odpocząć, a tu dwóch napalonych idiotów zawraca jej głową.

Drzwi od mojego pokoju były otwarte, więc krzyknąłem:

 -Viktoria, zapraszam do mnie, a oni niech sobie te drzwi naprawiają.

Pojawiła się natychmiast, widać było, że jest mi niezmiernie wdzięczna – dosyć miała już tych „ślusarskich zalotów”. Zaproponowałem lampkę wina, ale odmówiła wymawiając się chorobą. Rzeczywiście była zakatarzona, oczy miała zaczerwienione. Sięgnąłem do szuflady i podałem jej całą paczkę aspiryny wykonałem również herbatę. Tymczasem fatygantom chęć do roboty przeszła niemal natychmiast. Szybko pozbierali narzędzia i zniknęli. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę. Kolega spojrzał na zegarek i stwierdził, że za chwilę odjedzie mu ostatni „overground”. Pognał więc na stację. Zostałem z Viktorią, poczęstowałem ja kolejną herbatą, porozmawialiśmy sobie o Węgrzech, o tamtejszych winach. Ja wyraziłem, żal, że nie można w Londynie kupić wina „Badacsonyi”, tylko co najwyżej tokaje, w których nie gustuję. Viktoria ponarzekała na rząd węgierski i powiedziała, że za kilka dni przyjeżdża jej brat. Mieszka w Abu Dhabi jest pilotem w tamtejszych liniach lotniczych. Miała chyba jeszcze ochotę porozmawiać, ale ja już czułem się zmęczony, powiedziałem więc, że chyba już pora na sen, że chyba oboje jesteśmy zmęczeni.

 

Drugie podejście Bizona

 

Odprowadziłem ją pod jej pokój, choć brzmi to głupio, bo jest to dystans niespełna pół metra. I wtedy usłyszałem człapanie. Nie, no znowu ten idiota „Bizon”. I znów z narzędziami. Rozłożył je na podłodze i wziął się do majstrowanie przy drzwiach. Miałem go zapytać, czy już zupełnie oh....ł, ale nie wiedziałem (i nadal nie wiem), jak to jest po angielsku, dlatego użyłem wersji „soft” i spytałem, czy jest szalony? Spojrzał na mnie zdziwiony. Poinformowałem go, już spokojniej, że jest pierwsza w nocy i Viktoria chce spać, bo jutro wcześnie wstaje, a poza tym jest chora. A on mi na to:

 - Jutro jest wtorek i ona ma do pracy na dwunastą.

Oh my God! Ale mnie zastrzelił!

 - Prawda to? - zwróciłem się do Viktorii.

Potwierdziła skinieniem głowy mocno przy tym zdziwiona. A to ci skurczybyk! Ma całą rozpiskę. Musiał ją obserwować i notować, kiedy wychodzi i kiedy wraca z pracy, bo przecież jej, o to nie pytał.

 - Ty chcesz z nią spać – powiedział do mnie i łypnął swoimi żabimi ślepiami.

 - Tak - mówię - ale ona ma za wąskie łóżko, a ja za szerokie, więc będziemy spali osobno.

„Bizon” podniósł z podłogi zamek i niespodziewanie szybko wprawił go w drzwi. Zatrzasnął je od wewnątrz i przekręcił klucz i tym sposobem znalazł się z Viktorią sam na sam w pokoju.

- Janusz zrób coś! - krzyknęła i słychać było, że w jej głosie nie ma, ani krzty kokieterii, a jeśli już była jakaś „eria”, to na pewno histeria.

Na razie nie reagowałem, ponieważ sądziłem, że on tylko sprawdza, czy zamek działa. Ale zamek się niby zaciął i „Bizon” stwierdził, że prześpi się na podłodze, a jutro zadzwoni z komórki po jakiegoś majstra, żeby te drzwi otworzył. Viktoria zaczęła się drzeć wniebogłosy, więc cóż było robić – krótki rozbieg i but. Udało się za pierwszym razem. „Bizon” stał zbizoniały. Kazałem mu wyjść grożąc, że zadzwonię na policję. Czmychnął natychmiast zostawiając swój ekwipunek. Dziewczyna telepała się jak podłączona do młota pneumatycznego. Zaparzyłem melisę i przyniosłem jej do pokoju. Bała się, że „Bizon” wróci. Zszedłem do Omara i krótko opowiedziałem o całym zajściu. Ten natychmiast udał się do „Bizona”, zjechał go i zamknął na klucz. Viktoria uspokoiła się i poszła spać, ale jak powiedział mi następnego dnia, przez całą noc nie zmrużyła oka. Niestety, przygody z „molestantem” nie skończyły się na tym incydencie.

 

Cdn.

Janusz Młynarski

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

"Co kryje węgierski worek" (cz. 90)

"Co kryje węgierski worek" (cz. 90)

Arabskie CV. Jaka tam z ciebie projektantka. Nepalskie duchy piją piwo. Babcia D’Artagnan.

"Karaluchy nie chodzą do fryzjera" (cz. 98)

"Karaluchy nie chodzą do fryzjera" (cz. 98)

Na mojej ulicy jest wszystko. Czym zarzucają laseczki? Przełom w stosunkach polsko - węgierskich.

Stacje pełne lodu i gwiazd (cz. 50)

Stacje pełne lodu i gwiazd (cz. 50)

Znów do Polski. Terapia przeciwwrzaskowa. Jak złowiłem trzymetrowego szczupaka. “Londyńczycy” - nic głupszego. Stacje pełne lodu i gwiazd. Porno w bankomacie.

Amerykański głupek nie zrozumie Katynia (cz. 15)

Amerykański głupek nie zrozumie Katynia (cz. 15)

Victoria zakłada restaurację. Polski bar w Nigerii. Przeżyć za 30 funtów miesięcznie. Jak wypiją, to pukają. Romek się skrada na czworaka. Boją się tego, co piszę. Sąsiad skacze jak piesek. Urodziny Chrisa....

Napaść z baranem w ręku (cz. 63)

Napaść z baranem w ręku (cz. 63)

Piłka na potylicy. Arab z tasakiem. Choroby laryngologiczno-psychiczne. Skutki patrzenia przez ramię. Nikt nie śmieje się tak jak Marion.

"Powrót sąsiadki" (cz. 91)

"Powrót sąsiadki" (cz. 91)

Lodówka mówi, że nie w Acapulco. Węgierskie żarcie w Meksyku. Wielkie zakupy. Faye, ale nie Dunaway. Racial abuse na High Street. „Polacy, czujcie się w UK, jak we własnym domu”. Kusząca propozycja.

"Kuchenne rodeo" (cz. 84)

"Kuchenne rodeo" (cz. 84)

Bliższe spotkania z Węgierką. Fiasko wyprawy na dach. „Procol Harum” w kuchni. „Washing - machine party”. Tajemnica węgierskiego pokoju.

"Niegłodny, ale głodny" (cz. 74)

"Niegłodny, ale głodny" (cz. 74)

Niegłodny, ale głodny. Marian i polskie obyczaje ludowe. Jak kompromitowałem Polaków. Ile razy trzeba nas prosić? Nocna wyprawa Mariana. Silnik i maluch zamiast bankietu.

"Jak obrazić szczura" (cz. 79)

"Jak obrazić szczura" (cz. 79)

Rondel na głowie, nitka na biodrach. Węgierska zagadka. Noc z prostytutką Sandy.

Barachło za funta (cz. 33)

Barachło za funta (cz. 33)

Płonące karaluchy. Siedemset żabek. Fałszywe uśmiechy. Wyrzuty sumienia. Przezroczysta odzież Victorii. Szampan i afrykańskie kadzidła. Z kim sypia Lucina. Jak Turcy wygrali z Polakami. Dlaczego Anglicy...


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK