ROZRYWKA

"Niegłodny, ale głodny" (cz. 74)

Polish Express
Polish Express logo

"Niegłodny, ale głodny" (cz. 74)

Niegłodny, ale głodny. Marian i polskie obyczaje ludowe. Jak kompromitowałem Polaków. Ile razy trzeba nas prosić? Nocna wyprawa Mariana. Silnik i maluch zamiast bankietu.

 

 
 
 
W poprzednim odcinku obiecałem, że napiszę o pewnym Polaku, który przez pewien czas mieszkał ze mną u Helen i Micka. Ten Polak, jest obecnie znanym artystą malarzem, więc nadam mu zmyślone imię, np. Marian.
Marian miał wtedy nieco ponad 50 lat. Przyjechał do Oksfordu na Artweek, coroczny festiwal sztuki, który odbywał się, o ile dobrze pamiętam w Balliol College. Pojawiliśmy się w domu na Hilltop Road, tego samego dnia. Wieczorem zasiedliśmy do wystawnej kolacji, którą przygotował znakomicie gotujący mąż Helen - Mick. Marian wymawiał się od jedzenia twierdząc, że nie jest głodny, ja natomiast pochłaniałem wszystko co Mick serwował. Marian patrząc na mnie westchnął:
- Ale jestem głodny.
Muszę przyznać, że mnie zaskoczył, bo przecież przed chwilą powiedział, że nie jest głodny. Zapytałem więc dlaczego zachowuje się tak głupio? Wtedy Marian odpowiedział, że nie wypada tak od razu przyjmować poczęstunku, że najpierw trzeba odmówić i dopiero jak gospodarz poprosi po raz kolejny, wówczas można poczęstunek przyjąć. Problem jednak w tym, że Mick nie znał polskich zwyczajów i drugi raz już Mariana nie poprosił. Nie chce, to nie chce.
Cierpienia Mariana
Mick tymczasem napełniał moje talerze smakowitymi daniami, podawał coraz to inne wina a Marian cierpiał jak „Piekarski na mękach”. Wreszcie rzucił w moim kierunku:
- Swoją łapczywością kompromitujesz Polaków. Powinieneś brać przykład ze mnie, ja też jestem głodny, a mimo to odmówiłem.
- Anglicy nie znają tego głupiego zwyczaju, a Mick wierzy po prostu, że nie chce ci się jeść.
 
Wychodzę na idiotę
Rozmawialiśmy po polsku i gospodarz zażartował, że chyba krytykujemy jego potrawy. Zaprzeczyłem rzecz jasna i zdradziłem mu, o czym rozmawiałem z Marianem:
- Mój kolega jest głodny, ale wstydzi się do tego przyznać. W Polsce panuje idiotyczny zwyczaj odmawiania poczęstunku za pierwszym razem, więc Marian odmówił licząc, że poprosisz go jeszcze kilka razy.
- A po co się tak robi? - zainteresował się Mick.
- A nie wiem - odpowiedziałem.
Ale Mickowi, to nie wystarczało.
- Przecież musi być jakieś uzasadnienie. Musi być jakiś powód, dla którego głodny człowiek odmawia jedzenia.
- Być może dlatego, że głód kojarzy się z biedą, a bieda to rzecz wstydliwa. Chodzi również o to, żeby gospodarz nie pomyślał, że gość przyszedł się tylko najeść - próbowałem wyjaśnić.
- Czyli Marian jest głodny, ale wstydzi się do tego przyznać, żebym nie pomyślał, że on jest biedny i że przyszedł się tylko do mnie najeść.
- Prawdopodobnie tak.
Wtedy Mick zwrócił się do Mariana:
- Wcale nie myślę, że jesteś biedakiem i nie uważam, że przyszedłeś się do mnie najeść, dlatego pozwól, że nałożę ci teraz pieczoną rybę, a sałatki dobierzesz sobie sam.
Marian odmówił po raz kolejny.
- On chyba naprawdę nie jest głodny - stwierdził z rezygnacja w głosie Mick.
- Jest, bo sam mi to mówił.
- A jak u was jest przyjęte, ile razy trzeba prosić.
- Trudno powiedzieć, to sprawa indywidualna, mnie na przykład w ogóle nie trzeba.
Mick spytał więc Mariana ile razy ma go jeszcze prosić, ale ten - z fałszywym uśmiechem - zapewnił go, że naprawdę nie jest głodny, a ja opowiadam bzdury. No cóż wyszedłem na idiotę.
Nocna wyprawa Mariana
Po kolacji opowiadaliśmy Mickowi o Polsce, a Helen poszła do pracowni dokończyć jakiś obraz. Około północy udaliśmy się do swoich pokoi. Mnie pościelono w bibliotece. Długo nie mogłem zasnąć, przewracałem się z boku na bok, na staroświeckim, skrzypiącym łóżku. Spojrzałem na zegarek, dochodziła druga i w tedy usłyszałem, że drzwi od pokoju Mariana się otwierają i ktoś skrada się w kierunku kuchni. Odczekałem kilka chwil i wychyliłem głowę spoza swoich drzwi. Marian wracał z kuchni trzymając w obu rękach sporych rozmiarów michę, a w niej pomidory, jakieś sery, kawałek pieczonego mięsa i kiść winogron.
Muszę powiedzieć, że mną zatrzęsło.
- Przyjmować poczęstunek to wstyd, ale kraść żarcie z lodówki, to nie wstyd? No i kto tu kompromituje Polaków?
- Przecież on mówili, że można korzystać z lodówki - wyjąkał Marian.
Dobre sobie! Wyjaśniłem mu, że mówiąc o korzystaniu z lodówki gospodarze mieli na myśli to, że możemy przechowywać tam swoje produkty. A Maniuś zrobił głupkowatą minę i wycedził:
- Aaaaa, to ja widocznie źle zrozumiałem.
Głód mu tak doskwierał, że rozmawiając ze mną podżerał ser z michy.
Powiedziałem Marianowi, że przy śniadaniu opowiem o tym wszystkim, bo nie chcę, żeby było na mnie, a Maniuś odrzekł, że nie ma potrzeby, że oni się nie kapną, że tam tyle żarcia...
Z takim przejęciem mówił o sztuce, o pięknie, a tu proszę, okrada lodówkę w domu, w którym jest gościem.
- Nie wiem czy się zorientują, czy nie, ale i tak powiem o tym przy śniadaniu. Lepiej to odnieś, albo rano sam się przyznaj - poradziłem Marianowi.
 
Znawca Anglików
Nie trzeba było czekać do rana. Nasza rozmowa obudziła Helen i Micka, zeszli oboje z sypialni zaniepokojeni, tym co się działo na dole.
Maniuś stał z michą nieruchomy, jak żona Lota, a kiedy minął mu ów stan katatoniczny uśmiechnął się i powiedział:
- Zgłodnieliśmy z Januszem.
Mick się uśmiechnął, Helen również i uspokojeni ruszyli do sypialni.
- Chwileczkę - zatrzymałem ich - Nie „zgłodnieliśmy”, tylko Marian zgłodniał, a ja zwróciłem mu uwagę, że nie powinien szperać w nie swojej lodówce i podkradać jedzenie.
Mick machnał ręką:
- Naprawdę nic się nie stało, bierzcie co wam się podoba - i zniknął wraz z Helen w sypialni.
- A nie mówiłem - odezwał się Marian pakując do ust kawałek pieczeni. - Ja znam Anglików, oni mają gdzieś takie drobiazgi.
„Znawca Anglików” pchnął nogą drzwi od swojego pokoju i tam rozprawiał się z zawartością michy.
Próbowałem zasnąć, ale nie mogłem, ubrałem się i wyszedłem od ogrodu. Zaczynało świtać. Wziąłem jakąś książkę z biblioteki w moim pokoju i przesiedziałem z nią do śniadania. Tym razem ja nie miałem apetytu, ale powiedziałem Mickowi, że nie chodzi mi to, żeby mnie prosił, bo powodem nie są polskie obyczaje ludowe, lecz niewyspanie i wypalenie nadmiernej ilości papierosów. Marian natomiast nie dawał się prosić i pochłaniał wszystko co mu podano. Inną sprawą jest to, że nie było tego wiele: trzy grzanki, kawa, dżem i dwa jajka na bekonie.
Remont zamiast bankietu
Na początku lat 90. Polacy mieli dobre notowania wśród Brytyjczyków, była wręcz moda na Polskę, dzięki temu Marian sprzedał niemal wszystkie swoje wystawione prace, dostając wcześniej jedną z głównych nagród. Uzyskał za nie prawie 10 tysięcy funtów. Były to wtedy dla przybysza znad Wisły kolosalne pieniądze. Myśleliśmy, że Marian wzorem innych laureatów urządzi jakiś mały bankiecik i podziękuje tym, którym ów sukces zawdzięcza. Podziękował tłumacząc, że poczęstunek będzie innym razem, bo te pieniądze musi zawieźć do Polski - potrzebuje ich na remont silnika w swoim fordzie, no i chce jeszcze kupić córce „malucha”, czyli fiata 126 p.
Cdn.

 

Janusz Młynarski

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Coś mi wyłysiało (cz. 45)

Coś mi wyłysiało (cz. 45)

Brat mówi: idiota. Jak naciągnąć policzki. Pomnik dla Polki. Kretyni w domu Wielkiego Brata. Zdziro - dziewice z drewnianym penisem.

Nepalski nie na moją głowę (cz. 37)

Nepalski nie na moją głowę (cz. 37)

Morze i miednica w miednicy. Komendantka Lucina. Jak rozjaśnić łazienkę i korytarz. Jazda po schodach na miednicy. Podstarzały kocur w akcji.

Dwa dni i cztery pory roku (cz. 62)

Dwa dni i cztery pory roku (cz. 62)

Laptop toaletowy. Trybuna na gwoździu. Psycholog, który nie słyszał o Freudzie. Z powodu kryzysu, pracy nie brakuje. Drugi koncert poranny.

"Tajemnicze piski" (cz. 81)

"Tajemnicze piski" (cz. 81)

To nie rury. Psy pod podłogą? Kastrowanie w toalecie. Szczurzyca po cesarskim cięciu. Jak Roman kijem zrobił befsztyk. Co ma broda do podsłuchu? Masakra ze szpagatem. Węgrzy nie dają spokoju nie tylko...

"Paleontologia i złote strzały" (cz.76)

"Paleontologia i złote strzały" (cz.76)

Zaproszenie do Bristolu. Nawet w Rosji się tak nie robi. Tajemniczy okrąglak na końcu mola. Witaj fortuno. Skąd wziąć worek na pieniądze. Ze spuszczoną głową, powoli. Co ma Bristol do Antarktydy.

Bułgarski sposób na angielską zimę (cz. 70)

Bułgarski sposób na angielską zimę (cz. 70)

Hiszpan na zakręcie. Powrót ugodzonej torbą. Zcziembra borożo minto karota. Obiado de Espania. Gdzież Portugalczykom do takich imion. Co Juan ma wspólnego z saperem Wodiczką. Doda nie miałaby szans. Czy...

"Dlaczego znikają lokatorzy" (cz. 97)

"Dlaczego znikają lokatorzy" (cz. 97)

Powrót Rumunki. Naczynia też biorą prysznic. Stado węży w kieszeni Omara. Kiedy wylecimy w powietrze? Węgierki prawie nie ma. Kobiet nie wolno bić mocno.

Victoria gorsza od Paula (cz. 28)

Victoria gorsza od Paula (cz. 28)

Victoria gorsza od Paula. Zagłuszanie czynności prokreacyjnych. Szaman śpiewa disco-afro. Kamil już tu nie mieszka. Staszek skręca skręta, Staszka skręca policja. Kąpiel w zlewie. Kuzyni się biją. Facet...

"Karaluchy nie chodzą do fryzjera" (cz. 98)

"Karaluchy nie chodzą do fryzjera" (cz. 98)

Na mojej ulicy jest wszystko. Czym zarzucają laseczki? Przełom w stosunkach polsko - węgierskich.

"Wojna polsko-chorwacka" (cz. 78)

"Wojna polsko-chorwacka" (cz. 78)

„Gulka” w potylicy. Krótki kurs historii. Gdzie jest ryba. W Tamizie pływają filety. Złodziej, który mieszka pod zlewem. Śmierdząca sprawa. Węgierka traci oddech. Pułapka na lokatorów.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK