ROZRYWKA

Nie jestem żadnym rasistą (cz. 56)

Polish ExpressPolish Express logo

Nie jestem żadnym rasistą (cz. 56)

Nie jestem żadnym rasistą. Kafejka znów czynna. Aresztowanie Viorela. Dowcip sponsoringowy. Nowy sąsiad. Złodziejska sieć.

Poprzedni odcinek: Pleśń zdatna do spożycia (cz. 55) >>

Ostatnio otrzymałem kilkanaście e-maili, których autorzy grzecznie, mniej grzecznie, a niektórzy bardzo niegrzecznie zarzucają mi brak tolerancji i rasizm. Odpowiedziałem już na te listy, każdemu z Czytelników z osobna. Doszedłem jednak do wniosku, że być może więcej osób ma tego rodzaju zastrzeżenia, ale np. nie chce im się do mnie pisać. Zacznijmy od braku tolerancji. „Tolerancja (łac. tolerantia - „cierpliwa wytrwałość”; od łac. czasownika tolerare - „wytrzymywać”, „znosić”, „przecierpieć”) to w mowie potocznej i naukach społecznych postawa społeczna i osobista odznaczająca się poszanowaniem poglądów, zachowań i cech innych ludzi, a także ich samych. Tolerancja nie oznacza akceptacji (por. łac. acceptatio - „przyjmować”, „sprzyjać”) czyjegoś zachowania czy poglądów. Wręcz przeciwnie, tolerancja to poszanowanie czyichś zachowań lub poglądów, mimo że nam się one nie podobają. Ta definicja pochodzi z Wikipedii, podobnie, jak poniższa: „Rasizm, dyskryminacja rasowa (z fr. le racisme od la race - „ród”, „rasa”, „grupa spokrewnionych”) -pseudonaukowa ideologia oraz wypływające z niej zachowania przyjmujące założenie wyższości niektórych ras ludzi nad innymi. Przetrwanie tych „wyższych” ras staje się wartością nadrzędną i z racji swej wyższości dążą do dominowania nad rasami „niższymi”. Rasizm opiera się na przekonaniu, że różnice w wyglądzie ludzi niosą za sobą niezbywalne różnice osobowościowe i intelektualne (ten pogląd znany jest jako racialism)”.

To prawda, nie ustrzegłem się pewnych uogólnień, pisząc np., że osobnicy nie-biali płci obojga oraz większość kobiet bez względu na kolor skóry, spędzają przed bankomatami średnio trzy razy więcej czasu niż biali mężczyźni. Otrzymałem całkiem bogatą korespondencję od Czytelników, którzy poczynili podobne obserwacje i moje spostrzeżenia potwierdzają. Mam prawo złościć się na czyjąś opieszałość, podobnie jak inni mają prawo na moją. Moje wnioski nie muszą być oczywiście słuszne, ponieważ może być tak, że jedynie przez przypadek trafiam na takie zachowania przy bankomacie, a de facto może być różnie. Przeczytałem ostatnio wszystkie odcinki od początku i nie znalazłem tam ani pół zdania, z którego mogłoby wynikać, że jestem rasistą.

Dwa tygodnie temu wieściłem koniec „Janusz’s Internet Cafe”. Przedwcześnie, jak się okazało - rumuńskie siostry bywają u mnie średnio co drugi dzień i zaczyna mnie to drażnić. Uprzedzając ewentualne oskarżenia o rasizm i męski szowinizm spieszę poinformować, że siostry zaczynają mnie drażnić nie z tego powodu, że są rumuńskie i nie dlatego, że są kobietami, lecz z tej przyczyny, iż nie dają mi spokoju. Wpadają akurat wtedy, kiedy dopiero co wróciłem z pracy i zabieram się do przygotowywania kolacji. Zawsze wygląda to tak: najpierw wpada Viorica. Pyta, jak się czuję i niezmiennie słyszy w odpowiedzi, że fatalnie. Nie przejmując się tym wcale życzy sobie, żebym włączył muzykę, a kiedy już z radia leci jakieś disco, zaczyna tańczyć. Przyjmuje przy tym pozy prowincjonalnej seksmodelki. Gdyby jeszcze robiła to bez ubrania… Po tej rozgrzewce wchodzi na jakiś rumuński czat twierdząc, że rozmawia ze swoją matką. Prawdę mówiąc w ogóle mnie to nie interesuje z kim ona rozmawia, ale jeśli to jest matka, to w jakim celu podaje jej wymiary swojego biustu, talii oraz bioder? Zwykle pół godziny później przychodzi Marina albo Lucina. Wówczas Viorica odstępuje jej miejsce przy biurku, a sama zaczyna tańczyć albo kładzie się na tapczanie i odpoczywa. Czasem zdarza się jej powiedzieć, że jest głodna, wtedy proponuje jakieś jabłko albo kanapki. Kanapek nie mam, ale można je przecież zrobić. Vioricy jednak nie chce się ich robić i mówi, że po drugiej stronie ulicy jest „cziken bar”. No tak, kilkanaście dni temu, kiedy w moim pokoju odbywało się party i raczyłem się winem, obecne tam wówczas Viorica i Lucina stwierdziły, że są głodne. Ponieważ wybierałem się po kolejną butelkę, a lodówka była pusta, obiecałem, że kupię im po porcji kurczaka z frytkami. Tak też uczyniłem. Widać Viorica uznała, że dożywianie jej i siostry przyjmie stan „constans”. Niedoczekanie. Poinformowałem, że moje onegdajsze zachowanie miało charakter incydentalny i związane było z wyjątkowością sytuacji, więc muszą sobie kurczaki wybić z głowy. Viorica odrzekła, iż nie jest aż tak głodna, żeby jeść jabłka czy kanapki. I tak się to dzieje.

 

Ostatnio Viorica zapytała mnie, czy mam już dla niej 40 funtów. Odparłem, że nie. A kiedy będę miał? Tym razem już nie przeciągałem sprawy i powiedziałem, że nigdy, szybko dodając, że nie zamierzam jej utrzymywać, tym bardziej, że ma pracę. I wtedy się okazało, że ona nie ma żadnej pracy. Zrezygnowała, kiedy dowiedziała się, że z 250 funtów tygodniowo zostanie jej 130, bo reszta to koszt mieszkania i wyżywienia - miała pracować jako niania. Lucina też już nie pracuje w tej pizzerii na Victorii, bo jej pracodawca składał jej propozycje seksualne. Nie zgadzała się, ponieważ facet był brzydki i stary. A gdyby było na odwrót?

Dowiedziałem się również, że Viorela zatrzymała policja. Siedział dwa dni za to, że trochę Lucinę poturbował. Jeśli to się powtórzy, Viorel trafi za kratki na kilka miesięcy. Lucina szantażuje go strasząc, że jeśli nie da jej kasy, to wezwie policję i powie, że znów została pobita, więc ten odpala jej połowę swych tygodniowych zarobków - jakieś 150 funtów. Z tych pieniędzy opłaca ona pokój Vioricy i kupuje jej jedzenie.
Teraz już wiem, dlaczego Viorel sponiewierał Lucinę i dlaczego ją swego czasu od siebie wyrzucił. Przyznała mi się ostatnio, że zdradzała Viorela z jakimś hiszpańskim Cyganem. Viorel się o tym jakimś sposobem dowiedział i skojarzył również z tym faktem jej ciążę. Ot i cała historia.
Ostatnio Viorica wpadła na pomysł, żeby pojechać do centrum na jakąś dyskotekę - ona, siostry i oczywiście ja, jako sponsor. Odpowiedziałem, że bardzo chętnie, ale pod warunkiem, że wezmą jeszcze swoich chłopaków czy narzeczonych. Jak obliczyłem - kosztowałoby mnie to ze 150 funtów. Viorica bardzo się ucieszyła myśląc, że tę deklarację złożyłem całkiem serio, ale niemal natychmiast posmutniała, a przyczyną było to, że nie ma się za bardzo w co ubrać. A ja jej na to, żeby się nie przejmowała, bo dam jej pieniądze, żeby sobie coś kupiła. I ta zaczęła snuć plany. Swoje zakupy in spe wyceniła na 200 funtów. Zapytałem ją, czy Lucina i Marina nie mają problemów natury tekstylnej, bo też chętnie bym je wsparł. Usłyszałem, że na pewno tak. Obiecałem, że pomyślę o tym.
Nazajutrz zdementowałem to wyjaśniając, że były to tylko żarty.

Kontakty z siostrami i tak ograniczę do minimum. Zapowiadałem to już wcześniej, lecz później się z tego wycofałem, w obawie, że nie będę miał o czym pisać. Spokojna głowa - będę miał o czym, a poza tym mam całkiem uzasadnione obawy, że większość Czytelników ma jednak dość wątku rumuńskiego. Ja zresztą też.

Mam już sąsiada. Przez blisko miesiąc mój pokój stał pusty. Omar przebierał w ofertach, aż wreszcie zdecydował się przyjąć młodego Polaka. Spokojny, kulturalny. Nareszcie jakiś normalny lokator. Omar, którego pochwaliłem za to, odpowiedział: - Straciłem sporo pieniędzy zanim trafiłem na właściwą osobę.

Tak się cieszyłem tym internetem, ale już przestałem. Kolejna złodziejska sieć - najpierw „Virgin”, której zapłaciłem z góry w marcu i do dziś cisza, a teraz „Orange”. Po dwóch tygodniach korzystania przyszedł mi rachunek - 148 funtów. Kiedy zadzwoniłem do biura obsługi klientów, pani, która odebrała telefon wyjaśniła mi, że przekroczyłem przyznany mi limit. Jak tylko włączę modem, od razu zaczyna bić licznik. Poczytam dokładniej umowę, ale nie przypominam sobie, żeby coś tam było napisane o jakichś ograniczeniach. Dziwne to trochę, bo w Polsce też miałem „neta” w tej samej sieci. Płaciłem 120 zł miesięcznie i używałem „skolko ugodno”.
 

Janusz Młynarski

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Jak zostałem tyranem

Jak zostałem tyranem

Przeprosiny. Czy można tęsknić za karaluchami? Ostatnia tajemnica sąsiadki. Ja i 10. gwałcicieli.

Włamanie na tyłach (cz. 61)

Włamanie na tyłach (cz. 61)

Wstręt do organów. Boli wszystko z wyjątkiem śrub. Paracetamol, bezsenność i jam session bladym świtem. Santana na Churchfield. Moja dziewczyna jest kopią. Polacy to najlepsi lokatorzy.

Czołganie na tapczanie (cz. 48)

Czołganie na tapczanie (cz. 48)

Czołganie na tapczanie. Zimny laptop. Zapożyczenia z łaciny i nocna wizyta. Uniwersalne słowo na „k”. Nocna wizyta II. „Janusz, oni się biją!” Są głupie, ale nie wszystkie.

"Tajemnica pawlacza" (cz. 87)

"Tajemnica pawlacza" (cz. 87)

Muszę przyznać, że miniony tydzień w naszym angielskim domu obfitował w wiele zdarzeń. Nie zabrakło nawet takich, które powszechnie określane są jako „mrożące krew w żyłach”, a nawet żylakach...

To nie ja strzelałem (cz. 71)

To nie ja strzelałem (cz. 71)

Zmasowany atak policji ma mój dom. Kemal wie więcej niż Scotland Yard. Stróż prawa i Hendrix. W Anglii kawa powinna być przezroczysta.

Nepalski nie na moją głowę (cz. 37)

Nepalski nie na moją głowę (cz. 37)

Morze i miednica w miednicy. Komendantka Lucina. Jak rozjaśnić łazienkę i korytarz. Jazda po schodach na miednicy. Podstarzały kocur w akcji.

"Nie kacza grypa, lecz ospa" (cz. 86)

"Nie kacza grypa, lecz ospa" (cz. 86)

Do trzech rozpłynięć sztuka. Sny się sprawdzają. O Neilu, który nie lubi Francuzów. Po co mi dziecinne łóżeczko. Co jest niedobre dla Kemala i dla mnie. Sąsiadka mężatka? Gdzie jest klucz? Tajemnica węgierskiej...

Za czym tęskni Viorica (cz. 39)

Za czym tęskni Viorica (cz. 39)

Wróżka z Acton. Kebabowy macho. Wąż Eskulapa i ja. To nie zamek, to dom się wali! Bliskie spotkanie ze schodami i tapczanem. Piętaszek i farba na kaca. Nieoceniona pomoc Vioricy.

"Gubić jest rzeczą ludzką" (cz. 83)

"Gubić jest rzeczą ludzką" (cz. 83)

Autoobmacywanie. Antystresowa kolejarka. Oddawanie to rzecz normalna. Co może boleć oprócz zęba. Nasłuch lepszy niż podsłuch. Seks z plastrem na ustach. Pakistański desant w kuchni. Węgierka i młoty.

"Nowi fatyganci czają się na sąsiadkę" (cz. 100)

"Nowi fatyganci czają się na sąsiadkę" (cz. 100)

Pożycz mi żonę na pół godziny. Brad Pitt, to on nie jest. Ślusarze zalotnicy. Dlaczego nie mogę spać z Viktorią. Bizon molestuje Viktorię.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK