wasze sprawy

Nauczą też polskiego

Polish Express
Polish Express logo

Nauczą też polskiego

Nie jest łatwo realizować marzenia. Nie jest łatwo zwłaszcza, kiedy porzuca się rodzinny dom, przyjaciół, ojczyznę, w której wszyscy posługują się znanym językiem. Kiedy zaczyna się wszystko od nowa. Takiego wyzwania podjęli się Ilona i Mariusz Kozak z Limerick.

Zarobki Polaków w UK >>

Wytrwałość nagrodzona >>

On, konserwator zabytków, po historii sztuki. Ona - fotografik. W Polsce prowadzili działalność gospodarczą. Byli rzemieślnikami, mieli swój warsztat-firmę. Bywało, że zatrudniali nawet 16 osób. Produkowali świąteczne gadżety. Na różne okazje: na mikołajki, na walentynki. Był zbyt, były zamówienia. Problem jednak w tym, że działalność rzemieślniczą obciążono wysokim podatkiem VAT. Żeby być konkurencyjnym trzeba schodzić z cen, a to ogranicza możliwość konkurowania. Biznes przestaje być opłacalny. Oczywiście można próbować walczyć, ale można też poszukać innych możliwości. Tak też zrobili.

Zdecydowali się przyjechać do Irlandii, bo skusiły ich opowieści o dobrych zarobkach, o łatwości z jaką można tu zrobić karierę, o cudownych krajobrazach i życiu w krainie dostatku. Czy się rozczarowali? Chyba nie. Oboje przyzwyczajeni są do ciężkiej pracy, do życia w trudnych warunkach. W Irlandii znaleźli to, czego się spodziewali. Kraj, który ich przyjął, który ich zaakceptował, dał im szanse na to, by mogli robić to, co lubią.

Mit fachowca

Mariusz przez jakiś czas pracował na budowie.

- Bałem się trochę jadąc tutaj, bo nie znałem języka, ale szybko się okazało, że budowlańcom znajomość angielskiego do niczego nie jest potrzebna - mówi. - Bywa, że człowiek pracuje dwa miesiące i ani razu się nie odezwie w języku Szekspira.

Później jednak zaczął myśleć o własnym biznesie. Praca dla kogoś nie wystarczała, a ponieważ skończył studia, które z budownictwem miały dużo wspólnego, postanowił swoją wiedzę wykorzystać.

- Założyliśmy z moim wspólnikiem firmę budowlaną - opowiada. - Jak wszędzie, początki nie były łatwe. Trzeba było zdobywać zlecenia, szukać dobrych specjalistów, którzy nie zepsują roboty.

I tu pojawiło się pierwsze rozczarowanie, bo okazało się, że rodacy nie dają rady, a mit „fachowca znad Wisły” jest mocno przereklamowany.

- Prosty przykład: Przychodzi do mnie człowiek w sprawie pracy, pytam, co potrafi, on mówi, że wszystko. Kiedy przychodzi co do czego okazuje się, że owszem, gipsować potrafi, ale tylko trochę - śmieje się Mariusz.

 

Często Irlandczycy są zdecydowanie bardziej wydajni, potrafią więcej i lepiej pracować. Poza tym mają swoje, opracowane przez lata metody, które sprawdzają się tutaj doskonale, czego my, niestety, musimy się uczyć.
Po jakimś czasie udało się. Jako konserwator zabytków trafił wreszcie na zlecenie swoich marzeń. Współuczestniczył w renowacji kościoła redemptorystów w Limerick. Okazało się, że doceniono ich pracę. Obaj liczą, że po pierwszym zleceniu pojawią się kolejne tego rodzaju.

- Polacy często mówią źle o Irlandczykach. Że wykorzystują nas, że nie pozwalają rozwinąć skrzydeł. Mówią też o tym, że są to prymitywni ludzie. Nic bardziej mylnego. Kiedy ich się pozna lepiej okazuje się, że są to normalni ludzie. Często doskonale wykształceni i aż dech zapiera w piersiach, kiedy okazuje się, że ni stąd, ni zowąd jakiś Irlandczyk zaczyna mówić na przykład o Kantorze - mówi z uśmiechem Mariusz. - To nie są żarty, sam znam kogoś takiego.

Nauka we własnej szkole

Podobnie jak wielu naszych rodaków, zarówno on, jak i Ilona mieli kłopot z językiem angielskim. Doszli do wniosku, że muszą się go nauczyć. Jednak zbyt prosto byłoby szukać szkoły językowej, postanowili założyć własną.

- Dla chcącego nic trudnego - żartują oboje z Iloną. - We wrześniu ubiegłego roku ruszyliśmy z zajęciami. Metoda Callana - tłumaczy Mariusz. - Kilka miesięcy wystarcza, by opanować podstawy. To nie są żarty. Sami jesteśmy tego żywym dowodem. Podobnie nasza 12-letnia córka Wanda.

W szkole Mariusza i Ilony jest czterech polskich lektorów, którzy mają doświadczenie w nauce języka. Radzą sobie świetnie. A przynajmniej tak twierdzą studenci, których jest coraz więcej.

- Łatwo nie jest - mówi Mariusz. Czasem brakuje na wszystko pieniędzy, czasem ledwie się bilansujemy, bo trzeba było wynająć pomieszczenia, w których prowadzone są zajęcia.

Szkoła mieści się w apartamentowcu, tuż przy wylotowej drodze z Limerick do Tipperary. Łatwo trafić, bo tuż obok jest posterunek straży pożarnej.

- Sami mieszkamy dwadzieścia kilometrów stąd, ale jakoś sobie dajemy radę - tłumaczy Ilona. - Ba, mamy masę nowych pomysłów. Już nie tylko będziemy chcieli uczyć Polaków angielskiego, ale także Irlandczyków języka polskiego - dodaje.

Okazuje się bowiem, że Irlandczycy chcą się uczyć języka Mickiewicza i Słowackiego. Dlaczego? Najczęściej są to superwizorzy w firmach zatrudniających Polaków. Jest ich całkiem sporo w Limerick.

- Chcemy ich uczyć nie tylko słów i gramatyki, ale także pokazać odrobinę kultury. W każdy piątek będzie jakieś polskie ciasto, będą nasze tradycje, które znacznie różnią się od tutejszych obyczajów - mówi. - A najciekawsze jest to, że oni chcą się uczyć, bo zależy im na kontaktach z nami, na możliwości znalezienia wspólnego języka, wspólnej płaszczyzny porozumienia. Dostrzegli nas jako naród, jako ludzi, dla których warto to robić.

Zarobki Polaków w UK >>

Wytrwałość nagrodzona >>

Przemysław Żyła
[email protected]

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK