POLACY W UK

Narkotyki - kolorowe guziki

Polish Express
Polish Express logo

Narkotyki - kolorowe guziki

Kogoś, kto przebywa w londynie od niedawna, może zaskoczyć widok narkotykowych dilerów, oferujących „prochy” niemal na każdym kroku. Niestety, w wielkiej Brytanii to normalnoŚĆ. Dlatego na Wyspach pojawiły się głosy, że rozwiązaniem problemu mogłaby być legalizacja narkotyków.

Imprezowy alfabet >>

Głodówka za ziołem >>

Jeśli masz ochotę „przypalić zioło”, „trąbnąć koksu”, „nakwarować się ” albo „przytablecić”, to przyjedź do Londynu.

O narkotyki tu łatwiej niż o chleb, albowiem te możesz kupić o każdej porze. Na głównych ulicach londyńskich kwartałów, takich jak Camden, Harlsden, Woodgreen, Brixton czy Lewisham, co pięć metrów stoi diler i niepytany, sam przedstawia ci ofertę kryjącą się w przepastnych kieszeniach luźnych spodni. Londyn, to w Europie, oprócz Amsterdamu, narkotykowy raj, jedynie z tą różnicą, że tam marihuana jest legalna.

Spacer po centrum Camden Town bywa męczący, chyba że nie przeszkadza ci tyraliera zakapturzonych osobników, natarczywie oferujących „Charliego”, „Scooby snacka” czy „disco-biscuita”. W zanadrzu jest jeszcze „weed”, „jawles” i „candyman”. Te niewinnie brzmiące słowa, to slangowe określenia kokainy, marihuany, amfetaminy, ecstasy czy LSD –używek, których jest tu pod dostatkiem, pod warunkiem, że jesteś skłonny wydać parę lub kilkadziesiąt funtów.

Ceny są przystępne, można powiedzieć, że na każdą kieszeń. Uncja sprasowanej żywicy, czyli „skuna” kosztuje 120-140 funtów. Jeśli ktoś nie chce tak dużo, może kupować na gramy - 10 funtów. Komu w smak kokaina, ten może mieć gram za 50 funtów, amfetaminę za 20, a tabletki ecstasy za dwa lub trzy funty. Te ostatnie można kupić taniej, we wrześniu w większości hinduskich sklepów w południowo-wschodniej Anglii, w tym Londynie, mnóstwo było ogłoszeń o treści:

„Kolorowe guziki, 1 funt za sztukę w hurcie”.

Ben (absolwent jednego z najdroższych koledżów w Wielkiej Brytanii – w latach 80. - 1000 funtów za miesiąc oraz bardzo znanego uniewersytu) redagował przez kilka lat pismo „The Bush Telegraph”. Był to legalny organ nie tylko miłośników marihuany, ale również orędowników „reformy narkotykowej”, którzy domagali się legalizacji narkotyków miękkich, czyli marihuany i jej pochodnych.

- Legalizacja rozwiązałaby masę problemów. Już nawet nie w tym rzecz, że amatorzy używek mieliby łatwiejszy dostęp, lecz w tym, że padłby czarny rynek. Zostałyby jeszcze narkotyki twarde, ale z tym policja radziłaby sobie łatwiej, bo jednak na miękkie jest najwięcej chętnych. Pieniądze zamiast trafiać do mafii, trafiałyby do skarbu państwa. Nie oszukujmy się - ludzie palili, palą i będą palić, ostatnio zresztą coraz więcej -przekonuje Ben.

Skąd przybywasz, konopio?

Konopie indyjskie to najczęściej produkowany i sprzedawany narkotyk na świecie, otrzymywany z roślin. Potentatami są Maroko, Pakistan i Afganistan. Łączna produkcja to około 8 tys. ton rocznie. Większość żywicy konopnej, szmuglowanej do Unii Europejskiej, pochodzi z Maroka, a szlak tranzytowy wiedzie przez Półwysep Iberyjski. Drugim ośrodkiem dystrybucji konopi jest Holandia. Wcześniej w Maroku produkowano więcej konopi, ale zdecydowane działania tamtejszego rządu sprawiają, że produkcja maleje. Trzy lata temu, w jednym tylko regionie, zlikwidowano 120,5 ha upraw, z których można było wyprodukować prawie 3 tys. ton żywicy. Mniejszymi, ale też znaczącymi producentami zakazanej rośliny są: Albania, Portugalia, Senegal oraz środkowoazjatyckie republiki postradzieckie. Do tego w większości państw UE odbywa się również produkcja roślin, zarówno w pomieszczeniach zamkniętych, jak i na otwartej przestrzeni. Najtaniej wychodzi palenie w Portugalii - za gram trzeba tam zapłacić 2 - 3 euro, natomiast w Norwegii trzeba zapłacić 12 euro, w Wielkiej Brytanii – za gram trzeba dać 10 funtów.

Badziewie, czyli polskie „zioło”

Siła działania produktów otrzymanych z konopi indyjskich określana jest na podstawie zawartości 8-9-tetrahydrokanabinolu (THC), czyli głównego składnika czynnego, a więc alkaloidu, który „robi robotę” . Szanujący się amator konopnego dymu nigdy nie weźmie do ust „bułgara”, bo alkaloidu jest tam tyle, co kot napłakał – niespełna jeden procent rośliny. „Bułgar” to marihuana z Bułgarii. Polska marihuana, to też badziewie: - Polecam ją ludziom z bujną wyobraźnią, bo równie dobrze można palić liście z buraków czy żywopłotu - mówi Witold, znawca tematu. Trudno odmówić mu racji, bo polskie „zioło” ma jeszcze mniej THC niż „bułgar”, tylko 0,6 procentu. Najlepsza jest ta hodowana w Holandii – 17, a nawet 18 procent, angielska jest gorsza od holenderskiej, ale za to 20 razy lepsza od polskiej - 13 procent.

Zadymiona Europa

Około 70 milionów Europejczyków, w wieku od 16–65 lat, co najmniej raz próbowało tej substancji. Należy przy tym pamiętać, że obecnie większość z nich już jej nie zażywa. Najchętniej dymem z „marychy” raczą się Duńczycy i Brytyjczycy (31 i 30% , Hiszpanie - 29 % , Francuzi - 26% , w Polsce „tylko” 10%, a najmniej w Bułgarii i na Malcie - 2%). W ciągu ostatniego miesiąca około 10 mln dorosłych Europejczyków zaciągnęło się konopnym dymem – najchętniej robili to Brytyjczycy, Hiszpanie i Czesi, natomiast najmniej entuzjastycznie Bułgarzy, Szwedzi i Litwini.

Młodzi górą

Prym w narkotyzowaniu się wiedzie zdecydowanie młodzież. W ubiegłym roku roku co czwarty Europejczyk w wieku od 15 do 34 roku życia raczył się dymem z konopi. Tę wysoką średnią należy zawdzięczyć głównie młodym Czechom, Brytyjczykom i Hiszpanom Jeszcze wyższą średnią mają młodzi ludzie pomiędzy 15 a 24 rokiem życia. Tu co drugi lubi sobie przypalić. Najwyższy wskaźnik liczby uczniów w wieku 15–16 lat, którzy przynajmniej raz zapalili „trawkę”, odnotowano w Czechach i Hiszpanii (odpowiednio 44% i 41%). Kraje, w których wskaźnik ten przekracza 25% to Niemcy, Włochy, Holandia, Słowenia i Słowacja (27–28%) oraz Belgia, Francja, Irlandia i Wielka Brytania, w których wskaźnik mieści się w przedziale 32–40%. Najniższe wartości - poniżej 10% dotyczą Grecji, Cypru, Szwecji, Rumunii, Turcji i Norwegii
W kwietniu 1998 roku brytyjski rząd ogłosił 10-letnią strategię mającą na celu rozprawienie się z problemem narkotyków i narkomanii. To ambitne przedsięwzięcie rozwija się na czterech powiązanych ze sobą poziomach: międzynarodowym, krajowym, regionalnym oraz lokalnym. Brytyjczycy liczą, iż poprzez współpracę międzynarodową ograniczą przerzut narkotyków do UK, natomiast działania wewnątrz kraju, to z grubsza rzecz biorąc monitoring każdej sfery życia, gdzie mogą pojawić się narkotyki i prewencja. W szczegóły niekoniecznie należy się wdawać, ponieważ jest ich dużo i są nudne, tym bardziej, że niedługo minie 10 lat od rozpoczęcia programu, a efektów prawie żadnych, nawet jej twórcy przyznają, że udała się średnio.

Szkodliwe prawo

Nic dziwnego, że liczba głosów optujących za legalizacją narkotyków powiększa się z dnia na dzień, i to nie tylko ze strony amatorów konopnego dymu, lecz również ze strony tych, którzy zawodowo parają się walką z narkomanią, Jon Owen Jonem - były minister walijskiego rządu, zawiadujący resortem zdrowia pod koniec lat 90. - był w owym czasie gorącym orędownikiem legalizacji narkotyków: „Alkohol i tytoń są używkami daleko bardziej szkodliwymi niż marihuana, a prohibicja tylko państwu szkodzi”. Jones przyznał, że wielokrotnie palił „trawkę”, co wcale nie przeszkodziło mu w wygraniu kolejnych wyborów do walijskiego parlamentu. O wiele bardziej szokujące były jednak niedawne, telewizyjne wystąpienia szefa policji Północnej Walii. Richard Brunstorm domagał się wręcz legalizacji wszystkich narkotyków, i miękkich, i twardych. Jego zdaniem, wszelkie programy i restrykcyjne prawo niczego nie zmienią, natomiast patologia, jak była, tak będzie. Sejfy mafijnych bossów będą jeszcze bardziej puchły od pieniędzy, a kontrola ze strony państwa nadal będzie przypadkowa i nieskuteczna. - Obecne prawo jest raczej szkodliwe niż dobre. Ja nie twierdzę, że narkotyki to coś dobrego. Według mnie wszystkie są szkodliwe - i twarde, i miękkie, ale trzeba skończyć z fikcją. Legalizacja to jedyny sposób na znaczne ograniczenie narkotykowej przestępczości i ulżenie budżetowi państwa – powiedział nam Brunstorm.

Wzorowa Holandia?

Walijski policjant podaje przykłady rozwiązań holenderskich, gdzie przestępczość związana z narkotykowym podziemiem znacznie spadła. Od czasu legalizacji narkotyków nikt nie przemyca do Holandii „zioła”, jeśli już, to raczej wywozi. Brunstorm uważa, że wzorem Holandii i Szwajcarii, powinny powstać w Wielkiej Brytanii „shooting roomy”. To pomieszczenia, w których, za opłatą, pielęgniarka wstrzykuje działkę heroiny. Oczywiście za heroinę też trzeba zapłacić, ale wszystko dzieje się w warunkach sterylnych. Jego koledzy ze ACPO – Association of Chief Police Officers, stowarzyszenia, które zrzesza szefów policji z 44 komend na terenie Wielkiej Brytanii, nie zgadzają się z nim - anulowanie antynarkotykowej ustawy z 1971 roku oraz legalizacja byłaby, ich zdaniem, wielkim złem i sprowadziłaby na UK wielką demoralizacją i wzrost przestępczości.

Korwin-Mikke był pierwszy

Pomysł Brunstorma nie jest oryginalny, z podobnym, tyle że jeszcze w latach 80. ubiegłego stulecia wystąpił nasz rodzimy polityk Janusz Korwin-Mikke. Stwierdził on, że narkotyki powinny być powszechnie dostępne. Kto się zdecyduje na ich używanie, ponosi konsekwencje w postaci uzależnienia, które skutkuje wycieńczeniem, chorobą, a w konsekwencji śmiercią. Śmierć narkomana nie jest wg Korwina-Mikke żadną tragedią, bo poprzez nią społeczeństwo oczyszcza się z bezwartościowych osobników. Ceny legalnych narkotyków powinny być tak skalkulowane, żeby nikomu nie opłacało się ich do Polski szmuglować, wówczas zniknie problem podziemnego handlu i całej „okołonarkotykowej” przestępczości.

Imprezowy alfabet >>

Głodówka za ziołem >>

Janusz Młynarski
[email protected]

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK