STYL ŻYCIA

Margaretki Czerwonego i Gosi

Polish Express
Polish Express logo

Margaretki Czerwonego i Gosi

Duet. Przygotowują się do wydania drugiej płyty, chociaż mogli się nigdy nie widzieć. I pomimo że w końcu się spotkali, to nie wpłynęło to na sposób, w jaki tworzą.

Ona mieszka w High Wycombe, on w Bydgoszczy. Mowa o Czerwonym i Goosi lub, oficjalnie, o Kubie Czerwieńskim i Małgosi Dziemitko-Gwiazdowskiej, lub jeszcze inaczej - o duecie Margareds.

Czerwony w Bydgoszczy

To on stoi za całym brzmieniem. Muzyką zafascynowany od lat, zaczął na początku liceum. Dziesięć lat grał na perkusji w bydgoskim zespole Zoo. Ciężki, dopracowany rock. Amatorskich nagrań wideo z koncertów Zoo lepiej na youtube nie oglądać, bo i tak nic nie słychać.
To, co robią Margareds jest o milę świetlną od klimatów Zoo. Miękkie, chwilami aż delikatne. Kuba ma 31 lat i z trudem przychodzi mu określenie się mianem muzyka, chociaż de facto nim jest. Potężna wyobraźnia muzyczna i wykorzystanie równie potężnych możliwości, które niesie współczesna technologia dają mu prawdziwą broń. Wykorzystuje ją zresztą znakomicie. Słuchając nagrań z pierwszej płyty mało kto usłyszy, że kolejne kawałki nie powstały w studiu na żywych instrumentach, a są efektem genialnego ułożenia zer i jedynek. Muzyka z pierwszej płyty Margareds „Kingdom of Patience” mieści się w gatunku trip-hop, rozpropagowanym przez takie sławy jak Massive Attack czy Goldfrapp. Jazzujące, ambientowe kompozycje Kuby łączą się z mocnym głosem Małgosi.
- Poznaliśmy się właściwie przypadkiem, gdy Gosia była już w Anglii. Cały materiał zrobiliśmy przez Internet - mówi Czerwony.

Goosia w High Wycombe

Dwa lata temu Małgosia zdała w Polsce maturę i wyjechała na studia do Wielkiej Brytanii. W jej domu muzyka była od zawsze. Mama jest multiinstrumentalistką. Małgosię od dawna pasjonuje śpiew. Jej tubalny, zimny tembr głosu przypomina trochę barwę głosu Tori Amos czy Sinead O’Connor. Jest też coś, co odróżnia ją od innych wokalistek. To świadomość, że bez odpowiedniej promocji nikt o tobie nie usłyszy, choćbyś nagrał najlepszą płytę na świecie. Dlatego wybrała kierunek studiów Music Industry Management (zarządzanie przemysłem muzycznym), gdzie od specjalistów z największych firm fonograficznych uczy się, jak skutecznie produkować muzykę czy teledyski, jak wykorzystywać narzędzia promocji.
- W Polsce, jeśli chcesz studiować muzykę, musisz być muzykiem. Tu jest inaczej, mój kierunek studiuje dwieście osób i jest zapotrzebowanie na ich usługi. Anglicy wydają pół świata - mówi Goosia.
Wokalistka po studiach wróci do Polski. Na razie studiuje, pracuje na uczelni, a wieczorami w japońskiej restauracji. Gdzieś w międzyczasie, w głowie układają się teksty piosenek. Wraca do domu koło północy. Włącza komputer, a po drugiej stronie już czeka Czerwony z kolejnymi propozycjami muzycznymi. Goosia wyjmuje mikrofon i dogrywa wokale. Potem pliki trafiają znów do Bydgoszczy i tak pomału powstaje kolejna płyta. Goosia dokładnie wie, co będzie robić w kraju.
- Moim marzeniem jest założenie residential studio. To miejsce położone gdzieś na uboczu, gdzie muzycy lub inni artyści mogą mieszkać i tworzyć. Na taki projekt można dostać dofinansowanie z funduszy unijnych, a jeśli wykorzysta się stary budynek, na przykład jakiś nieczynny młyn, to można dostać dodatkowe pieniądze na jego renowację - wyjaśnia wokalistka.

Królestwo cierpliwości

Zespół istnieje od 2006 roku. Pierwszą płytę zatytułowaną „Kingdom of Patience” wydał w lutym tego roku. Powstaje już materiał na kolejną.
- Bywa, że Czerwony dosłownie zasypuje mnie kolejnymi kompozycjami. Potrafi ich wysłać kilka dziennie. Czasem muszę na niego wrzasnąć - żartuje Goosia.
Gdzieś po drodze umówili się na sesję zdjęciową. Wspólne fotografie z materiałów promocyjnych to jedno z niewielu miejsc, gdzie duet można zobaczyć razem. Najbliższe wakacje spędzą razem, pracując przy największym dotychczasowym projekcie. Pod koniec sierpnia duet wsparty przez muzyków, tancerzy i specjalistów od wizualizacji wystąpi w bydgoskim Teatrze Polskim na jedynym koncercie-przedstawieniu.
- Czeka nas sporo pracy. Muzykę trzeba przepisać na instrumenty, pod okiem reżysera połączyć to wszystko z tańcem, światłami, pokazami wideo - wyjaśnia Kuba.
Pierwszy album wyprodukowali sami przy pomocy przyjaciół. Praktycznie wyszli z kosztami na zero. Z drugą płytą powinno być lepiej, ale duet nie chce sprzedać pomysłu wytwórni muzycznej. Wierzą, że wszystko uda się zrobić im samodzielnie. Na razie idzie świetnie.

Błażej Zimnak
[email protected]

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK