historie

Małe Czechy w samym sercu Polski

Polish ExpressPolish Express logo

Małe Czechy w samym sercu Polski

Buh jest naše útočište i sila - głosi napis nad wejściem do saloniku w domu księży Jelinków. Wiera i Mirosław są małżeństwem. Oboje są pastorami, oboje mają czeskie pochodzenie. Podobnie jak wielu mieszkańców Zelowa, miasteczka w samym centrum Polski.

Czechy: Pierwsze aresztowania >>

A co jeśli Polacy wyjadą? >>

Co łączy biskupa Synodu Czeskobraterskiego Kościoła Ewangelickiego w Czechach, dyrektora Instytutu Polsko-Niemieckiego, pierwszego w historii człowieka, który czytał Biblię w kosmosie, dyrektora Instytutu Energii Atomowej i współzałożyciela stacji Arctowskiego na Antarktydzie? Ich czescy przodkowie wywodzą się z Zelowa pod Łodzią. W ubiegłym roku minęło 460 lat od pierwszej wielkiej emigracji Czechów do Polski. Choć w Zelowie potomkowie braci czeskich znaleźli się dopiero dwa i pół wieku później, tylko tu udało im się przetrwać do teraz.
„Bóg jest naszym schronieniem i siłą” - to polskie tłumaczenie napisu znad drzwi księży Jelinków. Do pierwszej wojny światowej takie i inne biblijne napisy po czesku widniały nad wejściem do wielu zelowskich domów.

- Kiedyś każde nabożeństwo odprawiane było po czesku, tak się też rozmawiało w domach, w podzelowskim Kucowie słyszało się głównie ten język - opowiada Józef Buresz, potomek Czechów, których jeszcze w 1939 roku było w Zelowie aż pięć tysięcy. Dziś do takiego pochodzenia przyznaje się tu najwyżej kilkaset osób.
A jednak w tutejszej książce telefonicznej aż roi się od Jersaków i Bednarków, są Drećkowie, Smetanowie, Holasiowie i Kubikowie. Wielu wciąż doskonale mówi po czesku.

Wypędzeni

Bracia czescy przybyli do Polski w 1547 roku. Wcześniej, po zakończeniu wojen husyckich, uformowali się jako religijna wspólnota. Swoją Jednotę Braterską założyli przed 550 laty. Nie minął wiek i zostali jednak ze swojego kraju wygnani. Wielu z nich przygarnął Wielkopolanin Jakub Ostroróg, a dokładnie 450 lat temu pod przewodnictwem biskupa Jerzego Izraela stworzyli w naszym kraju trzecią, po czeskiej i morawskiej, gałąź Kościoła Jednoty Braterskiej.

Kolejne wypędzenia spowodowane były tarciami między protestantami a katolickimi Habsburgami i XVII-wieczną bitwą pod Białą Górą. Większość emigrantów z Czech i Moraw znów udała się do Wielkopolski. Wśród nich Jan Amos Komeński, który szybko stał się liderem braci czeskich w Polsce.

 

Trzecią emigracyjną falę, zelowską, jedyną, która pozostała w Polsce do dziś, tworzyli głównie synowie i wnukowie dawnych wygnańców. Wśród siedemdziesięciu założycieli Zelowa tylko dwunastu urodziło się w na terenie Czech. Pozostali byli potomkami Czechów przybyłymi tu ze Śląska w poszukiwaniu wolnej ziemi i lepszego życia. Przyjeżdżali z okolic Kudowy, Wrocławia, Opola. I choć Komeński, ostatni biskup Jednoty Braterskiej zmarł w XVII wieku, wszyscy wciąż kontynuowali tradycję braci czeskich.
W Zelowie założyli parafię. Początkowo próbowali uprawiać nie najlepszą tu ziemię. Ze sobą przywieźli rzadkie wtedy wśród Polaków umiejętności tkackie, a także kołowrotki i krosna.
- Zelów słynął z tkaniny wsypowej na pierzyny i poduszki - wspomina Lidia Smetana, która zakład tkacki odziedziczyła po rodzicach i w branży pracowała do emerytury. Dziś kontynuatorów tej tradycji jest w Zelowie zaledwie kilku.

Lepszy niż Praga

Ale dawniej dzięki tkactwu miejscowość rozwijała się prężnie. Do 1840 roku była nawet większa od pobliskiej Łodzi. Zelów, położony w samym sercu naszego kraju, to jedyne miejsce w Polsce, gdzie spotyka się tradycyjną czeską zabudowę ludową. Zachował się też obyczaj gromadnego śpiewania, stąd działalność w miasteczku aż kilku chórów. - Czeskiego uczono mnie od dziecka, tak samo było z moimi rodzicami i dziadkami - opowiada 73-letnia zelowianka Irena Nowak. - W domu mówiło się po czesku, a w szkole po polsku. Po czesku wciąż rozmawiam z moimi dziećmi.
To specyficzny czeski. Przyniesiony do Polski przed 200 laty, rozwijał się z dala od swojej ojczyzny.

- Przez lata dobierano polskie słowa, stąd wiele naleciałości. Z czasem wytworzył się zelowski dialekt, piękny i związany z życiem oraz emocjami tutejszej społeczności - opowiada ksiądz Mirosław Jelinek. Kilka lat temu stworzono nawet Příruční slovníček zelovské češtiny.

- Po wojnie zostaliśmy z Zelowa wygnani, napadali na nas szabrownicy, straszyły nas polskie bandy, z miasta i okolic wyjechać musiało około cztery i pół tysiąca Czechów - opowiada Aneżka Smetana, matka Wiery Jelinek. - Najgorsze było to, że w Polsce nie traktowano nas jak Polaków, a w Czechach wcale nie uważano nas za Czechów. Po latach wielu dawnym mieszkańcom udało się do Zelowa wrócić.

Józef Jersak, dziś jeden ze starszych zelowian, jeszcze w 1945 roku pojechał do Czech, ale zaraz stamtąd wrócił. Mimo 84 lat, wciąż zajmuje się gospodarstwem tuż za starą oborą, którą przed laty przerobił na dom.

 

- Popatrzyłem na krajobraz, na życie. Tak jak w Polsce, było ciężko - mówi częstując ziemniakami polanymi tłuszczem z cebulą. - Pojechałem do Pragi. Stanąłem na moście Karola. Spojrzałem: rzeka płynęła wysoko. Pomyślałem, że w każdej chwili może kraj zatopić. Wolałem do Polski. Zelów to moje miejsce. Tu się gospodarzę.

Polonizacja

A jednak większość zelowian pozostała w Czechach lub rozjechała się po świecie. Kilka lat temu na światowy zjazd przyjechało do miasteczka półtora tysiąca osób. Zelowskim pochodzeniem szczyci się dziś wielu znanych ludzi, m.in.: Pavel Smetana, emerytowany Senior Synodu Czeskobraterskiego Kościoła Ewangelickiego w Czechach, Karl Dedecius, dyrektor Instytutu Polsko-Niemieckiego w Darmstadt czy William Anders, pierwszy w historii człowiek, który czytał Biblię w kosmosie, Karel Matejka, dyrektor czeskiego Instytutu Energii Atomowej, Józef Jersak, współzałożyciel stacji Arctowskiego na Antarktydzie, Niewieczerzał Słomiany - biolog, doradca rządu USA albo polityk Aleksander Hall.

Nabożeństwa w Kościele ewangelicko-reformowanym odprawiane są już po polsku, ale wciąż usłyszeć można tam czeskie pieśni, a parafianie nazywani w miasteczku są Czechami. Dla starszych to nie problem, ale o mówieniu po czesku coraz częściej nie chcą słyszeć młodzi. - Jeśli nie ma w domach dbałości o język, nic na siłę nie zrobimy - twierdzi Mirosław Jelinek. - Dzieci są osłuchane, bo babcia i dziadek wciąż rozmawiają po czesku, ale same mówić już nie potrafią. Każdego roku wysyłamy kilkanaście dzieci na kolonie do Czech, a przynajmniej jedną osobę na miesięczny kurs językowy na Uniwersytet Karola. To wszystko, co możemy zrobić.

Kościół to jeden biegun czeskości w Zelowie. Drugi, na przeciwnym krańcu długiej ulicy Piotrkowskiej, to sklep Johanka. Tu z beczki leje się czerwone czeskie wino, a na ladzie stoi kilkadziesiąt gatunków piw.

- Polakom się to podoba, wspominają wycieczki do Czech, popisują się znawstwem języka i piw, Czesi z kolei dobrze się tu czują, z góry dobrze wiedzą, co zamówić - opowiada właściciel Roland Matejka. Ale nawet on, choćby siedząc z bratem przy kuflu pilsnera, w języku swych przodków już nie rozmawia. Choć córka Matejki, 13-letnia Ania bez trudu zrozumie czeski film, to mówić w tym języku nie potrafi wcale.

Ojciec reformator

Językiem męża coraz lepiej posługuje się za to Joanna Matejka - Polka z dziada pradziada. To jej marzeniem jest, by otworzyć przy sklepie knajpę, a w niej do kieliszka frankovki lub kufla gambrinusa podawać kluski zelowskie, placki ziemniaczane na żeliwnej blasze albo kluski nadziewane jabłkami.

Do niedawna w przykościelnym przedszkolu edukacyjnym, nad którym patronat sprawuje prezydentowa Dagmar Havlova, uczyła czeska nauczycielka. Choć kilka lat temu ambasada przestała finansować lekcje i trzeba było je zawiesić, opiekunowie placówki wciąż dbają o utrzymanie jej edukacyjnego charakteru. Dziedzictwo Jana Amosa Komeńskiego w końcu do tego zobowiązuje.
To pod jego kierunkiem bracia czescy zasłynęli w Europie jako reformatorzy szkolnictwa. Komeński wprowadził do szkół tablicę i kredę, wymyślił piętnastominutowe przerwy w lekcjach, na ścianach porozwieszał teksty biblijne, a w każdej z klas postawił oślą ławkę. Wprowadził do szkół kobiety, a w języku czeskim przeprowadził gruntowną reformę.

 

Kilka ławek, cytaty z Biblii i specjalne miejsce, nad którym wisi obrazek przedstawiający osła - tak salę lekcyjną z czasów ostatniego biskupa Jednoty wyobrażają sobie zelowianie. Pokoik mieści się w przykościelnym muzeum w Ośrodku Dokumentacji Dziejów Braci Czeskich, któremu patronuje Vaclav Havel, a wspiera je polskie Ministerstwo Kultury i Uniwersytet Warszawski.
- Metla vyhani deti z pekla! (Rózga wygania dzieci z piekła!) - mawiał Komeński.
- Karcenie miało być dyscyplinujące, ale nigdy nie sadystyczne - zapewnia Mirosław Jelinek, który oprowadzając po salce lubi pogrozić rózgą zwiedzającym.

Czeskość na wymarciu

Na cześć Komeńskiego sześciu biskupów sadziło niedawno przed zelowskim kościołem lipę. To drzewo - symbol braci czeskich, którzy uciekając przed prześladowaniami, zbierali się wokół niego i śpiewali. W ubiegłym roku z okazji 450-lecia Jednoty w Polsce i 550-lecia w Czechach niedaleko lipy postawiono też ławkę lipy Komeńskiego.
Rodaków Jana Amosa w Zelowie stale jednak ubywa, a ich język coraz trudniej usłyszeć na ulicach.

- Młodzież nam wyfruwa, tutaj nie ma przyszłości - twierdzi Mirosław Jelinek. - W latach 80. postanowiliśmy założyć parafię w Bełchatowie, bo wielu młodych zelowian dostaje tam pracę. Ponad setka potomków czeskich braci żyje jeszcze w Kleszczowie i trochę więcej w Łodzi.

- Przechodzę przez rynek i słyszę: O, Czeszka - mówi Ewa Jelinek, córka pastorów, studentka teologii ewangelickiej, która marzy, by pójść w ślady mamy, która jest pierwszą kobietą księdzem w historii polskiego Kościoła Ewangelicko-Reformowanego. - Moi rówieśnicy się tego wstydzą. Po czesku za nic nie chcą mówić. Mam obywatelstwo polskie, ale narodowość czeską. To dla mnie oczywiste. Ale większość już tak nie myśli.

Tylko starsi, jak Irena Nowak, pozostają tradycjonalistami. - Jestem częścią tego miasta i kraju, ale w Pradze, Libercu czy Pilznie czuję się równie dobrze - mówi przyglądając się starym grobom na czeskim cmentarzu w Zelowie. - W sercu jestem Czeszką, ale obywatelstwo mam polskie.

Mirosław Wlekły

Czechy: Pierwsze aresztowania >>

A co jeśli Polacy wyjadą? >>

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Madonna była grzeczna w Warszawie

Madonna była grzeczna w Warszawie

Z obchodami 68. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego zbiegł się koncert Madonny w Warszawie. Pomimo wielu kontrowersji wokół koncertu artystki w ten ważny dla naszego narodu dzień, obeszło się bez...

Felieton: Deklaracja Siary

Felieton: Deklaracja Siary

„Idź i odtąd już nie grzesz” – taką propozycję złożył Jezus cudzołożnicy, po czym odpuścił jej grzechy. Jednak według sygnatariuszy tzw. Deklaracji Wiary, Jezus był za miękki albo po prostu naiwny. Oni...

„Chłopie, to straszne”. Premier Czech narzekał na wyjazd na pogrzeb Mandeli

„Chłopie, to straszne”. Premier Czech narzekał na wyjazd na pogrzeb Mandeli

Premier Czech Jiri Rusnok w ogniu krytyki. Telewizyjne mikrofony wychwyciły, jak podczas rozmowy z ministrem obrony narzekał na ewentualny wyjazd na pogrzeb Nelsona Mandeli. Polityk został zmuszony do...

Davies o Polakach

Davies o Polakach

Profesor Norman Davies zna Polskę zdaje się od podszewki. Jeszcze lepiej polską historię. W niedzielę gościł w polskiej parafii na Devonii w Londynie. Z Polakami dzielił się swoimi spostrzeżeniami i uwagami.

Net festiwal

Net festiwal

Ruszył właśnie pierwszy w Polsce internetowy festiwal filmów dokumentalnych DOCBOAT.

Joint Investigation Team – polsko-brytyjska współpraca policyjna

Joint Investigation Team – polsko-brytyjska współpraca policyjna

Współpraca ma dotyczyć handlu ludźmi i zmuszania Polaków do przymusowej pracy w Wielkiej Brytanii. Jak poinformował rzecznik słupskiej prokuratury okręgowej, Jacek Korycki, umowa o powołaniu została już...

Gimnazjalistki rozbierają się przed internetowymi kamerkami

Gimnazjalistki rozbierają się przed internetowymi kamerkami

Polskie gimnazjalistki i licealistki rozbierają się na żywo przed internetowymi kamerami - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

Czwarty raz

Czwarty raz

W klubowej gablotce ZAKSY Kędzierzyn Koźle pojawi się kolejna replika siatkarskiego Pucharu Polski. Zawodnicy Daniela Castellaniego do zdobycia czwartego tytułu potrzebowali czterech setów.

Coraz bliżej złota??!

Coraz bliżej złota??!

Polacy z Francuzami walczą o najwyższe podium Mistrzostw Europy 2009. Aktualny wynik: Polska - Francja 2:1 (29:27, 25:21, 16:25).

Miał śrubokręt w czole!

Miał śrubokręt w czole!

Polscy lekarze podczas skomplikowanej operacji usunęli śrubokręt wbity w czoło mężczyzny. Zabieg trwał trzy godziny.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK