ROZRYWKA

Majtki z blachy (cz. 27)

Polish Express
Polish Express logo

Majtki z blachy (cz. 27)

Odkurzacz połyka bieliznę. Gdzie jest przycisk. Majtki z blachy. Nie wiedziałem, że chodzisz w stringach. „Daily Mail” i Heather. Angielska babcia z polskim lotnikiem.

Poprzedni odcinek: Czerwone kropki na komunijnej sukience (cz. 26)


Poodkurzałem swój pokój i zabrałem się za odkurzanie holu. Nie było to zbyt wygodne, bo całkiem sporą jego część zajmowała suszarka, na której wisiały rzeczy Victorii, jakieś bluzki, bluzeczki, dwa biustonosze i całe stado różnokolorowych stringów. Kiedy tak manipulowałem odkurzaczem, przez otwarte okno usłyszałem pisk hamulców, wyjrzałem nie zdając sobie sprawy, że nakierowałem rurę odkurzacza na stringi. Zostały wchłonięte prawie wszystkie, tylko jedna para w kolorze nienaturalnej zieleni, z napisem „Disco Doll”, ze srebrną gwiazdką na łonie, pardon, na przodzie, oparły się odkurzaczowi. Wyłączyłem go i próbowałem się dostać do wnętrza, żeby wydobyć te przeklęte stringi, ale było to równie trudne, jak nauczenie się języka walijskiego. Obejrzałem ten odkurzacz ze wszystkich stron, lecz nigdzie nie mogłem znaleźć żadnego przycisku pozwalającego go otworzyć. Na pewno to jakiś prosty myk, bo przecież takiego sprzętu nie produkuje się dla programistów komputerowych, lecz przede wszystkim dla gospodyń domowych. No, ale ja jestem, niestety, kompletnym idiotą technicznym, więc nawet z czymś takim nie byłem sobie w stanie poradzić. Tymczasem nieuchronnie zbliżała się godzina 21.30. Jeśli ktoś pomyśli: „I co z tego?”, to ja odpowiem: „A to z tego, że o tej godzinie Victoria wraca z pracy i może jej się nie spodobać, że ktoś zwinął jej kilkanaście par majtek - jeśli tak można nazwać trzy tasiemki i trójkącik. Zszedłem na pierwsze piętro i zapukałem do jednego z niezliczonych kuzynów Omara.

Powiedziałem mu, że odkurzacz wciągnął pieniądze, które wypadły mi z kieszeni. Otworzył odkurzacz jednym ruchem, niestety wcale nie zamierzał zejść na dół, lecz postanowił mi towarzyszyć, prawdopodobnie chciał zobaczyć, ile kasy znajduje się w papierowym worku na kurz. Ale nie zobaczył, bo zabrałem worek do swojego pokoju i tam dopiero dobrałem się do jego wnętrza. Oprócz stringów znalazłem jeszcze funta i dwa pensy. Na pewno moje, bo w tym domu tylko ja gubię pieniądze. Spojrzałem na zegarek, miałem jeszcze 20 minut do powrotu właścicielki tej nieszczęsnej bielizny. Teraz pranie. Nie mogłem użyć swojego proszku, bo ma intensywny zapach lawendy, a Victoria wie, że ja używam takiego proszku, więc może pomyśleć, że zabawiam się jej garderobą. Niewiele myśląc, złapałem jakiś płyn do mycia naczyń i wlałem go do miednicy. Przesadziłem chyba z jego dawką, bo podczas prania powstały wielkie ilości piany. Płukałem, płukałem, ale stringi nadal były diabelnie śliskie. Nie zamknąłem drzwi do łazienki, a właśnie nadszedł Kamil.


- Ooo, nie podejrzewałem cię, że chodzisz w takiej seksownej bieliźnie.
Moja odpowiedź, choć prawdziwa, była równie głupia, jak jego stwierdzenie:
- To Victorii, nie moja.
- Coś ty? Poważnie? Majtki jej pierzesz?


Opowiedziałem mu historię z odkurzaczem. Uwierzył, bo pokazałem mu rozdarty worek. Przydarzyła mu się podobna historia tyle, że nie z Victorią, a z Paulem, kiedy jeszcze był jego sąsiadem. Paul, jak wiadomo, był kucharzem. Raz w tygodniu urządzał pranie swojej odzieży roboczej, czyli białych kitli i pasiastych fartuszków. Wieszał je na suszarce. Tasiemka jednego z nich dotykała podłogi, a Kamil odkurzając zbliżył rurę do tasiemki i tym sposobem fartuch trafił do odkurzacza. Też musiał wyprać. Szkoda, że go nie widziałem, jak prał fartuszek Paulowi. Też bym mu zadał w związku z tym kilka pytań. Wyszedł z łazienki, a ja zawinąłem pranie w ręcznik, a później podsuszyłem termowentylatorem. Majtki zesztywniały po tym praniu i suszeniu do tego stopnia, iż myślałem, że się złamią, kiedy wieszałem je na suszarce. To przez ten głupi płyn. Kiedy wróciłem do swojego pokoju, akurat nadeszła Victoria. Pomyślałem, że od tego detergentu może dostać jakiegoś uczulenia i zasnąłem. Obudziłem się o czwartej nad ranem i poszedłem pod prysznic. Po drodze sprawdziłem pranie - były jeszcze bardziej sztywne i wyglądały, jak kawałki kolorowej blachy.

Następnego dnia wieczorem przyszedł do mnie Kamil i oznajmił, że się wyprowadza. Do Plymouth. Szef awansował go na brygadzistę - wyższe zarobki i służbowe mieszkanie. A panuje opinia, że Polaków pomija się przy awansach. Szef jest Anglikiem a w brygadzie jest 11 Anglików i jeden Węgier. Pogratulowałem Kamilowi, ale smutno będzie bez niego. Omarowi też, bo zwolnił się kolejny pokój, przez co zmniejszą mu się wpływy z wynajmu. Pokój, który trzy tygodnie temu zwolniła Victoria nadal stoi pusty. Jego brat, Paweł nadal pracuje w hotelu u Greka I też już znalazł jakieś mieszkanie. Poradziłem Omarowi, żeby się ogłosił z tymi wolnymi pokojami, ale on powiedział, że nie ma potrzeby, bo zamieszka tam ktoś z jego rodziny. Nieźle, trzeba będzie zmienić tytuł serialu na „W naszym pakistańskim domu”. Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało tak, jak bym miał coś przeciwko ludziom z Pakistanu, wprost przeciwnie, to mili, kulturalni ludzie, z zasadami, których możemy im tylko pozazdrościć, a szczególnie tego, że się wzajemnie wspierają, są uczciwi i ciężko pracują, nie piją, nie palą, chociaż wydawało mi się, że nieraz czuć było charakterystyczny zapach pewnej, palonej rośliny. I nie był to tytoń.

W niedzielę, jak zwykle wylądowałem na kawie w „Poco Loco”. Było nawet dość ciepło i słonecznie, ale na zewnątrz siedziała tylko jedna osoba, tęga blondyna w okularach w granatowym kostiumie, z obfitym dekoltem wypełnionym piegami. Mogła mieć 70 lat, ale równie dobrze 25 Zauważyłem, że jeśli chodzi o Angielki, Niemki czy Holenderki, to ocenianie ich wieku na podstawie wyglądu nie ma sensu, bo najczęściej okazuje się, że domniemana 60-latka ma lat 20 i na odwrót. Zauważyłem, że gazeta, którą czyta, to „Daily Mail”. Pomyślałem sobie, że w takim razie na pewno jest „Polakożerczynią” (wyjaśniam: to taki neologizm od słowa „Polakożerca, gdyby ktoś zechciał mi zarzucić, że takiego słowa w języku polskim nie ma). Wspomniana gazeta, jak powszechnie wiadomo, wypisuje różne brednie o Polakach, że mieszkają w szałasach nad wodą, wyjadają łabędzie i karpie, a w przerwach między posiłkami gwałcą i mordują lub tylko gwałcą. Jakiś artykuł musiał szczególnie zainteresować kobietę, bo przestała wertować gazetę, skupiając się na czytaniu. „Acha, pomyślałem sobie, że pewnie coś o moich rodakach, że np. zjedli cztery wiewiórki, dokonując na nich gwałtu przed konsumpcją. Kiedy skończyła czytać zapytałem ją, czy „Daily Mail”, to według niej dobra gazeta? Ku mojemu zaskoczeniu odpowiedziała, że nie, że to zwykły szmatławiec, a przejrzała ją, bo kiedy tu przyszła, to leżała na stole, widocznie ktoś zostawił. Zgodziłem się z nią w kwestii poziomu gazety i zaczęliśmy rozmawiać o brytyjskich mediach. Heather, bo tak miała na imię moja rozmówczyni, stwierdziła, że w ciągu ostatnich 10 lat nawet najlepsze tytuły znacznie obniżyły loty i w pogoni za czytelnikami tabloidyzują się. Telewizja publiczna również jest coraz gorsza. Jedynie jeszcze radio BBC trzyma przyzwoity poziom. Uważam dokładnie tak samo. Miałem rację, że ocenianie Angielek po wyglądzie prowadzi donikąd, bo 70-letnia - na oko - Heather miała o 25 lat mniej. Jest dyrektorką jednej ze szkół na Chiswick. Lubi Polaków. W jej szkole uczy się całkiem sporo polskich dzieci. „Mądre, ale zahukane”- stwierdziła. - Rodzice zresztą też, mają takie miny, jakby ciągle się czegoś bali - dodała po chwili.

Przesiedziałem z nią ponad dwie godziny, wysłuchując m.in. opowieści o tym, jak to jej babcia, jeszcze jako młoda mężatka, zniknęła na miesiąc z polskim lotnikiem. Wróciła do małżonka, kiedy lotnik ją zostawił. Heather, dopijając kawę i szykując się do wyjścia zapytała, czy mógłbym być tu za tydzień o tej samej porze, bo będzie miała coś ciekawego do powiedzenia. Mógłbym.

Janusz Młynarski
[email protected]

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Victoria ma skaranie boskie (cz. 6)

Victoria ma skaranie boskie (cz. 6)

Nie będę się zbytnio rozpisywał o demonie, powiem tylko tyle, że przeniósł się piętro niżej i teraz Victoria ma z nim skaranie boskie.

"Wojna arabsko - węgierska" (cz. 96)

"Wojna arabsko - węgierska" (cz. 96)

Kto nie ryzykuje, ten nie zarabia. Kemal połyka polskiego bakcyla. Piżama i bataty. Węgierka lubi się odbijać (od ścian i podłogi).

Jesteśmy złodziejami i Albańczykami (cz. 16)

Jesteśmy złodziejami i Albańczykami (cz. 16)

Dwaj faceci w turbanach. Gdzie jest skrzynka. Schody lecą na łeb, na szyję. Wardak rwie włosy i lamentuje. Jakiego słowa nie lubi Omar. Victoria – awanturnica. Pomagam Kamilowi. Jesteśmy złodziejami...

Acton, handlowa pustynia (cz. 54)

Acton, handlowa pustynia (cz. 54)

Acton, handlowa pustynia. Dżamarija z szara barą i arą. Tajemnica papierowej torby. Uratowany przez Murzyna. Przepraszanie sieci. Viorica czatuje. Bitwa o broadband.

Landlord, podlandlord i podpodlandlord (cz. 21)

Landlord, podlandlord i podpodlandlord (cz. 21)

Landlord, podlandlord i podpodlandlord. Nieboszczyk w kuchni. Jeden z 323 języków. Brygada kuzynów. Mchy i porosty. Bez Victorii i bez Paula. Żyd, ale porządny. Internet z firmy „Cockney”....

"Jak obrazić szczura" (cz. 79)

"Jak obrazić szczura" (cz. 79)

Rondel na głowie, nitka na biodrach. Węgierska zagadka. Noc z prostytutką Sandy.

Packing day (cz. 49)

Packing day (cz. 49)

„Packing day”. Stopa na blacie. Victoria z tasakiem w ręku. Rumunki w bieli. Skąd je na to stać? Prześpij się u mnie.

Stacje pełne lodu i gwiazd (cz. 50)

Stacje pełne lodu i gwiazd (cz. 50)

Znów do Polski. Terapia przeciwwrzaskowa. Jak złowiłem trzymetrowego szczupaka. “Londyńczycy” - nic głupszego. Stacje pełne lodu i gwiazd. Porno w bankomacie.

"Policja, czy landlord?" (cz. 88)

"Policja, czy landlord?" (cz. 88)

Rozmowa z Ahmedem. Czego ta Węgierka ode mnie chce? Fatygant, to Arab. Węgiersko-algierska Bonnie and Clyde. W strychowej pułapce. Nie do końca karabin.

Czołganie na tapczanie (cz. 48)

Czołganie na tapczanie (cz. 48)

Czołganie na tapczanie. Zimny laptop. Zapożyczenia z łaciny i nocna wizyta. Uniwersalne słowo na „k”. Nocna wizyta II. „Janusz, oni się biją!” Są głupie, ale nie wszystkie.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK