POLACY W UK

Lekcja histerii

Polish Express
Polish Express logo

Lekcja histerii

Porozmawiajmy sobie o wojnie. Ty i ja. Rozsiądźmy się wygodnie w fotelach, napijmy świeżo zaparzonej kawy. Kto pali, może sobie zapalić. Ja zapalę na pewno. A potem porozmawiamy o wojnie.

Matka, jest tylko jedna >>

Ten brzydki kolor >>

 

W to letnie popołudnie, rozparci w fotelach, delektując się aromatyczną kawą, zdrowi, syci i wypoczęci, porozmawiajmy sobie o wojnie. O żołnierzach tkwiących tygodniami w błotnistych okopach. Śpiących w błocie, srających w błocie i oglądających rozkładające się w błocie ciała towarzyszy broni, którzy mieli mniej szczęścia niż oni. Lub więcej, zależnie od punktu widzenia. Porozmawiajmy o pragnieniu doprowadzającym do szaleństwa i głodzie szarpiącym wnętrzności. O gnijących ranach, o agonii, o sanitariuszach łatających posiekane szrapnelami kadłuby, o bólu i strachu. Porozmawiajmy o nalotach, ostrzale z moździerzy, o gazie musztardowym, który zabija, ale najpierw oślepia i sprawia, że płuca zamieniają się w morze ognia. O nasłuchiwaniu zwiastującego zagładę chrzęstu czołgowych gąsienic. Porozmawiajmy o tym, jak to jest wiedzieć, że twoi bliscy trafili do obozu koncentracyjnego i wraz z tysiącami innych nieszczęśników są bici, torturowani, poddawani bestialskim „eksperymentom medycznym”, głodzeni i poniżani, a koniec ich drogi wyznacza krematoryjny piec albo wypełniony gnijącymi truchłami dół, nad którym wisi czarna chmura much. I to szaleństwo się nie skończy. Obłąkana ideologia domaga się wciąż nowych, krwawych ofiar, żeby mieć siłę pożreć cały świat.
Ale ty możesz temu położyć kres, nawet, jeśli nie spałeś od tygodnia, a w magazynku zostało ci pięć naboi. Dlaczego właśnie ty? A kto inny? Przecież nie Rosjanie, którzy nacierają z drugiej strony. Nie Słowacy ze swoją Armią Polową „Bermolak”, próbujący upiec własną pieczeń. Nie Szwedzi, Węgrzy i Rumuni, nagle tak neutralni. Nie Finlandczycy muszący najpierw uporać się z Rosją. Może Francuzi. Może Anglicy. Ale znad wód Tamizy i Pól Elizejskich do błotnistego okopu, który ci łóżkiem, dołem kloacznym, a pewnie też i grobem, strasznie daleko.
Tak miło się rozmawia. Takie leniwe popołudnie. Pewnie, moglibyśmy ponarzekać - ty i ja. Znalazłyby się powody. Ale czy to warto? Przecież zawsze może być gorzej. Dzieciaki rosną jak na drożdżach. Recesja też się ponoć kończy. Prezydent Obama tak powiedział, to chyba wie. Nawet pogoda dopisuje, co dziwne, w tym kraju, gdzie istnieją tylko dwie pory roku - wrzesień i jesień. Więc porozmawiajmy o wojnie.
Porozmawiajmy o dowódcach próbujących zaprowadzić porządek w chaosie, jakim jest wojna. Patrzących w oczy ludziom, których wysyłają na pewną śmierć. Odmawiających wsparcia jednemu odciętemu od głównych sił oddziałowi po to, żeby ratować pięć innych. Planujących skomplikowane manewry wojskowe z udziałem tysięcy żołnierzy, a wszystko to w czasach, kiedy jedyną łączność między oddziałami zapewniał spocony biegacz z rozkazami za pazuchą. Porozmawiajmy o dowódcach próbujących przewidzieć ruchy wojsk wroga. Wiedzących, że błędna decyzja oznacza śmierć Bóg jeden wie, jak wielu ludzi, a może nawet ostateczną klęskę. Starających się wziąć pod uwagę niezliczone zmienne, takie jak pogoda czy morale żołnierzy.
A i tak, czego by nie zrobili pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat później, domorośli stratedzy, których wybuch petardy noworocznej przyprawia o palpitację serca, różni historycy z Bożej łaski, skwitują ich wysiłki wzruszeniem ramion. Bo przecież można to było rozegrać lepiej. Prościej. Jednym ruchem przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść i to bez strat. A tak, klęska. Masakra, której można było uniknąć. Niepotrzebna ofiara z istnień ludzkich. Lekcja, z której należy wyciągnąć naukę. Rocznica, z którą nie wiadomo co zrobić. Tak będą mówić ci specjaliści od bicia piany, a potem rozejdą się do domów, tacy syci i umyci, przekonani o własnej wyższości, nieświadomi jaką przewagę daje im dystans pięćdziesięciu lat gromadzenia faktów. I żadnemu z nich nawet nie błyśnie myśl, że może postępuje niewłaściwie czy zgoła obrzydliwie, snując fantasmagorie, za które nie musi brać odpowiedzialności i z których nikt go w przyszłości rozliczać nie będzie.
Więc porozmawiajmy o powstaniu warszawskim. Ty i ja. Tak jak tu siedzimy, rozwaleni w fotelach. Robią to w radiu i telewizji, debatują o tym w gazetach. Możemy i my. Poświęćmy jedno popołudnie i wyjaśnijmy to sobie raz na zawsze. Słuszna czy niesłuszna była decyzja o jego rozpoczęciu? Można go było uniknąć czy nie? Więcej przyniosło szkody czy pożytku? Miało wpływ na dalszy przebieg wojny czy nie miało? Ilu zginęło Niemców, a ilu Polaków? Warto było poświęcić życie setek tysięcy mieszkańców Warszawy, o zniszczeniu samego miasta nie wspominając? Jest „symbolem bohaterstwa i ofiarności” czy może „fatalnie przygotowaną operacją bez żadnego znaczenia militarnego”?
Nawet, jeśli nie rozstrzygniemy wszystkich kwestii dzisiaj, zawsze możemy wrócić do tej rozmowy. Jeszcze będzie okazja. Za rok. Inni wrócą, to pewne.
 

Dariusz Zientalak

 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK