wasze sprawy

Koncert życzeń na milion emigrantów

Polish Express
Polish Express logo

Koncert życzeń na milion emigrantów

Powstał plan, w jaki sposób namówić Polaków do powrotu z emigracji. Mieszanka propagandy sukcesu i podejścia życzeniowego czeka na zatwierdzenie przez rząd.

Opublikowane pod koniec zeszłego miesiąca przez Gazetę Wyborczą sprawozdanie „grupy roboczej ds. reemigracji” (zespół ministra Michała Boniego) przeszło bez echa. Eksperci premiera Donalda Tuska przygotowali plan w formie tabeli, w której punkt po punkcie opisano co należy zrobić, by Polacy zdecydowali się na powrót do kraju. Kolejne elementy, które za chwilę wymienimy, podzielić można na dwie grupy. Pierwsza z nich zawiera zmiany, które z powodzeniem można by wpisać do programu wyborczego każdej partii politycznej. Druga grupa pomysłów to zestaw technik komunikacyjnych z hasłem przewodnim: „w Polsce jest wspaniale, uwierzcie!”, którym obecny rząd stara się podeprzeć swoje działania, a właściwie ich brak.

Będzie łatwiej i przyjemniej

Część sprawozdania dotycząca konkretnych ułatwień w podjęciu decyzji o powrocie zawiera zmiany w funkcjonowaniu urzędów i systemu edukacji oraz tzw. „pakiet dla fachowców”. Ten ostatni ma pomóc w prostym przeniesieniu zdobytych na Zachodzie kwalifikacji naukowych lub zawodowych. Jeżeli punkty z tabelki wejdą w życie, prostsze ma się również stać zakładanie działalności gospodarczej i przeniesienie firmy z zagranicy do kraju. W tej chwili, by założyć swoją działalność w Polsce, trzeba wybrać się do urzędu miejskiego po zezwolenie, następnie do urzędu statystycznego po numer REGON, a na końcu do urzędu skarbowego. Hasło „przeniesienie działalności”, póki co, jest w fiskusie nowością. W Urzędzie Skarbowym w Białymstoku dowiedzieliśmy się, że przeniesienie działalności polega w tej chwili po prostu na zamknięciu funkcjonującej działalności w UK i otwarciu nowej w Polsce. Jak w takim razie powinno wyglądać „przeniesienie”?

- To brzmi trochę, jak z bajki. Przeniesienie, żeby je w ten sposób nazwać, musiałoby wyglądać mniej więcej tak: dzwonię do swojego urzędu skarbowego w Polsce, podaję brytyjski numer podatkowy, zawiadamiam urząd o chęci przeniesienia firmy i odkładam słuchawkę. Następnie to urzędy obu krajów powinny ustalić między sobą szczegóły dotyczące mojej działalności - wyjaśnia Ewa Tychniuk, doradca finansowy. - Żeby tak się stało, trzeba by zmienić wszystkie procedury i upodobnić je do brytyjskich, bo jak na razie, są to zupełnie inne systemy - zaznacza specjalistka.

W przedstawionym przez GW projekcie czytamy również: „Nie może być tak, że urzędnicy będą interpretować przepisy na niekorzyść interesantów i uniemożliwią im załatwienie najprostszej sprawy”. Dlaczego w Wielkiej Brytanii spotkanie z urzędnikiem nie pozostawia niesmaku przez resztę dnia? Bo wszystkim sterują dokładne procedury, a nie widzimisię konkretnej osoby.

- To nie jest ułatwienie dla ewentualnych reemigrantów, ale dla wszystkich Polaków! Urzędnicy w ogóle nie powinni niczego interpretować, bo to nie jest ich rolą. Interpretować przepisy mogą sądy lub Trybunał Konstytucyjny, a nie urzędnik w okienku - dodaje Ewa Tychniuk.
Gazeta podaje również, że tabelka zawiera informację o tym kto i kiedy powinien kolejne elementy planu wdrożyć. Dziennik nie precyzuje jednak, jak wiele czasu, według autorów sprawozdania, zajmie zmiana mentalności urzędników.

Coś dla fachowców

W tej części sprawozdania chodzi o wspomniane wyżej przeniesienie kwalifikacji zdobytych za granicą. Czy to też w Polsce nie działa? Okazuje się, że pewne problemy istnieją. Pod tekstem „Tabelka dla reemigranta” w portalu gazeta.pl wypowiedział się na ten temat jeden z czytelników. Podpisując się jako „nie-poprawny” opisał swoją przygodę z nostryfikacją dyplomu (uznaniem go przez inną uczelnię) doktorskiego zdobytego na uniwersytecie w Australii. Kiedy czytelnikowi udało się w końcu spotkać osobiście z dziekanem Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, ten oznajmił, że postawi przed australijskim doktorem wszystkie możliwe przeszkody: powoła komisję weryfikacyjną, zażąda tłumaczenia pracy doktorskiej na język polski oraz będzie wymagać maksymalnych możliwych opłat za proces nostryfikacji. Dla profesora nie miało najwidoczniej znaczenia, że australijski Monash University klasyfikowany jest kilkadziesiąt pozycji wyżej niż Uniwersytet Warszawski, a zdobycie kolejnego pracownika naukowego prawdopodobnie podniosłoby tylko poziom polskiej uczelni.

W „pakiecie dla fachowców” znalazły się też następujące punkty: „na wyższych uczelniach powinno odbywać się więcej zajęć po angielsku” oraz „trzeba zmienić obraz Polski, nie może być dla nich (emigrantów - red.) krajem zaściankowym, w którym życie jest trudne i nudne”. Do „zmieniania obrazu” jeszcze powrócimy, natomiast z większej liczby zajęć po angielsku ucieszą się na pewno obecni, jak i przyszli studenci, nawet jeśli nie planują emigracji. Problem w tym, że jak pokazała reforma edukacji rozpoczęta w 1999 roku, najtrudniej wprowadzić jakiekolwiek zmiany właśnie na wyższych uczelniach, na których niewiele zmieniło się w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Przed polskim systemem edukacji stoi zresztą inne, równie trudne zadanie. W kolejnym punkcie sprawozdania czytamy mianowicie, że Ministerstwo Edukacji ma „wdrożyć system adaptacji dzieci wracających do kraju do naszego systemu edukacyjnego”. Jednak przedstawione przez Ewę Winnicką wyniki ostatniego cyklu tygodnika Polityka „I'm lepszy” pokazały, że polski system edukacji czeka jeszcze ogrom pracy nad zahamowaniem pogłębiającej się segregacji wśród dzieci wychowujących się w Polsce. Gdy dołożymy do nich potencjalne kilkadziesiąt tysięcy pociech emigrantów, MEN może mieć spory kłopot.

Poczatuj z ekspertem

Kilka miesięcy temu Londyn odwiedził minister spraw zagranicznych Radek Sikorski. Zapytany podczas konferencji prasowej, co obecny rząd zamierza zrobić, by Polacy zdecydowali się na powrót odpowiedział, że „przede wszystkim chcemy promować Polskę, jako kraj sukcesu”.
W rządowym opracowaniu promocja kraju zajmuje jedną z ważniejszych pozycji. Pierwsza część planowanych działań brzmi, jak realizacja krok po kroku planu szkolenia z komunikacji masowej. Emigranci mają więc mieć do dyspozycji: drukowany pomocnik, portal internetowy, call center, „czaty” z ekspertami, a nawet możliwość szukania pracy przez... Internet! Szczególnie ostatni punkt jest wyjątkowo kuriozalny, gdy największe polskie serwisy pomagające w znalezieniu wymarzonego zawodu od dawna notują miliony odsłon miesięcznie, a na Zachodzie Europy mało kto wyobraża sobie inny sposób szukania pracy. Ale lepiej późno niż wcale.

W atmosferze sukcesu

Druga część działań to już zupełnie typowe public relations, by nie powiedzieć propaganda. W sprawozdaniu znalazły się więc „działania informacyjno-promocyjne”, którymi zająć się mają najważniejsze ministerstwa w kraju (MSZ, MSWiA oraz Kancelaria Premiera). Miałaby zostać przeprowadzona kampania, w której pokazane zostaną osoby powracające, którym się w Polsce powiodło.

- Politycy wychodzą z założenia, że jest dobrze, tylko nikt o tym nie wie - uważa Małgorzata Skórska, specjalista w dziedzinie PR-u politycznego. - Tak jak jeszcze niedawno nie doceniano w polskiej polityce narzędzi komunikacyjnych, tak teraz następuje ich nadreprezentacja. Komunikacja i promocja są bardzo ważne, ale musi towarzyszyć im realne działanie, które następnie można podeprzeć PR-em. Inaczej to się nie sprawdza, tym bardziej, że ludzie stają się coraz mniej podatni na działania „reklamowe”. Ostatecznie i tak nie będą opierali swoich decyzji na żadnej kampanii, tylko na prostym rachunku ekonomicznym - wyjaśnia Skórska.
Wśród polityków nie trzeba szukać przedstawiciela opozycji, by usłyszeć krytykę linii objętej przez obecny rząd.

- Działanie nastawione na wizerunkowy sukces rozpoczął Aleksander Kwaśniewski. I go odniósł. Dziś sam przekaz jest ważniejszy niż wypowiadana treść. Polskie partie polityczne nie są już miejscem kreowania pomysłów i idei. Przyjęto za to model PR-owo skuteczny, bo łatwo w ten sposób zbić kapitał polityczny. Donald Tusk unika ciosów i twardych decyzji, podjął taktykę unikania problemu. Przedstawione w projekcie propozycje są, krótko mówiąc, żadne. Brakuje prawdziwego planu, w jaki sposób przenieść ten olbrzymi potencjał z zagranicy do Polski - podsumowuje Jan Rulewski, senator Platformy Obywatelskiej.

Kto i kiedy zrealizuje punkty z tabelki? Tego dowiemy się, kiedy sprawozdanie zostanie przyjęte przez rząd. O ile zostanie.

 

Błażej Zimnak

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK