wywiady i felietony

„Kocham Cię, Bzykanie moje”

Polish Express
Polish Express logo

„Kocham Cię, Bzykanie moje”

Ciekawe, że w dobieraniu się w pary, często nie różnimy się wiele od puzzli. Dlaczego? Ponieważ idąc ich wzorem, gdy Pan Klocek z „wypustką” znajdzie Pannę Klockową z pasującym „wcięciem”, oznacza to tyle samo co „Udana Para”.

Jakież to proste, hip-hip, hurra! Ale, ale – jakie hurra? Skąd zatem mamy zatrzęsienie rozpadających się po kilku miesiącach związków „na całe życie”? Ponieważ Walentynki tuż tuż, wziąłem się ostatnio za „Romeo i Julię”.

Wziąłem się, lecz wnet mnie powaliło, bo jakże niesprawiedliwy wobec kochających się ludzi jest już nie tylko ten świat, ale nawet języki świata – w tym nasza polska mowa! No bo tak: co znaczy słowo „kochać” chyba wszyscy wiemy. No, przynajmniej tak zakładam.

Co zaś znaczy „kochanka” też dobrze wiemy; o tym mówiłem szerzej tydzień temu. To samo mamy w angielskim: jest „love” czyli „miłość, kochać” i jest “lover”, czyli zwykły kochanek.

Skąd jednak wzięła się ta niesprawiedliwość? Czy osobę, którą kochamy, przedstawimy znajomym jako „kochankę”? Nie! Och, cóż to byłby za blamaż! Zapewne powiemy „partner”, “mąż/żona” lub zwyczajnie „chłopak/dziewczyna”.

Ale czy to właśnie osobę kochaną nie powinno się nazywać „kochanką”, a tą (za przeproszeniem) bzykaną – „bzykanką”? No ale jest jak jest, choć zapewne właśnie dlatego niektórym ludziom mylą się te pojęcia.

A jeszcze gorzej, gdy – myląc jedno z drugim – chlapnie się nam coś językiem na forum publiki. Weźmy np. takiego Simona Cowella, czyli frontową twarz „X Factor”. Natknąłem się ostatnio na gazetę sprzed niecałego roku: ze szpalty uśmiecha się wniebowzięty Simon, a nagłówek krzyczy: „Znalazłem miłość życia!”. W owym artykule jest mowa o tym jak nowa wybranka gwiazdora, niejaka panna Hussainy, „odmieniła jego życie”, jak to „pomogła mu spojrzeć na świat inaczej”.

Czytamy tam o „zadurzonym Simonie”, czytamy również wyznanie: „jestem egoistą, ale ona mnie zmiękczyła”, a czytamy nawet o – uwaga! – ożenku i założeniu rodziny! No, no, Simon – nie poznajemy kolegi!

Media co prawda wytykały chłopu rozejście się z poprzedniczką, za którą tak przepadała jego matka, więc chyba żeby nie wyjść na świnię, szczodry Simon „odstąpił” tamtej swoją (drugą) posesję w Kalifornii prawie na rok i pewnie za friko. Ale co było kilka miesięcy temu to przecież prehistoria. Dość, że ten sam Simon, pytany teraz co z jego związkiem i zaręczynami, odpowiada „trudno powiedzieć, ale ślubu chyba nie będzie”.

Tu się jednak zarzeka: „jesteśmy nadal ze sobą bardzo blisko”. A ja pytam: jak blisko, Simon – jak blisko? No i ta nieszczęsna posesja w Kalifornii… Okazało się, że ów domek zyskał niesławny przy-domek, a mianowicie „Cmentarz dla Ex”. Dlaczego? No przecież po rozstaniu, panna Hussainy musiała gdzieś zamieszkać…? Na szczęście Ty, przeciętnie zamożny Czytelniku, masz tego farta, że nie posiadasz drugiej posesji w Kalifornii i w przypadku mylenia bzykania z kochaniem sprawę możesz załatwić o wiele prościej, a już na pewno uczciwiej – tak, jak np. pewien internauta: „Żonaty szuka odskoczni.

Nie szukam miłości, bo kocham swoją żonę – szukam tylko seksu”. Cóż, powyższemu Panu z wypustką pozostaje tylko gratulować umiejętności trzymania czystego sumienia, zaś „kochanej kochance” tylko zazdrościć takiego bzykającego na boku Bzykantego.

Jacek Wąsowicz

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK