POLACY W UK

Karaluchy lubią się powtarzać (cz. 3)

Polish Express
Polish Express logo

Karaluchy lubią się powtarzać (cz. 3)

Kto mi zamyka łazienkę. Czy da się palić pod wodą? Kto hałasuje. Do psychiatry, czy do egzorcysty. Karaluchy lubią się powtarzać. Spełnione prognozy ciotki Zofii. Landlord wyrzuca Grzegorza. Landlord wyrzuca Francuza.

Poprzedni odcinek: Odzież można przewietrzyć (cz. 2)


Od tygodnia nie mogę się wykąpać w łazience mieszczącej się na moim piętrze, bo Francuz czyli Paul, ją zamyka. Muszę korzystać z tej na parterze. Niby żaden problem. Żaden? A to że muszę schodzić na dół, chociaż łazienka pod nosem? A to że jestem zapominalski? Kiedy już miałem wejść pod prysznic, stwierdziłem, że zapomniałem mydła, musiałem się ubrać, wyjść na drugie piętro zabrać mydło i wrócić. Stojąc już przed drzwiami łazienki, zauważyłem w kosmetyczce brak pasty do zębów – a na domiar złego w tym samym czasie do łazienki wszedł „Aktor”, zamknął drzwi i przystąpił do kąpieli. A kąpie się długo. Kiedy skończył, natychmiast zająłem jego miejsce. No tak – zawsze, jak się zdenerwuję, to „muszę”, a do tego jest potrzebny papier toaletowy. Zawsze jest, ale akurat dzisiaj nie było. Znów drugie piętro. Papier. Parter. Tym razem się udało. Dziś cztery kursy góra-dół. Dziękuję bardzo! Po dwóch dniach nie wytrzymałem i powiedziałem o tym landlordowi Omarowi. Ten zaczął od ściemniania, że jakaś rura się zepsuła, ale kiedy go przycisnąłem, wygadał się, że dał klucz Paulowi, bo ten się skarżył, że ja palę pod prysznicem. Trochę to trwało, zanim udało mi się przekonać Omara, że palenie pod prysznicem jest trudne, a nawet niemożliwe, a to z tej przyczyny, że strumień wody z prysznica niechybnie by papierosa zgasił. Można oczywiście palić papierosy pod prysznicem nie odkręcając wody, ale czy to ma sens, skoro obok mam pokój, w którym palić mogę do woli? Landlord przyznał mi rację i powiedział, że Paul jest głupi. Przez grzeczność nie zaprzeczyłem.

Z tym paleniem, to było tak. Omar wywiesił ogłoszenie, że ma pokój do wynajęcia. Przeczytałem i przyszedłem. - Można palić? – zapytałem. - Nie można – usłyszałem w odpowiedzi. - Do widzenia – odpowiedziałem grzecznie i odwróciłem się na pięcie. - Można, można – powiedział Omar, zaznaczając, że żartował. Nie lubię żartów na temat niepalenia. Tak czy owak następnego dnia łazienka nadal była zamknięta, więc znów udałem się na skargę. Omar stwierdził, że Francuz go unika. Postanowiłem, że zaczaję się na Paula. Wracał z pracy nocą, przeważnie między pierwszą a drugą. Zmęczony czekaniem przysnąłem ale obudził mnie jakiś łomot, to Paul wchodził po schodach. Po chwili dał się słyszeć szczęk zamków, otwieranie, zamykanie, otwieranie, zamykanie, po czym Paul zaczął przesuwać meble. Następnie wyszedł z pokoju, trzasnął drzwiami, otworzył łazienkę, wszedł i natychmiast wyszedł, wtedy go dopadłem.
- Co ty wyprawiasz? – wrzasnąłem.
- Ja? Nic. Czego chcesz?
- Tłuczesz się, meble przestawiasz!
- Ale ja nie mam żadnych mebli. Zobacz.

 

Otworzył drzwi swojego pokoju na oścież. Mówił prawdę, był tam jedynie materac przykryty błękitną narzutą, dwa tekturowe pudełka i wisząca płócienna szafa zamykana na zamek błyskawiczny. Nie było tam żadnych przedmiotów, którymi mógł powodować hałas. Kiedy zacząłem się zastanawiać nad niezwłoczną wizytą u psychiatry ze względu na głosy w głowie, Paul zapytał.
- A czy mógłbym zajrzeć do twojego pokoju?
Wszedł.
- No tak, szafa, szafka, stolik z telewizorem, regał, fotel. Może to ty przestawiasz meble? Dobranoc.
Teraz byłem już pewien, że muszę się skontaktować z lekarzem lub farmaceutą. Nie spałem do rana, bo Paul słuchał radia. Radia? Zaraz, zaraz, przecież Paul nie ma żadnego radia!

Wieczorem w kuchni, jak zwykle siedział Kamil z Grzegorzem. Pierwszy kładł pasjansa na podartej ceracie, a drugi obserwował karaluchy, które bezczelnie spacerowały po marmurowych blatach szafek. - Powtarzają się – stwierdził nagle Grzegorz.
- Powtarzają? – zdziwiłem się. - Czyżbyś znał ich język?
- Chodzi mi o to, że to są te same, co wczoraj – wyjaśnił niezbyt rzeczowo.
Osłupiałem. Ciekawe jak je rozpoznał?
- Tym większym robiliśmy białym markerem krzyżyki na grzbietach – włączył się do rozmowy Kamil.
Podszedłem bliżej, każdy większy owad miał na odwłoku srebrzyście połyskujący krzyżyk. Karaluchy nie miały najmniejszego zamiaru uciekać. Odniosłem wrażenie, że dumne były z tych ozdób na plecach i dlatego chodziły tak wolno, żeby się wszystkim pokazać.
- Żal zabijać, bo są nasze – powiedział Kamil. - Może dzięki nim nie ma więcej robactwa, bo nie dopuszczają obcych.
Grzegorz podwinął rękaw i kazał się przyjrzeć swojemu przedramieniu, widniały na nim duże czerwone plamy, a w centrum każdej z nich znajdował się mały, czerwony punkcik, jakby po ukłuciu.

 

- Dalej myślisz, że nie ma robactwa, to ja ci mówię, że jest.
Zdjął koszulę. Plamy z ukłuciami były na całym ciele. Najpierw myślał, że to prusaki, ale doświadczony w tych sprawach kolega powiedział mu, że to pluskwy.
- Poszedłem do Omara, pokazuję mu rękę i mówię, że robactwo, a on mówi, że to ślady po igle, że niby dragami się szprycuję. Wkurzyłem się. Dzwoniłem do councilu, do enviromentu, powiedzieli, że to załatwią – 50 funtów od pomieszczenia.
- Omar nie pójdzie na to, musiałby zabulić z półtora tysiąca – stwierdził Kamil
Kiedy na drugi dzień Grzegorz znów udał się do Omara na skargę, usłyszał, że ma dwa tygodnie na opuszczenie mieszkania.
Kiedy wróciłem z zakupów i wkładałem produkty do lodówki, do kuchni wszedł Grzegorz.
- Omar mówił, że ty jesteś prawdziwy dżentelmen.
- Ja? – zapytałem zdziwiony.
- No. Powiedział: „wam to się zawsze coś nie podoba, a Janusz się nigdy na nic nie skarży, to prawdziwy dżentelmen.”

Czyżby się spełniły wreszcie prognozy ciotki Zofii? Kiedy byłem dzieckiem, podczas przywitania ucałowałem dłoń cioci Zosi.
- Z Januszka to wyrośnie prawdziwy dżentelmen.
Ale dla Grzegorza, nie byłem żadnym dżentelmenem tylko cykorem.
- Pękasz przed Omarem, dlatego mu się nie postawisz – podsumował mnie Grzegorz. To jest właśnie polska solidarność, a rozmawialiśmy wcześniej, że powinniśmy się trzymać razem.
Wyjaśniłem Grzegorzowi, że u mnie nie ma żadnych pluskiew, ani karaluchów, więc nie będę czynił mu niezasłużonych awantur.
- Ale pościemniaj mu, że u ciebie też są robale.
Omar stał w swoim sklepie za ladą i coś liczył na kalkulatorze.

- Dlaczego wyrzucasz Grzegorza?
Omar wyjaśnił, że nie wyrzuca, lecz jedynie złożył mu wypowiedzenie, bo na ten pokój ma chętnego, który chce zapłacić 10 funtów więcej.
- Znasz go? – zapytałem.
- Nie.
- A Grzegorza znasz?
- Znam.
- Grzegorz jest pewny, ma stałą pracę, płaci regularnie. Zostaw go.
- Ale on chce sprowadzić enviroment na mnie.
- Skąd wiesz, że ten nowy tego nie zrobi.
- Ja myślę, że ty masz rację.
Kiedy wróciłem do domu, Grzegorz smażył pieczarki. Powiedziałem mu, że zostaje.
- Wiem, bo był tu przed chwilą brat landlorda i mówił, że ja zostaję, ale Francuz wylatuje, bo ci łazienkę zamyka.

Janusz Młynarski
[email protected]

Następny odcinek: Demon "międzyścienny" (cz.4)


Wszystkie zdarzenia i osoby przedstawione w opowiadaniu, są fikcyjne, a zbieżność z osobami i zdarzeniami rzeczywistymi jest lub może być w pełni przypadkowa

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK