POLACY W UK

Kabaret starszych panów

Polish Express
Polish Express logo

Kabaret starszych panów

Widowisko jakie zaserwowano nam w gdańskiej Ergo Arenie śmiało można określić powyższym tytułem zapożyczonym z legendarnego programu telewizji polskiej. Na próżno jednak doszukiwać się bliższych konotacji do wysublimowanego, skrzącego inteligentnym dowcipem kabaretu autorstwa Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory.

Między linami ringu w Gdańsku też było zabawnie, tyle że raczej nie o taki gatunek rozrywki wszystkim chodziło. Co do intelektu, to… szkoda gadać. Krótko mówiąc – kibice, którzy zasilili konto stacji pana Solorza dzięki sprytnemu systemowi pay-per-view znów dali zrobić z siebie frajerów.

Bo chyba tylko granatem oderwani od poczucia rzeczywistości mogli choć przez chwilę przypuszczać, że dwóch podtatusiałych bokserów może być w stanie pokazać nam coś, co przypominałoby prawdziwy boks.

Gołotofilia

Doprawdy trudno mi zrozumieć histerię, jaka towarzyszyła tej walce. Towar podrzędnej jakości został wpakowany w eleganckie opakowanie. Media elektroniczne i papierowe wiele, zbyt wiele miejsca poświęcały głównym bohaterom „Polsat Boxing Night” (ciekawe dlaczego organizatorom rzuciło się na angielszczyznę, czyżby Polacy to jednak gęsi?).

Solarzowi PR-owcy odwalili kawał solidnej roboty. Takiej promocji nie powstydziliby się animatorzy poważnego boksu. Serwowano nam osobliwe określenia i jaskrawo złote myśli. „Kochany Andrzej” – tak pieszczotliwie o Gołocie wyrażał się szef sportu w Polsacie Marian Kmita.

„Ludzie kochają go bezwarunkowo i pewnie dalej będą kochać miłością w żaden sposób nie związaną z jego przypadkami w ringu” – ta wypowiedź pana Kmity o Gołocie spowodowała, że cokolwiek zaniepokojony skierowałem wzrok na pierwszą kolumnę czytanej gazety. To mnie uspokoiło. W rękach trzymałem egzemplarz „Przeglądu Sportowego”, a nie, jak przez chwilę, odniosłem wrażenie jakiegoś „Przeglądu Gejowskiego”. Czy mamy do czynienia z jakąś nową formą dewiacji?

Zresztą „Kochany Andrzej” ma przecież ślubną. Oj, ma. Pani Mariola na okoliczność tego wydarzenia awansowała do pierwszej ligi medialnych pieszczoszek. Nie stroniła od telewizyjnych kamer, czy dziennikarskich dyktafonów. Widać doszła do wniosku, że pozostawanie w cieniu małżonka o sporych gabarytach ma fatalny wpływ na jej opaleniznę.

Zadęcie, wzdęcie… pierdnięcie

Co do samej walki, to trudno będzie po latach wyciągnąć coś z osobistego, ponadczasowego archiwum zwanego potocznie pamięcią. No, może poza ochraniaczem na zęby wypluwanym notorycznie przez „Kochanego Andrzeja”. W czwartej rundzie skończyła się cierpliwość sędziego ringowego i musiał go za ten proceder skarcić w formie upomnienia.

To chyba prawda, że z upływem lat ludzie dziecinnieją i Gołocie ochraniacz pomylił się ze smoczkiem. W każdym razie gdyby najcięższemu z ciężkich przyszło jeszcze do głowy wejść na ring, to zalecam płyn mocujący Corega. Skoro radzi sobie z protezami… Walka sędziwych pięściarzy może potrwałaby jeszcze dłużej, ale widać było, że kondycji nie stało – zwłaszcza Gołocie.

Poważny błąd organizatorów gali. W narożnikach winny mieć ostry dyżur pielęgniarki wyposażone w butle tlenowe. To także bezpłatna porada dla ludzi, którzy jeszcze będą próbowali ogłupiać Gołotę wpychając go na ring. Ponadto przestroga dla jego potencjalnych rywali, którzy mogą wystawić się na oskarżenie o próbę zabójstwa z premedytacją. Były też i zabawne akcenty.

Rozbawił mnie pas wręczony Przemysławowi Salecie z bijącą po oczach adnotacją „champion” (znów ten język Szekspira!). Ten mistrzowski pas ma identycznie taką samą wartość jak paszport, paszport Polsatu rzecz jasna.

Najtrafniej całe wydarzenie spuentowała jedna ze stacji telewizyjnych. Relację z walki okrasiła dającym wiele do myślenia fragmentem przeboju legendarnego Perfectu. „Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść” – dochodziło ze strun głosowych Grzegorza Markowskiego.

Problem w tym, że Gołocie wiedza ta pozostaje obca, bo trudno podejrzewać go o odmianę masochizmu, polegającą na zaspokajaniu się poprzez obrywanie łomotu między linami ringu. W dniu gdańskiej gali licznik odmierzył 1864 dni, jakie minęły od ostatniej zwycięskiej walki Andrzeja Gołoty. Prawda, że to szmat czasu…

Lisek chytrusek dobija

Niesmak budzi postępowanie telewizyjnej gwiazdy vel domorosłego psychiatry – Tomasza Lisa. To on publicznie z telewidzami podzielił się diagnozą, według której oglądający telewizję są głupsi niż mogłoby się wydawać. Poważnie. Zajrzyjcie do Internetu.

Zachodzi uzasadnione podejrzenie, iż Lis uważał, że mimo wszystko Saleta spartolił robotę i zapragnął nanieść poprawki, dobijając Gołotę, który ledwo zwlókł się z ringu w Ergo Arenie, a już nazajutrz chyżo pomknął do studia na Woronicza. Ze swoją połowicą rzecz jasna. Charakteryzatorki wyczerpały chyba całoroczny przydział pudru, by skutecznie zamaskować efekty spotkania z Saletą.

Przykro, że dzięki telewizyjnemu oprawcy pozostanie w naszej świadomości żenujący widok pokonanego boksera, który bełkotał coś pod nosem, zacinał się i nie potrafił sprawnie wyartykułować swoich myśli. Oglądalność może i Lis sobie poprawił, ale szacunek do niego poleciał na pysk.

Jedynie dzięki pani Marioli Gołocie dowiedzieliśmy się, że Gołota-tatuś lubił sobie podczas opieki nad potomkiem wyskoczyć na piwko do pubu, w którym pociechę zostawiał pod opieką barmanki.

To całe rozdęte przez media wydarzenie dostarczyło nam kolejnego przykładu, jak łatwo runąć na ziemię z piedestału, jak mały dystans dzieli wielkość i śmieszność. Reasumując – gdyby w przyszłości jeszcze raz ktoś zachęcał mnie do oglądania Gołoty snującego się po ringu, z całą stanowczością odeślę go do wszystkich diabłów!   
 
 

Jerzy Kraśnicki

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK