ROZRYWKA

Jeszcze raz to samo (cz. 58)

Polish Express
Polish Express logo

Jeszcze raz to samo (cz. 58)

Jeszcze raz to samo. Dobrze , że nie po czesku. Mike i herbata prosto z Wisły. Jaka tam ze mnie kobieta. W tym kraju nie da się żyć. Chytry plan. Po czym poznać, że jest zima?

Poprzedni odcinek: 79 niewidzialnych lokatorów (cz. 57) >>

„Tylko winny się tłumaczy”, jest takie porzekadło. Nie czuję się winny, ale to i owo chciałbym jeszcze wytłumaczyć, ponieważ otrzymałem list od – wiernej – jak sama podkreśliła - Czytelniczki z Polski, której mąż jest czarnym afrykaninem. Autorka listu ma mi za złe, że ludzi o czarnym kolorze skóry nazywam Murzynami, że sobie z nich kpię.

Tak się składa, że kpię nie tylko z ludzi o innym niż biały, kolorze skóry, lecz również z białych i – przy okazji – z siebie. Podobno wszyscy ludzie są sobie równi, bez względu na barwę powłoki doczesnej. Nie rozumiem więc dlaczego miałbym więc sobie urządzać kpiny z białych, a żółtych, czarnych, czerwonych oszczędzać – zaprzeczyłbym tym samym wyznawanej przeze mnie zasadzie, że wszyscy są sobie równi bez względu na to skąd pochodzą i w kogo, lub co wierzą, czy jedzą wiewiórki, wieprze, czy też konsumują siebie nawzajem.

Nie ukrywam jednak, ze drażni mnie kiedy ktoś, dlatego, że jest czarny lub brązowy domaga się specjalnego traktowania z tego powodu. Prawo traktuje go łagodniej, nie można go ochrzanić, bo to podpada pod zachowanie rasistowskie itp. W języku polskim słowo „Murzyn” nie jest ma pejoratywnej konotacji, określa po prostu osobę o czarnej skórze, a jaka jest etymologia tego słowa, nie mam pojęcia. Podobno pochodzi od słowa Maur, ale tak, czy owak, używane jest w Polsce od XIV wieku.

I tak dobrze, że nie piszę po czesku, bo tam na Murzyna mówi się „Ćernoh” (czyt.: czernoch), mimo to, też nie jest to słowo obraźliwe. Piszę o tym wszystkim nie tylko z powodu listu Pani Czytelniczki, lecz również z tego powodu, że podczas ostatniego weekendu 100 procent odwiedzających skromne progi mojego pokoju, to byli Murzyni. Jeden z nich nazywa mnie bratem, a moją córkę siostrą, a drugi, czyli Victoria, w ogóle mnie nie nazywa, ale odwiedza.

Z powodu wrodzonej skromności, nie wspomnę już, że wszyscy czarni z Acton, których znam, zawsze mówią o mnie, do innych „ya’ men”. Pomimo drobnych konfliktów Omar i jego bracia, również nazywają mnie swoim bratem, co zapewne wynika z tego, że traktuję ich poważnie, że wiem coś na temat kraju, z którego pochodzą, jego kultury i religi, którą wyznają. Zresztą najpierw widzę człowieka, a dopiero na smym końcu jego kolor jeśli już.

Murzyn Mike, jazzman, który ostatnio żyje z wbijania studentom IT tajników Microsoftu zadzwonił do mnie, z pytaniem, czy może zajrzeć na chwilę. Nie miałem nic przeciwko temu, ale wieczorem wybierałem się na wernisaż i zaproponowałem niedzielę.
- To szkoda – westchnął – Bo akurat jestem pod twoim domem.

To oczywiście zmieniało postać rzeczy. Mimo przysadzistej sylwetki chyżo przemieścił się na górę, a ja pomimo, że młodszy i wiotki, dotarłem po dłuższej chwili. Bardzo mu się spodobał mój nowy pokój, zwłaszcza, że nie widział poprzedniego.
- Przyniosłem ci tę herbatę.
Jaką herbatę, co on mówi? Herbaty, kawy i papierosów nigdy w moim domu zabraknąć nie może! Ale Mike przypomniał mi naszą rozmowę sprzed niespełna dwóch miesięcy, zaraz po moim powrocie z krótkiego pobytu w Polsce. Spotkaliśmy się na papierosie, bo pracujemy w tym samym budynku. Wspomniałem mu o tym pobycie i o tym, co się tam wydarzyło.

A wydarzyło się to, co następuje. Moja mama zaniepokojona, tym, że wypijam kilka wiader wody mineralnej dziennie, i że pewnej nocy zjadłem tyle miodu spadziowego (nie – spadziowy pewnie też bym wchłonął), który dorosłemu misiowi wystarczyłby aż do zapdnięcia w sen zimowy, powiadomiła o tym brata, a ten natychmiast zawiózł mnie na jakieś badania.

Wyszło z nich, że poziom cukru w mojej osobistej krwi wynosi 550. Nie wiem 550 czego, ale norma jest pomiędzy 90 a 100 (też nie wiem czego). Dla mnie to nie nowina, bo dwa lata temu miałem ponad 600 i koleżanka, która mi zrobiła pomiar swoim aparacikiem zwątpiła. Dziwiła się, że nie zapadłem w śpiączkę. To prawda, że nie czułem się wtedy za świetnie, że nie wspomnę o utracie 25 kg w ciągu niespełna miesiąca.

No, ale zrezygnowałem z cukru i słodyczy i wszystko wróćiło do normy. Żeby już nie przedłużać tego „backgroundu” powiem tylko tyle, że chciano mnie zatrzymać w szpitalu, ale na szczęście „cukier spadł” i mogłem wrócić do „NAD” i znów stosuję dietę. O tym wszystkim opowiedziałem wówczas Mike’owi, a on przypomniał sobie, że jego babcia miała jakieś diabetyczne przygody, ale po dwóch tygodniach wyleczyła je na zawsze jakaś hinduska herbatka.

Tak się składa, że nie wierzę nie tylko w hinduskie herbatki, ale również w „Złe” lub „Dobre Mzimu”, w kundhalini, yogę, hatha - yogę, i nie hatha, homeopatię, różdżki, wahdełka, Milaldę, Nostradamusa, św. Graala i Wielkiego Manitou. Mike powiedział, że on również, ale herbata okazała się skuteczna. Nie chcąc robić mu przykrości przyjąłem ją i nawet „zabsorbowałem” pół kubka – miała smak wody z Wisły przed likwidacją huty „Skawina”.

Nie będę jej pił, bo na razie cukier jest w normie. Mike odrzekł, że można ją pić profilaktycznie. Zobaczymy, może np. Zmieszam ja z whisky i wtedy będzie do przełknięcia?
Drażni, go to samo co mnie, ale twierdzi, że nie dotyczy to tych, którzy się tu urodzili. Maybe. Był pełen podziwu dla mnie, że naprawiłem swój keyboard. No tak, bo on by nie naprawiał, wyrzuciłby po prostu i kupił nowy.

Namawiał mnie, żebym ćwiczył, bo chce ze mna zagrać w „6&6 Club”. Odprowadziłem go do samochodu i poszedłem po papierosy. Omara nie było, lecz Assif, jego brat. Trząsł się z zimna.
- W tym kraju nie da się żyć – powiedział płaczliwym tonem.

Wracając do domu, usłyszałem, że coś dzwoni w mojej kieszeni. Po dłuższym zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że jest to telefon. Miałem rację. Dzwoniła Victoria. Czy może wpaść? Do mnie oczywiście. Przyszła po dwóch godzinach. Dałem jej wszystkie przesyłki, które przyszły do niej i skoczyłem po wino, a dokładniej wina.

Trochę się przeraziłem, bo na najbardziej dolnych półkach stały butelki w cenie od 12 funtow wzwyż, a za te kwotę można kupić cztery równie dobre, przynajmniej zdaniem takiego profana jak ja. Właściel, Rajiv, młody sympatyczny Hindus widać zobaczył owo przerażenie na mojej twarzy, bo szybko podbiegł do mnie i wskazał na wyższa półkę.

- Kup sobie więcej, bo promocja się kończy i będzie po siedem funtów.
- Aż tak spragniony nie jestem – odpowiedziałem i wziąłem trzy butelki kalifornijskiego. Podobno wytrawne czerwone wino obniża poziom cukru, no nic, jak mi za bardzo obniży, to je dosłodzę.
Victoria była zaskoczona, że w jej dawnym pokoju wygospodarowałem tak dużo miejsca, pomimo tego, że do jej gratów dołożyłem jeszcze swoje. Powiedziała też coś, nad czym się jeszcze długo zastanawiałem, a mianowicie, to, że mój pokój wygląda tak, jakby w nim... mieszkała kobieta.

Nie wiedziałem co na takie dictum odpowiedzieć, ale skojarzyłem sobie, że nie pierwszy raz coś takiego usłyszałem. W moim domu w Polsce bardzo często słyszałem takie opinie od koleżanek, którym zdarzało się gościć w moim domu. Po tym co usłyszałem od Victorii zacząłem się zastanawiać co tu jest nie tak. Rozejrzałem się po pokoju, czy na oparciu krzesła nie wisi jakiś biustonosz, czy na komodzie pod lustrem, nie ma jakichś przedmiotów w postaci pomadek, fluidów, pudełek ze sztucznymi rzęsami, czy w szufladach nie ma korali, naszyjników, czy w szafce na buty nie ma szpilek, albo przynajmniej czółenek, w szafie szukienek, a na łóżku peniuaru.

Ale nie, nic z tych rzeczy. Uznałem, że najlepie spytać o to autorkę tej opinii. Zbyt wiele się jednak nie dowiedziałem odpwiedź Victorii była bardzo lakoniczna.
- Nie wiem dlaczego, ale mam takie odczucie.
Ach te kobiety, więcej czują niż wiedzą!
Mój chytry plan polegający na zatrzymaniu Victorii na dłużej powiódł się – oszołomiona bukietem wyrobu kalifornijskich winiarzy zapytała, czy może przenocować u mnie? Chyba nikt nie sądzi, że odmówiłem. No i jaki ze mnie rasista?
Nazajutrz odprowadziłem ją na stację, choć nie cierpię odprowadzania (m.in. dlatego wybrałem status singla) i poszedłem do parku.

O dziwo było tam całkiem sporo ludzi i zdałem sobie wreszcie sprawę z tego, że na Wyspy zawitała juz prawdziwa zima i to bynajmniej nie z tego pwodu, że w gdzieś w północnej Angli spadł śnieg. Nie. To, że jest już zima ropoznaję tu zawsze po ubraniu Angielek i Anglików. Kiedy nadchodzi ta pora roku, zdejmują ciepłe kurtki, płaszcze i zakładają podkoszulki na ramiączkach, do tego szaliki, rękawiczki i „japonki”, albo sandały – im zimniej, tym lżej ubrani.

Latem natomiast, przy pochmurnej pogodzie, ale przy temperaturze np. 20 stopni, widywałem panie w zimowych butach i zimowej odzieży wierzchniej. Możliwe, że przez tę izlolację od reszty światy „homo anglicus” posiada receptory, które inaczej odbierają bodźce zewnętrzne. Aha, co jeszcze, wpadłem na to skąd się bierze kobiecy charakter moich „sadyb”.
Janusz Młynarski

Następny odcinek juz za tydzień


Wszystkie zdarzenia i osoby przedstawione w opowiadaniu, są fikcyjne, a zbieżność z osobami i zdarzeniami rzeczywistymi jest lub może być w pełni przypadkowa

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected].uk

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Pożycz 200 funtów (cz. 38)

Pożycz 200 funtów (cz. 38)

Fascynacja stygnie. O czym tu rozmawiać. Skargi Vioricy. Nie dotykaj mojej siostry. Film w mojej głowie. Wróżba dla Luciny. Tajemnicze zniknięcie Vioricy. Pożycz 200 funtów.

Kolejna wyprowadzka Victorii (cz. 47)

Kolejna wyprowadzka Victorii (cz. 47)

Co się stało rankiem. Zła osobowość mojej sąsiadki. Rozmowy religijne. Jak keyboard się wygiął. Mój przyjaciel Bill.

"Co kryje węgierski worek" (cz. 90)

"Co kryje węgierski worek" (cz. 90)

Arabskie CV. Jaka tam z ciebie projektantka. Nepalskie duchy piją piwo. Babcia D’Artagnan.

Acton, handlowa pustynia (cz. 54)

Acton, handlowa pustynia (cz. 54)

Acton, handlowa pustynia. Dżamarija z szara barą i arą. Tajemnica papierowej torby. Uratowany przez Murzyna. Przepraszanie sieci. Viorica czatuje. Bitwa o broadband.

To nie ja strzelałem (cz. 71)

To nie ja strzelałem (cz. 71)

Zmasowany atak policji ma mój dom. Kemal wie więcej niż Scotland Yard. Stróż prawa i Hendrix. W Anglii kawa powinna być przezroczysta.

"Tajemnicze piski" (cz. 81)

"Tajemnicze piski" (cz. 81)

To nie rury. Psy pod podłogą? Kastrowanie w toalecie. Szczurzyca po cesarskim cięciu. Jak Roman kijem zrobił befsztyk. Co ma broda do podsłuchu? Masakra ze szpagatem. Węgrzy nie dają spokoju nie tylko...

"Jak obrazić szczura" (cz. 79)

"Jak obrazić szczura" (cz. 79)

Rondel na głowie, nitka na biodrach. Węgierska zagadka. Noc z prostytutką Sandy.

Odcinek bardzo smutny

Odcinek bardzo smutny

Sobota, 9 rano, budzę się, przecieram w oczy, w telewizorze, który zapomniałem wyłączyć, jacyś harcerze, jakieś wieńce, za chwilę dymiący wrak samolotu. W pierwszej chwili myślałem, że to transmisja uroczystości...

"Wojna arabsko - węgierska" (cz. 96)

"Wojna arabsko - węgierska" (cz. 96)

Kto nie ryzykuje, ten nie zarabia. Kemal połyka polskiego bakcyla. Piżama i bataty. Węgierka lubi się odbijać (od ścian i podłogi).

Niegroźny, poczciwy impotent

Niegroźny, poczciwy impotent

Simon - moja „czarna kolega”. Wesoła gazeta z moją „pikczer”. Kim jest Beata i co wyczytała. Gdybym był bardziej romantyczny. Jak rozebrać sąsiadkę. Niegroźny, poczciwy impotent....


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK