STYL ŻYCIA

Jesteśmy potęgą i basta?

Polish Express
Polish Express logo

Jesteśmy potęgą i basta?

Mamy za sobą rozstrzygniecie 79. edycji najstarszego i najbardziej prestiżowego ze wszystkich polskich plebiscytów o sportowym charakterze. Czytelnicy jedynego już niestety w naszym kraju sportowego dziennika, jakim jest „Przegląd Sportowy”, dokonali kolejnego wyboru najlepszych - tym razem w sezonie anno 2013.

Jak co roku głosowanie kończy wielka gala, blichtr, kamery, flesze fotograficzne, chmara VIP-ów, pląsy na parkiecie. Wszystko super, ale jak to zazwyczaj bywa w tej bece miodu nie można obyć się bez przysłowiowego dziegciu.

Wielką wygraną już po raz piąty z rzędu okazała się Justyna Kowalczyk. Tym sposobem ustanowiła rekord, który będzie niezwykle trudno wyrównać, a co już tam przelicytować.

Wcześniej po cztery triumfy w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” miała na koncie czwórka herosów sportowych aren: lekkoatletka czasów sprzed drugiej wojny światowej Stanisława Walasiewiczówna, jej koleżanka po fachu, z tym że odnosząca sukcesy w dekadzie lat 60. i 70. minionego stulecia Irena Szewińska, skaczący przy użyciu nart Adam Małysz i  właśnie biegająca na diametralnie odmiennych „deskach” Justyna Kowalczyk.

Z tego jakże szacownego grona narciarka z Kasiny jako jedyna ma realne szanse na dalsze śrubowanie i tak imponującego już wyniku. Jak wiadomo niebawem czekają nas emocje na sportowych arenach igrzysk w Soczi.

Justyna przez fachowców plasowana jest w gronie mocnych kandydatek do medali i to nawet z najcenniejszego kruszcu. A jak przystało na sezon olimpijski, może zapewnić triumf w plebiscycie numer sześć.

Zimą temperatury rosną!

Analizując listę zwycięzców plebiscytu „Przeglądu Sportowego” w XXI stuleciu można dojść do jakże mylnego wniosku, że Polska jest niekwestionowaną potęgą w sportach zimowych.

Bo jak można interpretować fakt, że na afiszu trzynastu edycji (2001 – 2013) w aż dziewięciu bezkonkurencyjni okazywali się przedstawiciele sportów przykuwających uwagę kibiców w zimowych miesiącach?

Najpierw „dzielił i rządził” Adam Małysz (w latach 2001, 2002, 2003 i 2007). Super, tyle tylko, że był on kompletnie osamotniony w gronie najlepszych skoczków globu.

Dopiero teraz coraz dalej zaczynają dalej szybować jego następcy, ale trudno jeszcze mówić o polskiej szkole skoków, co dobitnie pokazały wyniki ostatniego turnieju Czterech Skoczni.

Nawet Kamil Stoch startujący w żółtym plastronie lidera klasyfikacji Pucharu Świata za wiele nie osiągnął w konfrontacji z zawodnikami rodem z Austrii, Niemiec, Szwajcarii. A biegi narciarskie? Przecież za Justyną Kowalczyk nie jest w stanie nadążyć żadna koleżanka z kadry.

Czyli mamy do czynienia jakby ze zjawiskiem znanym z „Małyszomanii” – Justyna i... długo, długo nic. Zatem jak widać nasza „mocarstwowa” pozycja w sportach uprawianych przy minusowych temperaturach opiera się na razie tak naprawdę na jednostkach.

I jeszcze jedna niezbyt budująca konstatacja. Nasza królowa nart bynajmniej nie jest gwiazdą numer jeden w swej specjalności w skali globalnej. O wiele bardziej utytułowana jest jej wielka rywalka Marit Bjoergen.

Drugi w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” Kamil Stoch też pod względem osiągnięć pozostaje w cieniu chociażby Gregora Schlierenzauera.

Sny o potędze…

Skąd zatem taka dominacja przedstawicieli sportów zimowych w naszym kraju? Wytłumaczenie jest o tyle proste, co smutne.

Po prostu nie mamy gwiazd w dyscyplinach cieszących się w świecie większym prestiżem i popularnością. Tenis? A widział ktoś ostatnio naszego reprezentanta w finale turnieju Wielkiego Szlema? Może sporty motorowe?

Owszem Robert Kubica wywalczył tytuł rajdowego Mistrza Świata, ale można rzec kategorii drugiej. Ba! W „złotej dziesiątce” znalazł się sztangista, który w minionym roku może poszczycić się wywalczeniem zaledwie brązowego medalu Mistrzostw Świata.

Czołowy piłkarz Bundesligi Robert Lewandowski w plebiscytowej hierarchii uplasował się na wysokiej, piątej, pozycji.

Tak eksponowane miejsce, to nic innego jak przejaw tęsknoty miłośników futbolu w naszym kraju za posiadaniem własnego asa światowej klasy. Sęk w tym, że „Lewy” kompletnie zawodzi grając w biało-czerwonych barwach.

Niestety, ale z roku na rok można zaobserwować – delikatnie to ujmując – coraz bardziej doskwierającą posuchę jeśli chodzi o gwiazdy sportu dających po oczach najjaśniejszym blaskiem.

Dlaczego można było wyszkolić w okolicach Tatr doskonałą biegaczkę i narciarskiego skoczka, a jakoś polskie korty, czy boiska nie są wylęgarnią talentów z prawdziwego zdarzenia?

Konia z rządem temu, kto zna odpowiedź na tak postawione pytanie. Zwykło się mawiać, że jak nie wiadomo o co chodzi, to w grę wchodzą pieniądze.

Fakt, w porównaniu z innymi krajami polski sport jest mocno niedofinansowany. Ale czy to jedyny powód? Słyszałem głosy, że swoje piętno potrafi też odcisnąć nasza nie należąca do łatwych polska mentalność.

Może zimą odnosimy większe sukcesy za sprawą mroźnej aury, dlatego że wtedy temperatury są bardziej odległe od tych panujących w piekle. Polskim piekle…

Jerzy Kraśnicki

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK