PRACA I PIENIĄDZE

Grunt to motywacja

Polish Express
Polish Express logo

Grunt to motywacja

Dwa i pół roku temu przyjechała do Londynu jako świeżo upieczona absolwentka krakowskiej Akademii Ekonomicznej. Z jedną walizką i laptopem miała rozkręcić interes firmy przewozowej na Wyspach. Bez biura, telefonu, ale pełna zapału i motywacji ruszyła do dzieła. Obecnie Sindbad Travel Ltd jest jedną z najlepiej rozwijających się polskich firm przewozowych w Wielkiej Brytanii. Rozmowa z Edytą Herok.

 

 
Dwa i pół roku temu przyjechała do Londynu jako świeżo upieczona absolwentka krakowskiej Akademii Ekonomicznej. Z jedną walizką i laptopem miała rozkręcić interes firmy przewozowej na Wyspach. Bez biura, telefonu, ale pełna zapału i motywacji ruszyła do dzieła. Obecnie Sindbad Travel Ltd jest jedną z najlepiej rozwijających się polskich firm przewozowych w Wielkiej Brytanii. Rozmowa z Edytą Herok.
 
Jak trafiła pani do Sindbada?
- Moja współpraca z Sindbadem rozpoczęła się kilka lat temu podczas studiów w Krakowie. Kształciłam się na Akademii Ekonomicznej, ale podróże i odkrywanie nowych miejsc zawsze było moją pasją. Dzięki współpracy z Sindbadem trzykrotnie udało mi się wyjechać do Grecji w charakterze rezydenta. Poza sezonem pracowałam jako pilot przewozów międzynarodowych, głównie do Niemiec. Firma Sindbad była także tematem mojej pracy magisterskiej
 
Jednym słowem znacie się z Sindbadem jak starzy przyjaciele?
- Można tak powiedzieć. Po ukończeniu studiów zostałam zaproszona na spotkanie do siedziby firmy w Opolu. Podczas rozmowy zapytano mnie o moje plany zawodowe. Gdy wyraziłam chęć pozostania w Sindbadzie, zaproponowano mi wyjazd do Londynu i rozwinięcie sprzedaży na Wyspach. Było to dwa i pół roku temu. Polacy masowo wyjeżdżali do Wielkiej Brytanii, więc otworzyła się szansa poszerzenia rynku o Wyspy.
 
Na czym dokładnie polegało pani zadanie?
- Głównie polegało ono na pozyskaniu brytyjskich agentów, zainteresowaniu ich naszą ofertą. Z początku nie było łatwo, bo choć Sindbad na polskim rynku istnieje już od 20 lat, tu był raczej firmą nieznaną. Musiałam więc cały interes rozkręcać, stworzyć sieć sprzedaży.
 
Zacznijmy więc od początku.
- Do Londynu przyjechałam z walizką i paszportem. Firma zaopatrzyła mnie w laptopa, jednak o resztę musiałam zatroszczyć się sama. Priorytetem było założenie biura, z którym mogliby się kontaktować agenci, piloci czy kierowcy współpracujący z Sindbadem. Ponieważ w tamtym czasie firma nie posiadała żadnego lokalu na Wyspach, za siedzibę posłużyło moje mieszkanie. Na szczęście z początkiem tego roku przenieśliśmy się do biurowca na Hammersmith, gdzie mieszczą się także inne polskie firmy. Właściwie można powiedzieć, że stworzyłam wszystko od podstaw.
 
Jak Sindbadowi teraz się wiedzie?
- Po ponad dwóch latach firma świetnie się rozwija. Sindbad stał się konkurencyjnym, rozpoznawalnym przewoźnikiem. Renoma i standardy wypracowane na innych europejskich rynkach, szczególnie niemieckim, są teraz przenoszone na rynek brytyjski. Znacznie zintensyfikowaliśmy reklamę, przez co trafiamy do większej liczby klientów. Coraz częściej są to także Brytyjczycy, których szczególnym zainteresowaniem cieszy się Wrocław. W naszej siedzibie oferujemy dodatkowo polską prasę oraz prowadzimy biuro rzeczy znalezionych. Jeśli ktoś pozostawił coś w autokarze, zawsze może się do nas zgłosić.
Samemu chyba trudno wszystkim kierować?
- Owszem, dlatego w firmie współpracuję z dwiema osobami. Obie zostały oddelegowane przez siedzibę w Opolu, gdzie przeszły rekrutację. Zawsze staramy się zatrudniać osoby, które są lub były wcześniej z nami związane, na przykład jako piloci wycieczek. Są to ludzie, którzy znają nieco firmę i zasady obsługi klienta.
 
Może pani trochę odpocząć?
- Z początku, kiedy jeszcze byłam sama, trudno było mówić o wolnym czasie. Praca wypełniała mi całe dnie. Byłam wiecznie zabiegana. Teraz dzięki moim pomocnikom mogę troszeczkę zwolnić tempo i zrobić coś dla siebie. Niedawno rozpoczęłam studia podyplomowe – MBA na kierunku finansowym.
 
Myśli pani czasami o powrocie?
- Raczej rzadko. Przyzwyczaiłam się do Londynu i tutejszego trybu życia. Kiedy przyjechałam na Wyspy, przygnębiał mnie brak przyjaciół, znajomych czy nawet brak możliwości studiowania. Z drugiej strony wiedziałam, że gdybym została w Polsce, też musiałabym zacząć wszystko od początku. Obecnie dużo się zmieniło. Praca również sprawia mi dużo satysfakcji. Cieszę się, gdy widzę, że wszystko wygląda i działa tak, jak to sobie wyobrażałam. To motywuje do dalszego działania. Chciałabym tylko mieć więcej czasu na podróżowanie czy zwyczajne wyjście z chłopakiem do kina.
 
Rodzice nie namawiają do powrotu?
- Od czasu studiów, kiedy wyprowadziłam się z domu do Krakowa, ciągle mnie nie było. Kursowałam pomiędzy domem, akademią i Grecją, a teraz Londynem. Rodzice chyba już przyzwyczaili się, że córki wiecznie nie ma (śmiech). Zawsze cieszą się, kiedy przyjeżdżam do Polski na urlop. Na nadchodzące święta też wybieram się z wizytą. Już kupiłam bilet. Ostatnie miejsce w jednym z naszych autokarów. 
 
Rozmawiała Agnieszka Jasińska
 
 
Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Redaktor serwisu

[email protected]

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Universal Credit

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK