POLACY W UK

Emigracja na Wyspy widziana z Polski

Polish Express
Polish Express logo

Emigracja na Wyspy widziana z Polski

„Zmywaki”, „nieudacznicy”, „sprzedawczyki”-takie określenia często można przeczytać na internetowych forach w Polsce. Odnoszą się one do ludzi, którzy wyjechali w poszukiwaniu lepszego życia na obcej ziemi. Autorzy obraźliwych sformułowań zapewne życie za granicą znają tylko z pobytu na kilkudniowych wycieczkach, bo gdyby przebywali dłużej poza Polską wiedzieliby, że czasem ciężko być emigrantem.

Latem, gdy nadchodzi sezon urlopowy, większość emigrantów pakuje walizki i wyjeżdża do starej ojczyzny. Takie wyjazdy nie są wcale tanie, bo przecież  Polak „z pustą ręką” do kraju nie pojedzie. Kupujemy więc  ogromne ilości  prezentów dla rodziny, lepsze  trunki  dla znajomych, bo  trzeba  pokazać klasę. Czasem jednak to rodzina z Polski odwiedza nas na Wyspach i wtedy ze zdziwieniem stwierdzają, że ta emigracja to wcale nie jest takie eldorado...

Fucking  Polish!

Paweł i Karolina studiują w Polsce.  W te wakacje postanowili skorzystać z zaproszenia ojca chłopaka do odwiedzenia Anglii. Darek ma to szczęście, że mieszka w tej części Anglii, gdzie morze, zabytki i piękne krajobrazy są  w zasięgu ręki, więc chciał jak najwięcej pokazać młodym. Właśnie na wycieczce w Durham spotkałem cała trojkę. - Anglia generalnie mi się podoba – opowiada chłopak, gdy siedzimy przy kawiarnianym stoliku.

- Jednak żyć bym tu nie chciał. Mimo że uczę się angielskiego na studiach, to trudno mi zrozumieć tych ludzi. To bardzo frustrujące, gdy wchodzisz do sklepu i nie ogarniasz co gość do ciebie mówi. Pracować jak tata też bym nie chciał, bo wychodzi o 6.00 rano przychodzi o 20.00, a w sobotę jeszcze idzie na nadgodziny. Ja po takim tygodniu byłbym zjechany jak koń po westernie. Wolę znaleźć pracę w Polsce.

- Nie wszyscy traktują tu Polaków miło – wtrąca Karolina. - Wczoraj mieliśmy nieprzyjemne zdarzenie, bo  podszedł  do nas lekko pijany starszy pan, poprosił o zapalniczkę, podaliśmy grzecznie, ale kiedy usłyszał, że rozmawiamy po polsku odwrócił się i splunął na ziemię, a potem powiedział „fucking Polish” . Mówi się, że Anglicy to taki tolerancyjny naród, a dla mnie to hipokryci, bo co innego mówią, a co innego robią – dodaje Karolina.

Tęsknota i angielskie paradoksy

Marek przyjechał odwiedzić mamę, która od 3 lat mieszka w Anglii. Chłopak, jak wielu młodych ludzi, chciał znaleźć pracę, by zarobić sobie w czasie wakacji. Wydawało się, że o pracę powinno być łatwo, bo przecież nasłuchał się od kolegów w kraju, że wystarczy pojechać, by znaleźć jakieś zajęcie. Niestety dwa tygodnie spędził na roznoszeniu CV po pubach i restauracjach, pytał w job center, wysyłał aplikacje i nic.

Gdy w końcu dostał odpowiedź z agencji, że zapraszają go na interview - był w siódmym niebie. - Niestety facet powiedział, że muszę dostarczyć NIN (National Insurance Number) - wspomina chłopak. - Ale gdy zacząłem starania o nadanie mi tego numeru, dowiedziałem się, że oprócz paszportu muszę również dostarczyć... list od pracodawcy. Zgłupiałem, bo nie dostanę pracy jak nie mam tego numeru, a numeru mi nie nadadzą jak nie mam listu od pracodawcy. Paranoja.

W Polsce mam przyjaciół, znajomych, można gdzieś wyjść, a tu człowiek nie ma  do kogo ust otworzyć. Teraz rozumiem mamę, kiedy mówi, mi że praca to dla niej wszystko. Ja po dwóch miesiącach tęsknię do kraju, a gdybym miał tu zostać dłużej, to nie wiem jak bym to wytrzymał. Kiedy mama na mnie krzyczała, że mam wyłączony telefon i nie może się do mnie dodzwonić lub kiedy nie chciało mi się z nią rozmawiać na Skype, myślałem, że się po prostu czepia. Teraz już wiem jakie to dla niej ważne.

Inne spojrzenie

Michał i Maciej też przyjechali do mamy w odwiedziny. Obaj mają rodziny i pracę w Polsce. - Anglia bardzo mi się podoba - zaczyna Michał. - Łatwiej się tu żyje, wiem, że mama ciężko tu pracuje, że warunki pracy nie są najlepsze, bo w fabryce żywności, w której pracuje ciągle jest niska temperatura, ale mimo to nie narzeka. Ja w Polsce pracuję jako kierownik, ale praca jako pracownik na produkcji nie stanowiłaby dla mnie żadnego problemu.

Najważniejsze, aby za pracę dostawać godziwe wynagrodzenie. Jeśli miałbym przyjechać  tu i pracować, to nie wyobrażam sobie, by rodzina została w Polsce. Maciej jest mniej rozmowny od brata, ale on też nie wyklucza, że w przyszłości może z całą rodziną zmienić kraj i zamieszkać w Anglii. Jeśli zdecydowałbym się na przyjazd do Anglii, to tylko z rodziną i na stałe. Żadnej pracy się nie boję i jak mam do wyboru, to wolę zarabiać w funtach niż w złotówkach, bo za pensje tu człowiek może sobie o wiele więcej kupić niż w Polsce.

Czy warto?

Dla wielu rodaków w kraju życie na emigracji jest proste, łatwe i przyjemne.  Gdy pomnoży się nawet najniższe wynagrodzenie przez kurs funta, to wynik w tysiącach złotych działa na wyobraźnię.

Każdy woli zarabiać 1500 funtów niż 1500 złotych, ale gdy do tej angielskiej pensji dodamy  samotność, tęsknotę, czasem dyskryminację w pracy czy chamskie odzywki na ulicy, to niejeden rodak zanim wyjedzie zada sobie pytanie czy warto. Niektórzy karmieni stereotypami o życiu na obczyźnie po przyjeździe i zderzeniu z rzeczywistością po kilku miesiącach pakują walizki i mówią: „to nie dla mnie”.

Cezary Niewadzisz
 

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK