POLACY W UK

Emeryckie życie jak w Madrycie

Polish Express
Polish Express logo

Emeryckie życie jak w Madrycie

Chodząc do podstawówki mijałem po drodze pewnego emeryta. Pan siedział na ławeczce przed swoim domem i oprócz patrzenia na wprost oraz obserwowania przechodniów nie robił właściwie nic – żadnej książki czy gazety (sudoku ani komórek jeszcze nie było). Czasami tylko przysiadł się jakiś gość, choć nieczęsto, bo ławeczka raczej jednoosobowa. I tak dzień w dzień.

W niepogodę ławeczka była pusta, za to pana widziało się w oknie tuż nad nią. Mijając go tak codziennie, myślałem sobie „O, ten to się w życiu naharował!”. Takich emerytów i emerytki widziałem w Polsce wielu. Wszyscy wpatrzeni w przestrzeń, jakby kontemplowanie było ich hobby. A potem przyjechałem na Wyspy – i szok!

Babcie i dziadkowie zachowują się zdecydowanie mało poważnie jak na swój poważny wiek: rozbijają się po lotniskach, kawiarniach i salach koncertowych, pomykają na jogę, balet, a nawet przyuczają się do nowoczesności, kształcąc się na kursach komputerowych. Łysinki oraz siwe włosy nagminnie błyskają zza kółek kierownicy, a ostatnio nawet wyparzyłem babcię na skuterze.

Ledwo bidulka stała, ale dziarsko dopadła swoich dwóch kółek, już nie mówiąc, że fryzura, paznokcie i makijaż były na miejscu. Brytyjskie życie na emeryturze nie jest samotne – jakże często widzimy councilowski autokarek jak podjeżdża i zbiera spore grupki seniorów, wioząc ich na jakąś lokalną imprezę.

Nie można też zapomnieć o nieśmiertelnych czariciakach, gdzie angielska emerytka ma okazję sobie poplotkować, zaliczyć herbatkę i ciasteczko, a i przy okazji przysłużyć się słusznej sprawie.

Na widok tego wszystkiego, powraca do mnie mój pan z ławeczki oraz myśl, że dla takich jak on to chyba jednak dobrze, że Tusk wydłużył wiek emerytalny, bo przynajmniej jakieś zajęcie będzie… Ale zaraz, hola! Czy to wina polskiego emeryta, że urodził się i pracował dla kraju, który był i nadal jest biedny?

Na wóz takiego nie stać, to i po co mu prawo jazdy, a z emeryturą w wysokości 800 zł na rękę (z czego 600 zł pójdzie na pigułki) człowiek nie rozbija się po Kanarach, a walczy o przetrwanie. Jedyną rozrywką w takiej sytuacji będzie wyjście w tygodniu do lekarza, do sklepu po pasztetową, a w niedzielę do kościoła. Chociaż tyle jego, że w autobusie miejskim wywalczy sobie z nastolatkami miejsce siedzące.

Gdy my - mniej lub bardziej zamożni emigranci - pomyślimy o tym, zapewne przerazi nas wizja życia, gdzie nie stać nas na rzeczy, które chciałoby się robić, a na które nie miało się czasu, gdyż było się zbyt zagonionym. 

Niemniej bieda biedą, ograniczenia ograniczeniami, lecz przy minimalnej ciekawości świata i zwyczajnej chęci do życia, brak finansów nie będzie powodem do siedzenia murem na ławeczce, a jedynie wymówką. Zresztą, do wielu zajęć idealnych na jesień życia nie trzeba mieć zawrotnie wysokiego budżetu.

Patrząc więc na brytyjskich emerytów, aż chciałoby się być takimi aktywnymi staruszkami. Oni nie grzeją ławy, lecz aktywnie grają w meczu swego życia, nawet jeśli jest to końcówka drugiej połowy.

Ja zaś aż się boję o swoich rodaków-tułaczy, którzy obecnie tak zawzięcie ciułają – żeby się tylko nie okazało, iż po życiu pełnym tyrania nie będzie już siły na nic więcej jak tylko siedzenie na ławeczce.

 

Jacek Wąsowicz

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK