POLACY W UK

Dziecko w UK: Polacy jak jaskółki?

Polish Express
Polish Express logo

Dziecko w UK: Polacy jak jaskółki?

Polacy. Dorobkiewicze bez uczuć czy opiekunowie domowego ogniska walczący o lepszą przyszłość? Głośnym echem odbiła się wśród naszych rodaków sprawa porzucenia w Polsce dziecka przez matkę, która wyjeżdżając do Wielkiej Brytanii rzekomo oddała córeczkę do Domu Dziecka.

Sprawę bardzo obszernie opisał 30 lipca The Mail. Na stronie ósmej autor chcąc przedstawić ogólny obraz Polaków tu osiadłych opisał przypadek małej Ani Siebielec, którą wyrodna matka imigrując podrzuciła do Domu Dziecka we Wrocławiu. Zbulwersowani sprawą postanowiliśmy sprawdzić opisana historię. - Muszę zdecydowanie stwierdzić, że małą Ania została porzucona, ale nie z powodu wyjazdu matki do UK. Mieliśmy w naszym ośrodku jeszcze troje dzieci tej pani, której w efekcie odebrano prawa rodzicielskie. To, co zostało zawarte w tym artykule jest fikcją, a dziennikarz napisał po prostu to, co chciał. Poza tym wbrew zapewnieniom i szczególnie wbrew Konwencji Praw Dziecka zostało tam także zawarte zdjęcie dziewczynki - mówi oburzona dyrektor placówki, Jolanta Dutkiewicz.

Dom Dziecka


Dom Dziecka nr.1 we Wrocławiu jest placówką interwencyjną. Oznacza to, że dzieci do ośrodka trafiają z interwencji, np. w przypadku zatrzymania pijanej matki w miejscu publicznym, stwierdzenia przez policję nienależytej opieki nad dzieckiem itp. Rodzic z innych, „własnych” powodów nie ma możliwości umieścić swojego dziecka w tym ośrodku.
Dzieci tam przywiezione są diagnozowane, a o ich losach decyduje sąd. Trafiają tam dzieci mające zaledwie kilkanaście dni. - Na przeszło siedemdziesięcioro dzieci, jakie w ostatnim czasie mieliśmy u siebie, nie było ani jednego przypadku pozwalającego stwierdzić, że stało się tak z powodu wyjazdu za granicę któregoś z rodziców - dementuje stanowczo dyrektor Dutkiewicz.

Brak przykładów


Przykłady patologicznych postaw są także rozdmuchiwane przez polską prasę. Niestety niechlubna mniejszość psuje opinię większości polskiej emigracji. - Czytałem przedruki z prasy mówiące o tym, iż takie przypadki mają miejsce, jednak my, jako Konsulat, jak dotychczas nie spotkaliśmy się z takimi sytuacjami. Poza tym brak jest danych na ten temat. W Wielkiej Brytanii np. są odpowiednie procedury adaptacyjne, które to regulują. Jak jednak zaznaczyłem, dotychczas nie było u nas takiej sprawy i takiego zgłoszenia, co oczywiście nie świadczy o tym, że do tego typy sytuacji nie dochodzi - powiedział z kolei Konsul RP w Londynie, Michał Mazurek.

Prawo


Sytuacje podobne do opisanej, bez względu na miejsce zdarzenia zawsze mają swój wydźwięk prawny. - Standardowa w takich przypadkach jest procedura, iż odbiera się takim rodzicom prawa rodzicielskie, musi to jednak być określone orzeczeniem sądu. Wcześniej jednak dzieci lądują właśnie w przejściowych placówkach opiekuńczych - podkreśla Małgorzata Harasimiuk z Wydziały Komunikacji Społecznej, Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.
- Tego typu problemy należy rozpatrywać indywidualnie. Dlaczego rodzice zrobili tak, a nie oddali dziecka np. dalszej rodziny. Często dzieje się tak nie ze złej ich woli. To zależy od wielu czynników i nie można pochopnie ferować wyroków. Rodziców porzucających lub podrzucających dzieci jest niemało, jednak jest to problem dość obszerny i zależy od wielu nakładających się wzajemnie czynników - dodaje z kolei dr nauk humanistycznych Anna Jakubowska - Winecka, kierownik zakładu psychologii klinicznej z Centrum Zdrowia Dziecka.
Rzeczywistość


Jak wygląda naprawdę polska emigracja? Czy Polacy to dorobkiewicze bez uczuć czy opiekunowie domowego ogniska walczący o lepszą przyszłość? W całej Wielkiej Brytanii, tylko do Polskich Szkół Sobotnich uczęszcza około 4 tysiące polskich dzieci, z czego duża część przyjechała z rodzicami w trakcie ostatniej fali emigracyjnej. - Jesteśmy tu już właśnie od dwóch lat. Byliśmy tu z mężem już wcześniej, więc starannie zaplanowaliśmy swój przyjazd. Nasze plany nierozerwalnie są związane z naszym synkiem, więc nie było jakiejkolwiek mowy o innym rozwiązaniu, niż wspólny przyjazd do Londynu. Choć, niestety mamy tu znajomych, którzy zostawili Polsce z dziadkami, swoje 6- miesięczne dziecko - mówią Joanna i Jarosław Markowscy, rodzice 4-letniego Denisa.

Z perspektywy


Jakiekolwiek problemy związane ze wspólnym przyjazdem na wyspy rodzą się raczej z troski o zapewnienie jak najlepszych warunków na „starcie”. - Przyjechałam tu 2 lata temu. Przez pierwsze pół roku moim synkiem opiekowali się rodzice. Fakt chwilowej rozłąki nie był niczym przyjemnym, ale nie było innej możliwości. Obawiałam się tego „startu”, więc przygotowywałam jak najlepszy grunt pod to, by wychowywać tu swoje dziecko. I teraz nie żałuję tego. Mój syn skończył już II klasę, oboje świetnie sobie radzimy. Z perspektywy czasu nasz przyjazd tu uważam, więc za udany - stwierdza natomiast Joanna Dembińska, matka 8-letniego Kuby.
Nasz kraj od przeszło dwóch lat jest w strukturach Unii Europejskiej, a sami Polacy, tak jak przyjeżdżali na Wyspy Brytyjskie wcześniej, tak będą tu przyjeżdżać i osiedlać się nadal. Jest to zresztą proces naturalny i korzystny dla obu stron. Waldemar Bilecki, ojciec 5-letniej Emilii i 6-letniego Michała podsumowuje to zdaniem: - To, że przyjechaliśmy tu z żoną i dwójką naszych dzieci jest tylko i włącznie naszym wyborem. W tych czasach jest przecież rzeczą oczywistą decydowanie o własnych losach. Jednak bez względu, gdzie jesteśmy, musimy jako rodzice pamiętać przede wszystkim o jednym, że los naszych dzieci jest tylko i włącznie w naszych rękach. I to wszystko.

Darek Zeller

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK