temat numeru

Czy Polacy jeszcze wierzą?

Polish ExpressPolish Express logo

Czy Polacy jeszcze wierzą?

- Księdza nie przyjmuję. Jak byłem w Polsce, to rodzina przyjmowała, tu nie muszę. Tak na moje pytanie o kolędę odpowiedział 23-letni Kamil. Takich jak on jest więcej. Kryzys wiary wśród emigrantów jest faktem, z którym już nikt nie dyskutuje.

Warto jednak zapytać dlaczego emigranci zaczęli traktować Kościół nie jako miejsce modlitwy, ale  jako miejsce, gdzie za odpowiednią opłatą można kupić zaświadczenie lub sakrament.
 
Co roku przez trzy niedziele października odbywa się wielkie liczenie wiernych w kościołach. Od wielu lat statystyki mówią, że aktywnie uczestniczy w coniedzielnych nabożeństwach w polskich kościołach w Wielkiej Brytanii tylko 10% przebywających tu Polaków.

Niektórzy księża pracujący w polskich parafiach oceniają, że te dane i tak są optymistyczne, a faktyczna liczba uczestniczących we mszach jest o połowę niższa. Ile osób modli się w angielskich Kościołach katolickich tego statystyki nie podają, jednak coraz częściej nasi rodacy mimo problemów językowych wybierają do modlitwy właśnie angielskie świątynie.

DWA  POKOLENIA

Obecnie w Wielkiej Brytanii do Polskiej Misji Katolickiej należy 30 kościołów, 40 plebanii,  12 kaplic i ponad 50 ośrodków polonijnych. To wszystko zasługa ludzi, którzy zostali tu po wojnie, lub przybyli na Wyspy po fali „solidarnościowej” emigracji. To oni budowali kościoły i polskie kluby, to „stara emigracja” starała się dbać o zachowanie polskich tradycji na angielskiej ziemi. Po 2004 roku mimo że do Wielkiej Brytanii przyjechał prawie milion emigrantów z Polski, nie powstał ani jeden nowy kościół.

- Ludzie, którzy przyjeżdżali tu po wojnie byli bardzo hojni - mówi pani Bożena, która w Wielkiej Brytanii przebywa ponad 30 lat. Ci którzy do Anglii przybyli czasem z Syberii, z jedną walizką potrafili dzielić się tym co mieli, często dawali ten przysłowiowy „wdowi grosz”, bardzo często pracowali przy budowie kościołów, kaplic czy klubów  nie oczekując za to zapłaty. Obecna młoda emigracja już takich wyrzeczeń nie robi. Młodzi odchodzą nie tylko od polskiego kościoła.

To, co obserwuję, to odchodzenie od wiary w ogóle. Bardzo wielu jest takich, którzy nawet w Polsce do Kościoła nie chodzili. Nie jest jednak tak, że generalnie wszyscy młodzi nie chodzą do Kościoła - spotykam również  ludzi, którzy przyjechali tu niedawno i czasem są pomiatani w pracy, ze względu na barierę językową ciężko im się żyje, więc  przynajmniej w niedzielę idąc do Kościoła czują się dowartościowani w swoim środowisku.

Dzieci czy wnuki „emigrantów wolnościowych” też już bardziej czują się Anglikami i wybierają angielski Kościół. Wśrod moich znajomych są i takie osoby, które już w trzecim pokoleniu chodzą do polskiego Kościoła, mimo że do angielskiego mają znacznie bliżej.

- Osobiście nie zaobserwowałam, by emigranci odchodzili od Kościoła - mówi pani Anna, która mieszka w Anglii od 8 lat. Gdy porównuję ilość osób na polskiej mszy z ilością wiernych na angielskich nabożeństwach, to muszę stwierdzić, że Polaków jest zdecydowanie więcej.
 
DLACZEGO TAK JEST?

- Na zaniechanie praktyk religijnych  szczególnie ze strony młodych emigrantów, wpływa wiele czynników - mówi pracująca w Anglii psycholog Karolina Lejwoda.  - Oddalenie od domu i brak presji ze strony otoczenia i rodziny powoduje, że młody emigrant czuje, że religia i uczestnictwo we mszy to jego i tylko jego wybór i nikt nie może mu nic w tej kwestii nakazać.

Niezbyt pozytywny wizerunek Kścioła też ma swoje znaczenie, bo o ile ludzie w Polsce często nie zgadzają się ze zdaniem hierarchów, ale obawiają się o tym mówić głośno, to po wyjeździe do kraju, który nie jest rzymskokatolicki, ta obawa znika i czasem odchodzą od wiary w której zostali wychowani.

Następnymi czynnikami wpływającymi na religijność Polaków jest dostępność do polskich parafii czy system pracy. Wielu emigrantów pracuje w niedziele, więc jakby z przyczyn obiektywnych na nabożeństwach być nie mogą, a duża odległość do kościoła, gdzie odprawia mszę polski ksiądz, powoduje, że wielu emigrantom najzwyczajniej w świecie nie chce się  jechać kilkanaście mil po to, by uczestniczyć w polskiej mszy.

Jeżeli są to osoby, które głęboką wiarę wyniosły z domu, to uczęszczają na msze do  angielskiego Kościoła katolickiego, a jeśli nie są gorliwymi katolikami - zostają w domu. Na frekwencję w polskich kościołach ma również wpływ postawa duchowego pasterza.

- Ksiądz powinien umieć  łączyć, nie dzielić emigrantów - mówili  młodzi ludzie, z którymi rozmawiałem na temat wiary. Gdy tak się nie dzieje, zawsze wtedy dochodzi do konfliktów. Najpoważniejszy konflikt miedzy wiernymi a księdzem miał miejsce na początku 2012 roku w polskiej parafii w Newcastle (ten konflikt opisywaliśmy w „Polish Express” issue 368 – przyp. red.).

- Kiedy przyszliśmy, aby zamówić chrzest naszego dziecka – wspomina 25-letnia Grażyna - ksiądz powiedział, że nie widzi nas w kościele, że nie był u nas jeszcze z wizytą duszpasterską (rozmowa odbyła się w październiku 2011), poza tym oświadczył, że chrzestnymi mogą być tylko członkowie rodziny, a ani ja, ani mąż nie mamy tu żadnej rodziny. Po tylu przeciwnościach zdecydowaliśmy się ochrzcić syna w angielskiej parafii i tam nikt nie robił nam żadnych problemów

Kapłan na stronie parafialnej zamieścił też taką notatkę:

Kto przebywa dłużej poza granicami kraju niż 6 miesięcy, na mocy samego prawa przynależy do polskiej parafii lub angielskiej parafii katolickiej – jeśli wcześniej złożył do niej swój akces i automatycznie traci prawa w parafii w Polsce. Ci, którzy zaniedbali ten obowiązek traktowani są jako ci, którzy zrezygnowali z przynależności do Kościoła.

Jak dowiedziałem się w rozmowie z innym księdzem, który od kilku lat pracuje w Anglii, zarówno wymóg, by chrzestni byli członkami rodziny, jak i twierdzenie, że ci którzy nie zapiszą się do parafii są osobami wyłączonymi z Kościoła nie mają potwierdzenia w prawie kanonicznym. Konflikt z miesiąca na miesiąc przybierał na sile, a zarzuty stawały się coraz poważniejsze (dzielenie parafian na lepszych i gorszych, brak przejrzystości w sprawach finansowych, świadome działanie księdza na szkodę polskiego klubu).

Sytuację uspokoiła rezygnacja księdza, lecz bardzo wielu wiernych skutecznie zostało zniechęconych do uczestnictwa w polskich mszach. Od  września parafia w Newcastle ma już nowego proboszcza.

Zbytnia restrykcyjność polskich księży oraz zamiłowanie do pieniędzy, to kolejne problemy, na które zwrócili mi uwagę rodacy. Adam, 28 lat: „Krew mnie zalewa, jak czytam o Polskiej Misji Katolickiej w Anglii, a szanowny ksiądz w drugim lub trzecim zdaniu mówi, że dzisiejsza Polonia nie jest zbyt hojna w datkach na misję.

Wylicza jak to muszą żebrać aby otrzymać komputer od uniwersytetu, itp. Dalej mówi ile to oni dobrego robią dla Polaków. Szkółki sobotnie gdzie ludzie nauczają bezpłatnie. Tyle tylko, że wysyłając tam dziecko trzeba płacić. Kluby przy kościelne gdzie spotykają się Polacy i mogą sobie pomagać wzajemnie. Jeden wielki fałsz i obłuda”.

Grażyna, 22 lata: „Braliśmy tu ślub w 2008 roku. Na pytanie ile trzeba zapłacić za udzielenie ślubu dostaliśmy odpowiedź ‘co łaska’, ale nie mniej niż 100 funtów. Prawdziwe ‘co łaska’ usłyszeliśmy od organisty. Powiedział jako jedyny: dasz 5 funa będzie ok, dasz 20 też będzie ok, nie dasz nic to też się nie obrażę. Co łaska”.

Grzegorz 47 lat: „Myślę, że główną różnicą pomiędzy polską a angielską hierarchią kościelną jest taka, że tutejsi nie pchają się do polityki i nie mają żadnej realnej władzy w odróżnieniu od swoich polskich odpowiedników. Nie są też aż tak pazerni na kasę. Ponieważ jest to biznes znacznie mniej dochodowy niż w Polsce, to znajdziesz tu zdecydowanie większy odsetek tych z powołania".

DŁUGIE  ROZMOWY

Pisząc ten artykuł wykonałem wiele bardzo długich rozmów z księżmi pracującymi w Anglii.  Te  konwersacje pozwoliły mi  spojrzeć na  problem oczami tych, którzy stoją „bliżej ołtarza”. Żaden z moich rozmówców nie starał się mnie przekonywać że problemu nie ma, wręcz przeciwnie mówiono, że oficjalne dane są za  bardzo optymistyczne.

Żaden ksiądz nie mówił, że bycie księdzem na emigracji to zajęcie lekkie , łatwe i przyjemne. Wszyscy zgadzali się z tym, że sprawy finansowe są bardzo trudne i delikatne zarazem, że proszenie wiernych o datki wcale nie jest łatwe, bo stereotypowa opinia jest taka, że Kościół, to bardzo bogata instytucja. 

Polscy księża zdają sobie też sprawę z tego, że czasem ich angielscy koledzy traktują wiarę bardziej „light”, co może powodować, że angielskie parafie wydają się dla naszych rodaków atrakcyjniejsze od polskich. Tym, którzy myślą, że i polski Kościół katolicki na emigracji pójdzie w tym kierunku, muszę powiedzieć jednak, by porzucili wszelką nadzieję. Wszyscy podkreślali, że polscy księża są potrzebni emigrantom tak samo, jak emigranci są potrzebni polskiemu Kościołowi.

- Póki mówię „Pan z Wami”  i póki słyszę po polsku odpowiedź „I  z duchem twoim” tak długo będę  odprawiał msze dla emigrantów - usłyszałem na zakończenie jednej z rozmów. 
„Wolnościowa” emigracja budowała kaplice, kluby i kościoły, przez lata rodacy zbierali się tam, by się modlić, rozmawiać, pomagać sobie nawzajem, by być razem.

Po latach napływ „ekonomicznej” emigracji był nadzieją na zapełnienie i tchnięcie nowego ducha w polskie parafie w Wielkiej Brytanii, jednak tak się nie dzieje. Jaką role powinny odgrywać w życiu emigrantów polskie parafie? Czego od polskich parafii i pracujących tam księży oczekują emigranci? Na te pytania jak na razie nikt nie znalazł odpowiedzi. Jedno jest pewne, że Polska Misja Katolicka będzie musiała znaleźć na nie odpowiedź i to możliwie szybko, bo fala wiernych odpływa.

Cezary Niewadzisz
 
 
 
 
 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Polka skazana za próbę fikcyjnego małżeństwa

Polka skazana za próbę fikcyjnego małżeństwa

43-letnia Polka została uznana winną oszustwa po tym, jak urząd imigracyjny i brytyjska policja udaremniły próbę zalegalizowania fikcyjnego związku ze studentem z Pakistanu.

Colchester: Aukcyjna gorączka

Colchester: Aukcyjna gorączka

Prawdziwą gorączkę wśród kolekcjonerów z całego świata wywołały pamiątki związane z brytyjską rodziną królewską.

Szpitalne jedzenie stratą pieniędzy

Szpitalne jedzenie stratą pieniędzy

Rząd wydał ponad 54 miliony funtów na nieudane plany polepszenia jakości jedzenia serwowanego pacjentom w brytyjskich szpitalach.

Brytyjczycy nie znają historii

Brytyjczycy nie znają historii

Czy Polsce grozi to samo? 92 procent młodzieży z Wielkiej Brytanii zna Churchilla jako... psa maskotkę, a nie mają pojęcia o istnieniu premiera UK Winstona Churchilla!

Pomysłowi przemytnicy

Pomysłowi przemytnicy

28-letni Polak i 36-letni Ukrainiec wpadli na pomysł przemytu do Wielkiej Brytanii dokumentów w… wędlinach. Sprytni przemytnicy zostali złapani przez jednak przez nieco sprytniejszych policjantów.

Polski kryminał w Londynie

Polski kryminał w Londynie

Val McDermid, autorka 27 bestsellerowych kryminałów i redaktorka brytyjskiego „The Guardian” od dziesięciu lat prowadzi konkurs na kryminalne debiuty roku "New Blood". Teraz pisze o swoich...

Przesyłaj z komórki

Przesyłaj z komórki

Z uwagi na to, że jesteśmy coraz bardziej mobilni, firmy świadczące usługi z zakresu przekazów pieniężnych, pomyślały już o tym, jak ułatwić nam dokonanie transferu przez telefon komórkowy.

Biedny bogaty Polak

Biedny bogaty Polak

Normą jest, że wielkie gwiazdy Hollywood mają swoich agentów, którzy załatwiają za nie wszystkie interesy. Ostatecznie, gwiazdę stać na nic nierobienie, może więc taka gwiazda całkowicie oddać się swemu...

Szpital rodem z horroru. Umysłowo chorych "leczono" tam elektrowstrząsami

Szpital rodem z horroru. Umysłowo chorych "leczono" tam elektrowstrząsami

Nieczynny od 1990 roku szpital dla umysłowo chorych w Lincolnshire, znany szczególnie ze swoich drastycznych metod leczenia, jakimi było poddawanie pacjentów elektrowstrząsom, dzisiaj jest ruiną.

Marcin wygrał pojedynek!

Marcin wygrał pojedynek!

Marcin Marczak po raz kolejny pokazał, że potrafi rewelacyjnie walczyć. W ten piątek wygrał trudny pojedynek z doświadczonym bokserem Stevem Spence. Wszyscy byli pod wrażeniem dopingu polskich kibiców.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK