POLACY W UK

Czarne pielęgniarki są ciepłe (cz. 7)

Polish Express
Polish Express logo

Czarne pielęgniarki są ciepłe (cz. 7)

Znów ta noga. Doktor od wózka. Ekshibicjonizm szpitalny. Umieranie z głodu i pragnienia. Ruski doktor. Plaster w rumie. Łosoś za friko. Papierosowe podróże. Czarne pielęgniarki są ciepłe. Piechota morska w szpitalu. Szwagier polskiego pilota.

 

 
 
 
Niestety, okazało się, że z nogą jest gorzej niż myślałem. Z tego powodu trafiłem na pogotowie, a później do Charing Cross Hospital, gdzie przeleżałem trzy dni, ale z chęcią przeleżałbym trzysta.
 
Na pogotowiu wypełniłem jakiś formularz, wsadzono mnie na wózek i zawieziono do gabinetu lekarskiego. Byłem przekonany, że mężczyzna, który mnie wiezie, to jakiś sanitariusz lub w najlepszym przypadku paramedyk. Tymczasem okazało się, że to najprawdziwszy lekarz ortopeda, i do tego Anglik. Gdzieżby to polski pan doktor zniżył się do czegoś takiego?! Ten obejrzał nogę i zawiózł mnie na prześwietlenie. Po analizie zdjęcia stwierdził złamanie i skierował mnie do szpitala, zakładając wcześniej szynę unieruchamiającą mój staw kolanowy. Wręczono mi kule i uzbrojony w nie czekałem na ambulans, który przewiezie mnie do szpitala. Aha... Wcześniej przebrano mnie w jakiś dziwny strój - był to rodzaj koszuli nocnej wiązanej na plecach. Uznałem, że wygodniej będzie, jeśli ją odwrócę i zawiążę z przodu. I zrobiłem tak, ale jakaś pani z personelu zwróciła mi uwagę, że przepisy wymagają, by sznurki były na grzbiecie. Było to dość niewygodne, bo sznurki bez przerwy rozwiązywały się, w związku z czym co kilka minut moje plecy i reszta ciała wystawiane były na widok publiczny.
 
Był późny wieczór, a ja od rana nic nie jadłem. Z zazdrością patrzyłem na szafkę leżącego obok mnie pacjenta, na której stały ze trzy różne napoje, jakieś ciasta, sałatki, cukierki. Mój stolik był pusty. Dostałem tylko mały kubek wody, więc byłem już pewien, że operacja mnie nie minie. Co chwilę mierzenie ciśnienia, badanie krwi, i wywiad. Czy mam cukrzycę, alergię, czy biorę jakieś lekarstwa itp. Noga bolała okropnie, więc dostałem dożylnie morfinę i zasnąłem. W nocy obudził mnie jakiś facet w błękitnym stroju i słuchawką owiniętą wokół szyi. Oglądał nogę i zapytał czy jestem Polakiem, bo nazwisko typowo polskie. Odpowiedziałem twierdząco, a on na to: - A ja jestem Ruski, z Woroneża. Mówisz po rosyjsku?
 
Tak się składa, że mówię, i to nie najgorzej, więc o pierwszej w nocy, w szpitalnej sali londyńskiego szpitala rozległa się mowa Tiutczewa i Jesienina. Wiktor, bo tak miał na imię ów ortopeda, stwierdził, że przeciwny jest operacji, ponieważ jego zdaniem rzepka zrośnie się bez drutowania, a on postara się przekonać pozostałych konsultantów, by skończyć jedynie na założeniu gipsu. Tak też się stało. Następnego dnia zawieziono mnie do „plaster roomu” i tam młody lekarz z Pakistanu owinął mi nogę gipsowym opatrunkiem. Robił to w czarnym garniturze i niemiłosiernie się utytłał. Pomagałem mu trochę w czyszczeniu odzieży, ale efekty były mizerne. Nie przejął się tym zbytnio, a nawet bawiło go to, bo co popatrzył w lustro, to wybuchał śmiechem. Kiedy położono mnie w łóżku, była akurat pora śniadania. Jakaś kobieta w żółtym kitlu rozdawała pacjentom jadłospisy w kolorowych okładkach. Zapytała mnie co wybieram. Wystraszony, że posiłki są płatne i na pewno drogie, odpowiedziałem, że nic, ale po chwili doszedłem do wniosku, że nie będę odmawiał sobie jedzenia, nawet jeśli ma ono sporo kosztować. Niesamowite - kilka zestawów śniadaniowych do wyboru, i to za darmo! Jeszcze lepiej było z obiadem - 15 zestawów; pięć dań z kurczaka , pięć z ryb i pięć wegetariańskich. Ja odżywiałem się głównie gotowanym łososiem, pieczonymi ziemniakami i gotowanymi jarzynami, do tego jeszcze deser, też w pięciu wariantach. Co pół godziny pani w żółtym kitlu przychodziła mnie zapytać, czy nie mam ochoty na kawę, herbatę lub wodę, ja jednak największą ochotę miałem na papierosa. Szykowałem się właśnie do zjazdu na parter, żeby wybrać pieniądze z bankomatu i kupić papierosy, kiedy obfitych kształtów czarnoskóra recepcjonistka zapytała mnie, dokąd się wybieram. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że wybrać kasę i zapalić.
 
 
- Tak nie można - usłyszałem od „obfitej”, która podniosła słuchawkę i gdzieś zadzwoniła. Za chwilę zobaczyłem pielęgniarkę pchającą wózek, na którym leżał złożony w kostkę koc. Usiadłem wygodnie, otulono mnie kocem i do windy. Na dole wybrałem pieniądze, ale niestety, papierosów tam nie sprzedają. Po drugiej stronie ulicy, na wprost szpitala jest „Newsagent” i tam pojechaliśmy. Kupiłem, wypaliłem i znów znalazłem się na górze. Poźniej już powiedziałem, że sam sobie poradzę, za co z pewnością pielęgniarki były mi wdzięczne.
 
 
Personel, przynajmniej w Charing Cross Hospital, jest w większości czarny. Zauważyłem, że większość tych pań ma kształty obfite, a przez to zapewne są nieco wolniejsze niż personel mniej zasobny w ciało. Zaobserwowałem też, że są one bardzo serdeczne, wręcz po matczynemu traktują pacjentów, a jednocześnie bardzo dokładnie, choć powoli, wykonują wszystkie czynności związane z pracą. Zadziwiający jest również ich niesamowity spokój i cierpliwość. Pielęgniarki pochodzenia azjatyckiego z kolei są również bardzo dokładne w tym co robią, bardzo miłe dla pacjentów, ale brak im tego ciepła, właściwego czarnym kobietom. W tej materii wymieniłem się poglądami z pacjentem z naprzeciwka – 84-letnim Simonem, którego czekała operacja. Cierpiał na tak zwaną stopę cukrzycową.
 
- Te czarne dziewczyny są naprawdę wspaniałe. Jestem tu już po raz czwarty i moje własne córki lepiej by się mną nie zajęły. Kiedy dowiedziałem się, że czeka mnie operacja, to tak się przestraszyłem, że aż się popłakałem. Nie potrafiłem powstrzymać łez również przy nich, a one zaczęły do mnie przychodzić, pocieszać i głaskać mnie po tych wstrętnych, piegowatych łapach. Teraz już się tak nie boję.
 
Rzeczywiście, Joy i Felicia przesiadywały wyjątkowo często przy łóżku Simona i rozmawiały z nim o wszystkim - jak w domu.
 
Do szpitala dzwoniło kilka osób, które mnie poszukiwały, ale za każdym razem słyszały w odpowiedzi, że takiego pacjenta tu nie ma. I nie było, bo według administracji szpitala moje imię brzmiało „Dżianuś”, a w nazwisku, tam gdzie jest litera „ł” wpisano „t”. Szukanie po dacie urodzenia też nic nie dało, bo zamiast 14. listopada, wpisano 19.
Na papierosie spotkałem starszego, długowłosego faceta, który miał na imię Brian. Miał około sześćdziesiąt lat i trzęsącymi się rękami próbował zrobić skręta. Chciałem go poczęstować swoim papierosem, ale powiedział, że pali tylko skręty, a nauczył się tego w piechocie morskiej. Z mojej miny wywnioskował zapewne, że nie dowierzam, więc wyciągnął legitymację, z której wynikało, że jest emerytowanym kapitanem królewskiej piechoty morskiej. Czuł się nie najlepiej, bo akurat wycięto mu nerkę.
 
Dzień przed wypisaniem wyszedłem ze szpitala w poszukiwaniu przystanku, z którego po zakończeniu pobytu w Charing Cross miałbym najbliżej do domu. Ubrany byłem oczywiście w szpitalną koszulę nocną. Jakiś starszy pan, który bacznie mi się przyglądał, kiedy studiowałem rozkład jazdy, podszedł do mnie i powiedział:
 
- Nie można jeździc autobusem, gdy się jest w szpitalu. Najpierw trzeba się wyleczyć, przebrać, wypisać i dopiero wtedy...
Wyjaśniłem mu, że właśnie jutro tak się stanie. Od słowa do słowa, i co się okazało? Że szwagier tego pana był polskim lotnikiem i zmarł dwa miesiące temu, a on właśnie wraca od siostry, która mieszka tu na Hammersmith.
 
 
Dlatego kocham Londyn. Tu każde spotkanie z kimkolwiek to osobna historia, godna powieści. Poza tym gdzieżbym miał okazję zobaczyć, jak bez żadnych spięć żyją obok siebie Felicia z Ghany i Wan z Tajlandii, Simon i Brian – Anglicy, Rosjanin Wiktor z Hindusem Vinayem i wszyscy się rozumieją pomimo przepastnych różnic kulturowych.

No, wreszcie w domu. Tu dopiero spotkała mnie niespodzianka. Ale o tym za tydzień.

 

Janusz Młynarski
 

Następny odcinek: Chamstwo nasze narodowe (cz. 8)

 


Wszystkie zdarzenia i osoby przedstawione w opowiadaniu, są fikcyjne, a zbieżność z osobami i zdarzeniami rzeczywistymi jest lub może być w pełni przypadkowa

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK