POLACY W UK

Ciszej nad tymi trumnami

Polish Express
Polish Express logo

Ciszej nad tymi trumnami

Z Afganistanu wracają kolejni żołnierze. Znowu oglądamy polityków nad trumnami. Łopoczą sztandary, grzmią salwy honorowe. Znowu słyszymy płomienne przemówienia o bohaterstwie, poświęceniu i bezcennej wartości ludzkiego życia. A ja to oglądam, słucham tych kocopałów i, słowo honoru, nie rozumiem, o co chodzi.

 

 
 
Jak świat światem żołnierze ginęli na wojnach. Ginęli też w czasie pokoju, ale na wojnach ginęło ich więcej. Niby normalna rzecz. Strażak może zginąć w płomieniach, tresera dzikich zwierząt mogą pożreć lwy, a policjant może zapić się na śmierć. Można powiedzieć: ryzyko zawodowe. I nikt nie robi z tego dziwowiska. A ze śmierci żołnierza, tak. Panowie politycy: albo rybka, albo akwarium. Albo przestańmy brać udział w wojnach - to ludzie przestaną w nich ginąć, albo przestańcie drzeć szaty nad trumnami, bo przecież sami posłaliście tych ludzi na zgubę. Jeśli życie kapitana Daniela Ambrozińskiego naprawdę miało bezcenną wartość, to może nie należało go wysyłać tam, gdzie łatwo może je stracić?
Od razu wyjaśnię, że nie jestem popapranym pacyfistą, który wierzy, że każdy konflikt da się rozwiązać pokojowo. Wręcz przeciwnie - uważam, że są rzeczy, za które należy się bezwarunkowe obicie mordy. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Bo jakież to są „rzeczy”? Irak w 2003 roku najechano na podstawie sfabrykowanych przez Stany Zjednoczone oskarżeń (jest jeszcze ktoś głupi na tyle, by wierzyć w mityczne fabryki broni biologicznej? Naprawdę?); Husajna należało zamknąć już w 1988 roku za krwawą łaźnię, jaką urządził ludności kurdyjskiej, za wsie zamienione w pogorzeliska, za tysiące zagazowanych kobiet, starców i dzieci, za setki tysięcy skazanych na powolną śmierć głodową, bo iracka armia zniszczyła ich poletka uprawne. Kłopot w tym, że broń (w tym również chemiczna), której Husajn użył przeciwko Kurdom została mu dostarczona przez Stany, ZSRR i państwa europejskie po to, żeby najechał Iran. Tyle, że on wolał sam wybierać cele. Na to nie można było pozwolić - i tak Husajn z przyjaciela Zachodu stał się bezwzględnym tyranem, którego trzeba powstrzymać, nim utopi Bliskich Wschód we krwi. Krótko mówiąc: włożono wariatowi pistolet do ręki, a potem podniesiono wrzask, że zaczął strzelać.
Afganistan to kolejne po Iraku państwo, gdzie siłą zaprowadzamy demokrację i efekty są takie same, czyli żadne, albo jeszcze gorsze. A przyszło komuś do głowy, że może oni tą naszą demokracją nie są tam wcale zainteresowani? Że ta nasza demokracja jest im tam potrzebna jak rybce nauszniki? Obnosimy się ze swoimi wartościami wyrosłymi na gruncie tradycji chrześcijańskich, wciskamy je, niczym prawdy uniwersalne ludziom z kompletnie innego kręgu kulturowego i oczekujemy, że przyjmą je z pocałowaniem ręki jak swoje. A co z tego wyniknie - łatwo przewidzieć.
Nie dalej jak wczoraj przeczytałem, że po Bagdadzie krążą uzbrojone oddziały poszukujące homoseksualistów. Podejrzanych aresztują na ulicach, wywlekają z domów. Poddają torturom, żeby wydobyć z nich nazwiska kolejnych ofiar, po czym rozstrzeliwują. Oficjalnie Irak może sobie mieć ustrój demokratyczny, ale to nie zmienia faktu, że wedle prawa koranicznego homoseksualizm jest ciężkim przestępstwem, więc cała operacja odbywa się przy poparciu sił rządowych. Komisja Praw Człowieka potwierdziła, że zna sprawę i przyznała, że sytuacja mniejszości seksualnych w Iraku wygląda teraz gorzej niż za czasów kiedy rządu sprawował Saddam Husajn. Oto ile warta jest demokracja zaprowadzana siłą.
Powie ktoś, że przemawia przez mnie cynizm, a jak odpowiem tak: gdyby to ode mnie zależało, kapitan Ambroziński zostałby w domu, tak samo jak tych dwustu poległych Anglików i Bóg wie ilu żołnierzy, którzy dzisiaj jeszcze chodzą po ziemi, a jutro w niej spoczną na zawsze. Ich dzieci miałyby ojców, żony - mężów, a matki synów. Nie byłoby tych pogrzebów, salw honorowych i flag narodowych łopoczących na wietrze. I nie byłoby okazji do wygłaszania tych przemów o bohaterstwie, poświęceniu i bezcennej wartości ludzkiego życia. Byłoby życie, zamiast celebrowania śmierci i pustych obietnic, że ich ofiara nie pójdzie na marne.
Marzy mi się prawo, wedle którego jeśli parlament jakiegoś kraju deklaruje udział w konflikcie zbrojnym, to pierwszy kontyngent wysłany na front składa się z synów i córek parlamentarzystów. Coś mi się zdaje, że mielibyśmy wtedy mniej wojen, a nawet jeśli nie, to przynajmniej złe geny zostałyby szybciej wyeliminowane z puli genetycznej ludzkości.
Kilka dni temu śmigłowce sił NATO ostrzelały kryjówki talibów znajdujące się koło Ghazni, gdzie, nawiasem mówiąc, stacjonuje polski kontyngent. Przy okazji omyłkowo ostrzelano również tamtejszy posterunek policji, w wyniku czego od kul zginęło czterech afgańskich policjantów. Oni tez zapewne mieli rodziny: braci, siostry, żony i dzieci. Wiele wskazuje na to, że wierzyli też w demokrację. Ale bez względu na to w co wierzyli, myślę sobie, że gdyby któryś z nich był moim bratem, synem albo ojcem, to wygrzebałbym kałasznikowa z ziemi i poszedł na polowanie.
 

 

Dariusz Zientalak

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK