wasze sprawy

Ciężki żywot powrotowca

Polish Express
Polish Express logo

Ciężki żywot powrotowca

Wracają, bo rodzina w Polsce tęskni. Bo nie chcą już dłużej pracować za barem. Bo mają dosyć harówki i wieczorów spędzonych na Skypie. Ale rzeczywistość w Polsce nie zawsze bliska jest tej ich z marzeń o powrocie.

Legendy o powrotach >>

Polacy zaczną wracać >>

Z 34-letnim Bartkiem spotykam się w restauracji w centrum Warszawy. Jest wczesne popołudnie. Za godzinę Bartek pędzi odebrać córkę z przedszkola. Były bankier, doradca dużych finansowych korporacji, od trzech miesięcy znów jest full-time tatą. Po czterech latach harówki w londyńskim City, zdecydował się na powrót do kraju. Do rodziny, której w ostatnim czasie nie widywał często
- Pracowałem prawie w każdy weekend. Bilety kupowało się zawsze w ostatniej chwili. Ostatnio na trzy godziny przed wylotem, bo klient odwołał sobotnie spotkanie - wspomina. Przeprowadzka do Polski nie była trudna. W Anglii żył tylko pracą, więc nie zdążył zgromadzić za dużo rzeczy. Jak przywitała go ojczyzna? - Wstyd się przyznać, ale odzwyczaiłem się... Gorsze drogi, szary tłum, nikt się nie uśmiecha - wspomina swoje pierwsze dni.
Pracy dla doświadczonego project managera miała być masa, tak mówili koledzy. Przekonał się, że są oferty, ale średnio płatne. Albo poza stolicą. Poza tym na każdym kroku spotykają go podejrzenia, że skoro wrócił, to pewnie się nie udało. Podczas rozmów o pracę każą mu liczyć w pamięci skomplikowane układy liczbowe.
- No, pracowałeś w zagranicznym banku, to liczyć pewnie umiesz. Czy podać ci kalkulator? - docinają warszawscy przedsiębiorcy. - Wiem, że w końcu znajdę coś dla siebie i przyzwyczaję się do nowego życia. Ale bolą mnie ciągłe przytyki znajomych i rodziny. Nie mogę skomentować jedzenia, wyglądu ulic czy obsługi na poczcie, żeby nie usłyszeć: „O emigrant się wymądrza”. Jakoś inaczej wymarzyłem sobie ten swój powrót. Jak? Już nawet nie pamiętam - mówi gorzko.
 
Uśmiech jak banan
Powroty nie są łatwe. Dlatego byli emigranci lubią trzymać się razem. W Warszawie kilka miesięcy temu ruszył wirtualny Klub Powracających. Zrzesza już ponad 100 osób. Ci, którzy zaznali życia poza Polską, spotykają się kilka razy w miesiącu w jednym ze stołecznych pubów. Wspominają europejskie stolice, które były ich ojczyznami, dyskutują o polityce i narzekają.
- W Polsce drożyzna. Owoce i warzywa kosztują tyle samo co w Londynie. A ciuchy więcej - zrzędzi Kaśka, jedna z byłych emigrantek. Na Wyspach pracowała w marketingu. Trzy lata. Niby czekała na powrót do Polski z utęsknieniem. Tu ma męża, siostry, mamę i masę znajomych. A teraz jakoś tak smutno. - Nie jest łatwo na nowo odnaleźć się na rynku pracy i w codziennym życiu. Mam inne przyzwyczajenia niż moi polscy znajomi. I chyba trochę poczucie humoru mi się zmieniło - śmieje się Kaśka.
Z łezką w oku Londyn wspomina 31-letnia Ewa, polonistka. Do Anglii wyjechała zaraz po studiach, w 2003 roku. Wcześniej był studencki wyjazd do Las Vegas, po którym złapała bakcyla podróżniczego.
- Wiedziałam już, że ciągnie mnie do życia za granicą - wspomina. Na Wyspy wyjechała, jak większość, z powodu pracy. Świeżo upieczona absolwentka polonistyki w Łodzi, marzyła o posadzie w redakcji. Albo w wydawnictwie. Pracy szukała przez kilka miesięcy, w Bełchatowie i w Łodzi. Bezskutecznie. Wtedy w jej głowie narodził się Londyn. Wyjechała najpierw sama. Po dwóch miesiącach dołączył do niej chłopak, Kuba. - Od razu się zakochałam. Ludzie przestrzegali: „Londyn jest niebezpieczny, przytłaczający”. A dla mnie było cudownie. Kolorowe ulice, mieszanka kulturowa - wspomina dzisiaj.
Obydwoje znaleźli pracę w rodzinnej restauracji wegetariańskiej w centrum miasta. To przytulne, hipisowskie miejsce. Żule i gwiazdy z telewizji przy jednym stoliku. Tam Ewa przepracowała swoje kolejne cztery emigracyjne lata.
- Życie było proste. Po jakimś czasie awansowałam na menedżera. Mieliśmy stabilizację finansową, a właściciele knajpki byli jak rodzina. Nie chciałam wracać, za nic. W Londynie chodziłam po ulicach z bananem na ustach. Ze szczęścia - wspomina Ewa.
Ale o powrocie marzył jej ówczesny chłopak, dzisiaj mąż. Miał dosyć pracy w restauracji. Poza tym w Polsce czekała na niego rodzinna firma do przejęcia. Ewę namawiał przez dwa lata. Wreszcie powoli zaczęła się przekonywać, że może warto wrócić. Że może będzie inaczej. Gazety piszą przecież, że w Polsce wiele się zmieniło. Jest praca, budowane są drogi. Ludziom lepiej się żyje. Poza tym, myślała, warto się przyjrzeć swojej karierze. Co jakiś czas dochodziły do nich przecież informacje, że znajomi z Polski robią kariery, awansują, dobrze zarabiają.
- Wyobrażałam sobie przyjaciółkę z Warszawy, jak podczas biznesowego lunchu pije szampana. A ja w tym czasie biegam w gumowych rękawiczkach z mopem, a potem serwuję wegetariańską lasagne - mówi Ewa.
 
Emigracyjna dziura w CV
Na stałe wyjechali z Wysp we wrześniu 2008 roku. Dzisiaj Ewa śmieje się, że rzeczywistość, od której uciekała w Polsce, teraz się na niej mści. - Historia zatoczyła koło. Znów jestem w tym samym punkcie. Pomieszkuję między Łodzią a Bełchatowem. Szukam pracy. A część kartonów z Londynu wciąż nierozpakowana, leży u rodziców - wylicza. To już prawie rok ich nowego życia w Polsce. Dla Ewy, dziewiąty miesiąc bez pracy. Nie jest łatwo, ale obiecała sobie, że nie upadnie na duchu.
- Nie mogę znaleźć pracy w wyuczonym zawodzie, więc szkolę się w mojej pasji. Kończę kurs wizażu i charakteryzacji. Od dwóch tygodni pracuję jako konsultantka w Sephorze. Nie żałuję wyjazdu do Anglii i tych różnych doświadczeń. Wiem, że w CV mam dziurę: 5 lat pracy w barach i knajpach. Ale Londyn zmienił moje spojrzenie na świat. To dopiero początek nowej drogi - zapewnia Ewa.
 
Aleksandra Kaniewska
 

 

 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK