POLACY W UK

Chamstwo na salonach

Polish Express
Polish Express logo

Chamstwo na salonach

Jakie jest pierwsze skojarzenie z księstwem Monako? Osobiście, tak na pierwszy rzut oka, to miniaturowe państewko stawia przed moimi oczyma widok roznegliżowanych piękności płci dla mnie odmiennej rozpostartych na pokładach ekskluzywnych jachtów, które opływa nie tylko basen Morza Śródziemnego, ale także – a może przede wszystkim – nieokiełzany przepych.

Słowem blichtr i szpan na każdym kroku tchnie we włościach księcia Alberta II. Każdy szanujący się snob z przepastnym bankowym kontem za punkt honoru uważa osiedlenie się w tym urokliwym zakątku Starego Kontynentu. Może nie tyle z uwagi na powaby księstewka, ale ze względu na, delikatnie to ujmując, mało restrykcyjny system fiskalny. To istny raj podatkowy dla osób o kosmicznych dochodach.

Z tego też powodu wśród mieszkańców Monte Carlo i najbliższych okolic można natknąć się na nazwiska gwiazd światowego sportu. Ba! Jednym z nich był nawet nasz Robert Kubica. Zresztą koło domu rywalizował w wyścigu Formuły 1, jaki tradycyjnie rozgrywany jest w Monako od dawien dawna.

Ze względu na dość specyficzny uliczny charakter trudno zaliczyć go do tych, które widzom przysparzają najwięcej emocji, ale z całą pewnością uchodzi za najbardziej prestiżowy. Zdarzało się, że startujące w nim bolidy miały karoserie udekorowane najprawdziwszymi diamentami.

Że przesada? Ale takie jest właśnie Monako – wytworne, przesiąknięte aromatem najdroższych kubańskich cygar, skąpane w strumieniach szampana, no i te salony dynastii Grimaldi…

Ultrasi z księstwa

Niestety, ale ten lukrowaty obrazek ostatnio zaczyna mącić plaga, która rozprzestrzeniając się na cały kontynent zawitała także w wysokie progi księstwa. Mówię o futbolu rzecz jasna. Dyscyplina, którą zaliczyć można do tych o najbardziej prymitywnych regułach i która została wykoncypowana z myślą o zapewnieniu setnej zabawy klasie robotniczej, wkroczyła na salony.

 Drużyna AS Monaco sezon zapoczątkowała z dorobkiem punktowym. Jednak nie piłkarze na nie zapracowali, a najzagorzalsi fani reprezentacyjnej drużyny księstwa. Jak łatwo się domyśleć chodzi o punkty ujemne – dwa plus jeden z zawieszeniu. Dodatkowo mecz drugiej kolejki Ligue 1 przeciwko Montpellier HSC Falcao i spółka rozegrają „sobie a muzom”, czyli przy pustych trybunach.

Wszystko to za sprawą nader chamskiego zachowania kibiców podczas fetowania powrotu ekipy Monaco FC na łono francuskiej ekstraklasy. Takich obrazków, jak te zaobserwowane po zakończeniu meczu Ligue 2 z Le Mans, nigdy wcześniej nie dane było oglądać na dostojnym - nie tylko z nazwy - stadionie Luisa II.

Już podczas meczu kibice nadużywali na trybunach zabronionej pirotechniki. Po ostatnim gwizdku sędziego chuligani wdarli się na murawę boiska, a jeden z nich dość obcesowo obszedł się z owym rozjemcą.       

Puste trybuny

Trzeba przyznać, że posiadanie własnych ultrasów, to spore osiągnięcie drużyny z księstwa zważywszy, że piłkarze i szefowie klubu na wypełnione po brzegi trybuny stadionu raczej nie mają co liczyć. Dość powiedzieć, że przed startem sezonu 2013/2014 zdołano znaleźć chętnych na zaledwie 3524 karnety.

Mimo takiej porażki i tak możemy mówić o rekordowym osiągnięciu. Dla przykładu po rewelacyjnym sezonie 2004, kiedy to drużyna z Monako awansowała do finału Ligi Mistrzów sprzedano „aż” 1022 karnety. Przed spadkiem do Ligue 2 średnia frekwencja na obiekcie imienia księcia Louisa II sięgnęła  raptem 6905 osób na meczu.

Natomiast w ostatnim sezonie zakończonym rozstaniem z ekstraklasą, czyli 2010/2011, średnio na trybunach gościło 5295 widzów.  Prawda, że liczby te  absolutnie nie mogą powalić na kolana. I to nawet sympatyków futbolu nad Wisłą.

Miliony z Rosji

Frekwencyjna mizeria nie odstraszyła jednak możnych inwestorów. Rosyjski miliarder Dmitrij Rybołowlew postanowił zadrwić z paryskich szejków (posiadaczy stołecznego PSG) i zbudować w Monako silną ekipę. Klub z księstwa ostatni okres transferowego szaleństwa ukończył na pierwszym miejscu za sprawą wydanych 144 milionów euro.

Na drugim stopniu „podium” uplasował się Manchester City z kwotą 111 milionów zainwestowanych w nowe twarze, a dopiero na trzecim miejscu wyścig polegający na pozbyciu się jak największych zasobów gotówki zakończył Paris Saint-Germain wydając 110,9 miliona euro. Rosjanin jest jednak w uprzywilejowanej sytuacji. Dzięki łagodnemu systemowi podatkowemu nie musi uiszczać fiskusowi takich kwot jak pozostałe kluby Ligue 1.

Tym sposobem może zaoszczędzić rocznie nawet do 50 milionów euro, a tyle właśnie wynosi budżet klubu z Montpellier. Chyba tylko wyjątkowym snobizmem kierował się Rybołowlew szastając milionami euro na lewo i prawo.

Bo przecież nie z myślą o miejscowych kibicach, bo jak pokazuje marna frekwencja na głównej arenie sportowej księstwa, futbol nie należy do ulubionych rozrywek poddanych księcia Alberta II. Może ze swojego jachtu chciał mieć blisko na stadion? Trudo odgadnąć. W każdym razie dość symptomatyczny jest kolejny przykład upadku obyczajów u progu XXI stulecia.

Za sprawą futbolu chamstwo z szykanami wkroczyło w granice, zdawać by się mogło, ostatniej ostoi wykwintnych manier na Starym Kontynencie. O tempora, o mores! 
 

 

Jerzy Kraśnicki

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK