wiadomości

Bezrobocie, życie na zasiłkach i banki żywności - mit „rajskiej wyspy” ostatecznie obalony?

Polish Express
Polish Express logo

Bezrobocie, życie na zasiłkach i banki żywności - mit „rajskiej wyspy” ostatecznie obalony?

Widma recesji straszą Brytyjczyków na każdym kroku. Ilość zamówień publicznych rośnie, ale jednocześnie jak grzyby po deszczu powstają banki żywności. Ceny nieruchomości szybują w górę, tak samo jak liczba osób zatrudnionych na umowach „zerowych”, które na zakup własnych czterech kątów jeszcze długo nie będą mogły sobie pozwolić. Szumnie reklamowana reforma systemu socjalnego sprawiła, że wielu potrzebujących utraciło prawa do otrzymywania zasiłków. Tak w kilku zdaniach można, w opinii dziennika „The Guardian” określić sytuację społeczną na Wyspach. Po czym poznać, że bieda zaczyna zaglądać Brytyjczykom w oczy?

Po pierwsze, społeczeństwo zdaniem dziennikarzy, pod względem finansowym można obecnie podzielić na trzy grupy: klasę średnią, której powodzi się całkiem nieźle, niższą klasę średnią, której przedstawiciele balansują na krawędzi popadnięcia w kłopoty finansowe oraz klasę najbiedniejszą – do niej należą ci, którym rzadko kiedy udaje się związać koniec z końcem. W niektórych częściach kraju jest to mniej widoczne –na przykład w Londynie zamieszkałym w dużej mierze przez lepiej sytuowanych. Wystarczy jednak wybrać się na obrzeże aby wkroczyć do zupełnie innego świata.

Bieda nie dotyczy już tylko bezrobotnych – klientami banków żywności są coraz częściej osoby pracujące dorywczo, a nawet te, zatrudnione na etacie, którym stawka minimalna nie pozwala wyżywić rodziny. Norma Smart, która prowadzi jeden z banków żywności w Glasgow, stwierdza, że dopiero niedawno zdała sobie sprawę z rozmiarów panującej w jej kraju biedy: „Kiedy zaczynałam pracę miałam zupełnie inne wyobrażenie o biednych ludziach. Teraz widzę, że trafić może tu każdy – normalny człowiek, który zwyczajnie miał w życiu pecha” – komentuje.

O tym, że życie w Wielkiej Brytanii staje się dla miejscowych coraz trudniejsze najlepiej widać na przykładzie młodzieży. Profesor Paul Gregg z Uniwersytetu w Bath wyliczył, że zarobki w grupie wiekowej do 25 lat spadły o 25% w porównaniu z okresem sprzed recesji. Współcześni dwudziestolatkowie zarabiają tyle samo, ile ich rówieśnicy za czasów rządu Tony’ego Blaira w latach 90. Ponadto, zdaniem profesor Julii Darby z wydziału ekonomicznego, statystyki pokazują, że absolwenci imają się każdej pracy – nawet fizycznej, co było wcześniej domeną tych, którzy studiów nie kończyli.

W związku z problemami w znalezieniu zatrudnienia, wielu młodych zwraca się po pomoc do państwa, które coraz częściej odmawia im wypłacenia zapomogi  w imię usprawniania kulejącego i nadwyrężonego systemu benefitów. Przedstawiciele organizacji pozarządowych twierdzą, że zmiany i wprowadzane obostrzenia są zbyt radykalne i krzywdzące dla tych, którzy nie mają szans funkcjonować bez państwowego wspomagania: „Obecnie reguły są takie – jeśli bije ci puls, masz pracować” – komentuje kryteria przyznawania zasiłków Danny MacCafferty, przewodnicząca Independent Resource Centre.

Kryzys uderzył w Wielką Brytanię dotkliwie – to fakt. Ale czy mając Borównie z warunkami ekonomicznymi panującymi w innych częściach Europy dziennikarze Guardiana również biliby na alarm i ogłaszali upadek społecznego dobrobytu?

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK