STYL ŻYCIA

Barometr biało-czerwonych

Polish Express
Polish Express logo

Barometr biało-czerwonych

Na Euro 2012 Wojciech Szczęsny miał nawiązać do chlubnych bramkarskich tradycji Polaków, które na mistrzowskich turniejach zawsze były naszą mocną stroną. Miał stać się dla zespołu Smudy tym, kim na Euro 2008 był Artur Boruc.

W dół... Wojciech Szczęsny

Miał być zawodnikiem, który w kluczowych momentach gry będzie potrafił "zrobić różnicę". Niestety, stało się wręcz przeciwnie - na murawie Narodowego był jednym z najsłabszych ogniw reprezentacji Polski. Pierwszą bramkę zawalił na spółkę z Wasilewskim, a faulując Salpingidisa nie zrobił nic, co mogło by znamionować jego wielką, bramkarską klasę. Brakowało mu spokoju i opanowania. Być może młody golkiper Arsenalu nie udźwignął presji, która nad nim ciążyła. Czy to koniec turnieju dla Szczęsnego? Chyba tak. Trudno przypuszczać, aby po greckim blamażu dostał jeszcze szansę w meczu z Czechami.

Niewiadoma... Franciszek Smuda

Przed rozpoczęciem Euro Franciszek Smuda zapewniał, że nad kondycją jego piłkarzy czuwa sztab najlepszych specjalistów. Pomny doświadczeń swoich poprzedników wiedział, że kluczem do sukcesu jest perfekcyjne przygotowanie piłkarzy pod względem fizycznym. Nie było konferencji prasowej, na której zapatrzony we wzorce niemieckie Smuda nie zapewniał, że nasi wytrzymają trudy turnieju. Jak to wyglądało w meczu z Grecją widzieli wszyscy. Sił Polakom starczyło jedynie na pierwsze 45 minut, bo w drugiej połowie oddychali już rękawami. Co więcej - nic z tym nie zrobił! Kiedy Fernando Santos aktywnie reagował na boiskowe wydarzenia, Smuda wyglądał na kompletnie zagubionego i bezradnego. Czemu trener biało-czerwonych nie wpuścił nikogo, kto mógłby rozruszać naszą grę, to już pozostanie jego słodka tajemnicą...

W górę... Przemysław Tytoń

Gdyby nie kontuzja Łukasza Fabiańskiego to pewnie drugi bramkarz Arsenalu zastąpiłby swojego klubowego kolegę na boisku, ale los chciał, że między słupkami stanął Przemysław Tytoń. Gdyby nie obronił strzału doświadczonego Georgiosa Karagounisa nikt by do niego nie miał pretensji. Wchodził na boisko kompletnie nierozgrzany. Musiał ratować wynik swojej drużyny na oczach tysięcy zgromadzonych na stadionie i milionów przed telewizorami. Golkiper holenderskiego PSV Eindhoven instynktownie poszedł w lewo, odbił piłkę i... ocalił nam remis! Choć po meczu przyznawał, że wcale nie czuje się bohaterem, stał się nim. Tytoń, jako pierwszy bramkarz w dziejach mistrzostw Europy, który obronił jedenastkę wchodząc na murawę prosto z ławki rezerwowych. Brawo, Przemek!

 

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK