ROZRYWKA

Barachło za funta (cz. 33)

Polish Express
Polish Express logo

Barachło za funta (cz. 33)

Płonące karaluchy. Siedemset żabek. Fałszywe uśmiechy. Wyrzuty sumienia. Przezroczysta odzież Victorii. Szampan i afrykańskie kadzidła. Z kim sypia Lucina. Jak Turcy wygrali z Polakami. Dlaczego Anglicy cierpią.

Poprzedni odcinek: Rumuńskie pranie (cz. 32) >>

Unikam zakupów w sklepach pt. „99 p” lub innych dyskontach, ale czasem zdarza mi się wstąpić. Nie polecam np. kupowania tam maszynek do golenia - są tak tępe, że gdyby spróbować nimi skosić trawę, powstałyby w trawniku wyrwy rozległe i głębokie jak kratery na księżycu. Sprzęt ten jednak może być przydatny do zdzierania warstw starego lakieru z drzwi lub okien albo też do cyklinowania drewnianych podłóg. Uważam również, że zdałyby egzamin przy zdzieraniu rdzy oraz małży i innych frutti di mare z kadłubów statków pełnomorskich. Po ogoleniu się taką maszynką mój sąsiad z parteru, Tadeusz, wyglądał jak weteran z Afganistanu, który przeżył nadepnięcie na minę przeciwczołgową.

Proszek do prania włosów

Warto tam jeszcze kupować szampony, w których doskonale piorą się delikatne i mocno zabrudzone tkaniny, natomiast włosy sztywnieją, jak włosie szczotki klozetowej. Być może, per analogiam, w dyskontowym proszku do prania doskonale myłoby się włosy? Są tam jeszcze „eau de toilette” oraz „eau de parfum”, które tracą zapach zanim dolecą po psiknięciu do celu, czyli do ciała. Kamil, były lokator „naszego angielskiego domu” używał owej wody kolońskiej do tępienia karaluchów. Najpierw psikał na insekta ze wszystkich stron, a później podpalał. Jeśli istnieje jakieś stowarzyszenie ochrony karaluchów, to niech się tym zajmie.
Co tam jeszcze, aha - patelnie teflonowe na przykład. Podrapałem dno lekko paznokciem i teflon, przynajmniej w tym miejscu, diabli wzięli.

Odżywka ślusarska, żabki i dwa funty

Tym razem przyszedłem do „99 p” kupić odżywkę do włosów, ponieważ zacina mi się zamek przy drzwiach, a nic tak doskonale nie odżywia zamka, jak odżywka do włosów. Kupiłem też 200 klipsów do bielizny w miejsce tych, które zdemolowała Lucina. Chyba niepotrzebnie, bo kiedy wróciłem do domu, to okazało się, że Stachu kupił 200, Viorel 200 i Omar 100. Przydadzą się, bo Lucina nie odstępuje od pralki czwarty tydzień. Będzie co i czym przypinać, jeśli oczywiście znowu ich nie zniszczy. Rano zapukała do mnie Victoria. Poprosiła o dwa funty i telefon. Funtów nie miałem żadnych, ale telefony nawet dwa. W jednym było zero na koncie, a na drugim 28 pensów. Tak więc bez obaw, że znów spustoszy mi konto, przekazałem jej z fałszywym uśmiechem oba telefony. Wróciła po chwili i ze smutkiem stwierdziła, że oba konta są puste, w tym jedno prawie. - Och, jak mi okropnie przykro - kłamałem bezczelnie, ciesząc się w duchu. - Ale na drugim jest jeszcze prawie 30 pi, więc zdążysz powiedzieć temu komuś, żeby oddzwonił - doradzałem z fałszywą uprzejmością. - Tak, ale ja chciałam zadzwonić do swojego lekarza.

Pocałunek na zarośniętym licu

Stała zmartwiona i bezradna trzymając w rękach dwa telefony. Mój nieszczery uśmiech zniknął błyskawicznie. Zrobiło mi się dziewczyny żal. Powiedziałem, że jeśli się nie spieszy, to niech poczeka na mnie, ja podejdę do banku, wybiorę pieniądze, uzupełnię konto w telefonie i za pół godziny będę z powrotem. W drodze do banku, w związku z moim zachowaniem, dopadły mnie wyrzuty sumienia. „Co tam, trzeba ludziom pomagać, wybaczać” - myślałem. „Do kogo ma się zwrócić, jak nie do najbliższego sąsiada? Wydała zresztą sporo pieniędzy na środki czystości, nowego mopa i wiadro, a przecież ja też z tego korzystam. Zagipsowała wszystkie dziury w łazience i kupiła nową zasłonę”. Tak się wzruszyłem jej łazienkową aktywnością, że o mało nie przejechał mnie samochód. Po powrocie z banku zajrzałem do niej, wręczyłem jej dwa funty i telefon. Zadzwoniła, umówiła się ze swoim GP i zwróciła mi komórkę. - A pieniędzy nie musisz mi oddawać. Victoria objęła mnie, mocno się przytulając, złożyła pocałunek na mojej, nieogolonej akurat, gębie i powiedziała: - Dziękuję ci - dodając po chwili: - Wrócę, jak zwykle, około dziesiątej. - O, ho ho, o co tu chodzi - zastanowiłem się w myślach.

Siła fizjologii i wirtualny peniuar

Kiedy wieczorem usłyszałem jej kroki na schodach, wyłączyłem telewizor i - na wszelki wypadek - siedziałem cicho jak mysz pod klozetową szczotką. Niestety, tak się składa, że kiedy siedzę w domu, to żłopię dużo herbaty i w związku z procesami metabolicznymi zachodzącymi w moim organizmie, muszę co jakiś czas udawać się do toalety. Teraz jednak nie pasowało mi to zbytnio. Zacząłem się rozglądać po pokoju. Nie, no czajnik oczywiście odpada, kubek i filiżanka również, salaterki - nie ma mowy, dwie puste butelki po mineralnej, no ale te szyjki - przecież nie jestem dzieckiem. Pęcherz osiągnął już wielkość jednego z księżyców Saturna, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi. - O Dżizes Krajst - pomyślałem po angielsku. - Nieźle się zaczyna. Wyobraziłem sobie, że Victoria stoi za drzwiami przyodziana w zwiewny, przezroczysty peniuar, a w jej pokoju na stole (którego zresztą nie ma) palą się świece, afrykańskie kadzidła i butelka szampana. Ale te kiczowate imaginacje rodem z „harlekinów” natychmiast odpłynęły w niebyt, bo oprócz trzeszczącego w szwach pęcherza, zaczęło coś się dziać w moich oskrzelach, a do tego pojawił się nagły katar. Tak więc za chwilę należało się spodziewać nie tylko powodzi, lecz również kaszlu, chrząknięć i kichania, wszystko na tzw. tle nerwowym. Szczęściem pukanie ustało, a Victoria, jak się okazało, zeszła do kuchni. Pomknąłem szybko do łazienki. Po pozbyciu się nieznośnego balastu, mój mózg zaczął normalnie pracować, co przejawiło się w inteligentnym wniosku: - Jeśli Victoria zeszła do kuchni, to nie mogła być ubrana w przezroczysty peniuar, pod którym nic nie miała! Na drugi dzień poznałem powód jej niedoszłych odwiedzin - chciała pożyczyć otwieracz do konserw, bo nie miała czym otworzyć puszki z kukurydzą. Ot co!

Zderzenie z koszem i tajemnica Luciny

Kiedy to piszę jest godzina czwarta na ranem, cisza niemal absolutna przerywana od czasu do czasu popiskiwaniem lisów. Nagle łoskot jakiegoś przewracającego się metalowego pojemnika i te oto słowa: - Ku...wa ci mać pier...lona była! Ot jakiś zbłąkany rodak zderzył się zapewne z koszem na śmieci. Pisałem, że od kilku dni Lucina i Viorel unikają mnie, szczególnie Lucina, która widząc mnie przemykała szybko do swojego pokoju nie odpowiadając na grzecznościowe „how are you”. Zagadka się wyjaśniła - kiedy wychodziłem do lekarza, na schodach minęła mnie Lucina i z uśmiechem wrzasnęła niemal: - Hello my friend! How are you! Zdziwiony obejrzałem się za siebie, czy przypadkiem nie stoi za mną jakiś jej „friend”, ale nie, to było do mnie. Zgodnie z polską normą, która nie pozwala mówić, że ma się dobre samopoczucie, nawet jeśli tak jest, odpowiedziałem, że nie najlepiej. Ale to nieważne, bo głównie intrygowało mnie skąd u niej ta zmiana? Kilka kroków dalej postępowała za Luciną... kolejna Lucina, tyle że odrobinę wyższa. Zapytałem, czy to jej siostra. Usłyszałem odpowiedź twierdzącą. Wynika z tego, że to na nią natykałem się wcześniej biorąc ją za Lucinę. Co w takim razie u licha z tym Viorelem? Jego, prawdę mówiąc, nie widziałem od paru dni. Zacząłem się zastanawiać, jak dwumetrowy długas mieści się na jednym łóżku z dwiema pękatymi niewiastami. Może śpi na podłodze, a może już tam nie mieszka, a może sypiają na zmiany?

Ciśnienie spadające w górę

Te cholerne skoki ciśnienia wykańczają mnie. Jestem niskociśnieniowcem, więc jeśli słupek rtęci spada (tu miałem napisać „spada w dół”, ale uświadomiłem sobie, że przecież w górę spadać nie może), to czuję się przerażająco słaby, kawa pomaga, ale na krótko i nieznacznie. Zszedłem na dół do kawiarni. Gino, współwłaściciel kawiarni, podobnie jak Kemal jest z pochodzenia Turkiem, ale urodził się w Londynie. Zdziwiło mnie, że ma takie z italiańska brzmiące imię. Wyjaśnił, że to skrót od jakiegoś długiego arabskiego imienia, którym go ochrzczono - jeśli tak można powiedzieć o Arabach czy muzułmanach, którzy przecież się nie chrzczą. Gino opowiedział mi, jak z bratem, byłym zawodowym bokserem, musieli pobić Polaków przed jednym z supermarketów na Ealing. To było akurat wtedy, kiedy zremisowaliśmy z Austrią. Dwóch pijanych rodaków szło chodnikiem i wyzywało kogo się da potrącając również kogo się da. Gino i jego brata się nie dało. Nastukali im po łysych łbach i zmyli się, zanim przyjechała policja. Dużo tracicie przez takich chamów - powiedział Gino. - Wiem, że to margines, ale o takich zaczepkach bywa głośno i to Polakom psuje opinię - dodał. Klientów prawie nie było, więc siedział ze mną przy stoliku dość długo. Kiedy poprosiłem czwartą kawę skarżąc się na niskie ciśnienie, przyszedł z kawą i kwadratową butelką, z której chciał mi coś wlać do kawy. Mając w pamięci rumuńską „triczę”, która nadpaliła mi przełyk, żołądek i wątrobę, ostro zaprotestowałem, ale Gino uspokoił mnie, że to tylko likier waniliowy, taki specjalny, do kawy. Jeden wypiłem z kawą, a dwa bez kawy. Ciśnienie zostało wyrównane.

Turcy też nie lubią być zdradzani

Podczas dość długo toczącej się konwersacji, mój turecki rozmówca bardziej zauważył niż zapytał, że Polacy nie lubią, jak ich kobiety zadają się z Murzynami. Odpowiedziałem, że nie tylko z Murzynami, ale nawet z innymi Polakami. Nikt nie lubi być zdradzany i zasugerowałem, że dotyczy to również Turków. Gino wyjaśnił, że chodzi mu o to, że Polacy nie akceptują przypadków wchodzenia swoich rodaczek w relacje z czarnymi. Odpowiedziałem, że to prawda. - W Turcji też tego nie lubimy, ale tu musimy udawać, że jest inaczej. A pomyśl, jak muszą cierpieć Anglicy, którzy są najgorszymi rasistami jakich znam. Zaręczam ci, że jak Anglik patrzy na Murzyna, to widzi go przykutego do płotu i kopiącego ziemię w ogródku. Nie potwierdziłem ani nie zaprzeczyłem, bo prawdę mówiąc nie wiem co myślą Anglicy na temat Murzynów. Na koniec Gino podkreślił, że nie jest rasistą, ja zresztą też.

Janusz Młynarski
[email protected]

Kolejny odcinek: Idiota i nie tylko (cz. 34) >>

Wszystkie zdarzenia i osoby przedstawione w opowiadaniu, są fikcyjne, a zbieżność z osobami i zdarzeniami rzeczywistymi jest lub może być w pełni przypadkowa.

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Majtki z blachy (cz. 27)

Majtki z blachy (cz. 27)

Odkurzacz połyka bieliznę. Gdzie jest przycisk. Majtki z blachy. Nie wiedziałem, że chodzisz w stringach. „Daily Mail” i Heather. Angielska babcia z polskim lotnikiem.

Jak załatwić UK  (cz.65)

Jak załatwić UK (cz.65)

Sabrina - Królowa Śniegu. Spacer i głupie myśli. W japonkach przez zaspy.

"Cześć kochanie" (cz. 80)

"Cześć kochanie" (cz. 80)

Polacy nie płacą. Rozbierająca wyobraźnia. Powrót Sandy. Zagadki węgierskiej ciąg dalszy. Po czym poznać morderców. Nie jestem szpiegiem. Dziewczyna już nie opuszcza głowy.

Kogo zrzucę ze schodów (cz. 51)

Kogo zrzucę ze schodów (cz. 51)

Kogo zrzucę ze schodów. Tajemnicza saszetka za biurkiem. „Bombay Bimbos”, czyli hinduskie porno. Długo po krótkich schodach. Spotkanie z torbą.

O tym, jak sąsiadka głaskała moje kończyny…

O tym, jak sąsiadka głaskała moje kończyny…

Sposób na religijne pogadanki. Susan i Berenica robią to samo. Chris, który grał z Pink Floyd. Mistyfikacja w salonie. Matki Polki mówią. Szok - Viktoria kąpie się codziennie.

Włamanie na tyłach (cz. 61)

Włamanie na tyłach (cz. 61)

Wstręt do organów. Boli wszystko z wyjątkiem śrub. Paracetamol, bezsenność i jam session bladym świtem. Santana na Churchfield. Moja dziewczyna jest kopią. Polacy to najlepsi lokatorzy.

Nagłe zniknięcie Toby’ego i Pakistanek (cz.68)

Nagłe zniknięcie Toby’ego i Pakistanek (cz.68)

Orzeł czy płatki. Siurpryza w ogrodzie. Siadaj, to nie Polska. Kobieta jak pies. Tajemnicze stwory ze słoika. Bliskie spotkanie z patrolem. Białas nie ma nic do gadania. Nowi lokatorzy. Mistrzowski rzut...

"Do szału jeden krok" (cz. 94)

"Do szału jeden krok" (cz. 94)

Krótki kurs węgierskiego. Kto hoduje świnie w łazience. Szczęście Araba. Kobiety myślą tylko o jednym. Intensywna noc za ścianą.

Talerz dla Zbłąkanego Wędrowca

Talerz dla Zbłąkanego Wędrowca

Zaczęło się od tego, że bagażowi ze Stansted pogięli mi opakowanie od AjPada dla Michasia. Albo ci z Rębiechowa. W sumie, to nie wiem. Totalnie pogięli. Jak ja się pokażę w Koszalinie z pomiętolonym na...

"Węgierka dość, dość, dość!" (cz. 95)

"Węgierka dość, dość, dość!" (cz. 95)

Jak sąsiad trafił w satelitę i nie spadł z dachu. Kemal poznaje historię Polski. Arab bije i dusi.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK