STYL ŻYCIA

Andrzej Urbański: Naciski były zawsze

Polish Express
Polish Express logo

Andrzej Urbański: Naciski były zawsze

„Czasami mówię politykom brzydkie wyrazy, kiedy dzwonią do mnie z pretensjami.” Rozmowa z prezesem Telewizji Polskiej Andrzejem Urbańskim.

Władysław Bartoszewski: Ustabilizujemy ten kraj! (wywiad) >>

Wojciech Olejniczak: Walka o abolicję (wywiad) >>

Jakie wrażenie zrobił na panu pierwszy odcinek „Wyjechanych”?

Cała idea sprowadza się do dwóch kwestii. Pierwsza dotyczy tego, aby Polacy nad Wisłą zobaczyli, że wszędzie na świecie jest pięknie, ale są też tam podobne problemy, a nawet i poważniejsze. Ten pierwszy odcinek nie mógł tego pokazać, ale następne to oddadzą. Jesteśmy akurat w klubie, gdzie jeszcze kilka miesięcy temu rozbrajano bombę.
W Warszawie jeszcze tego nie mamy i obyśmy nie mieli. Druga idea to casting do tej telenoweli. Każdy może przyjść i powiedzieć „ja mam dobrą historię do opowiedzenia”. Damy mu szansę ją pokazać, jeśli faktycznie jest to coś interesującego.

Myśli pan, że ci ludzie kiedyś wrócą do kraju?

Na pewno. Nawet moja córka podczas ostatnich odwiedzin zapytała: „Tato, a jak byśmy przyjechali do Warszawy?” Ona była od 89 roku w Kanadzie, w Londynie jest legalnie, ale jej mąż jako obywatel Kanady musi za każdym razem uzyskiwać zgodę na pracę tutaj. To jest Unia Europejska, Polacy nie zdają sobie sprawy, że Amerykanie muszą starać się o zezwolenia na pracę, a my nie. To jest ta wielka rewolucja, w której bierzemy udział.

Jak wyglądają nastroje powyborcze w Telewizji Polskiej?

Dla mnie najważniejsze było, że Telewizja Polska znów pokonała konkurencję w wieczór wyborczy. Najwięcej Polaków wybrało właśnie ją, a to znaczy, że ufają jej.

Ale następnego dnia, gdy emocje opadają, trzeba przyjść do pracy. Nie obawia się pan o swoje stanowisko?

To nie ma znaczenia. Nowy rząd ma prawo próbować, czego chce. Dla mnie co innego jest ważniejsze – pytam, czy ludzie, którzy tworzą telewizję, będą się odcinali od swoich poprzedników, czy będą jednak coś kontynuowali.

W jaki sposób zmieniła się telewizja, odkąd zajął pan w niej fotel prezesa?

Zastałem telewizję w ogromnym kryzysie, miała spadek oglądalności i przychodów z reklam. Trzeba było ciężko pracować, żeby odzyskać pozycję, którą kiedyś telewizja miała. Możemy wydawać pieniądze na takie projekty jak „Wyjechani”, nie musimy zarabiać na tym. Oczywiście pod warunkiem, że dajemy Polakom coś ważnego do obejrzenia i zrozumienia.

Codziennie czytamy w prasie, że odkąd objął pan władzę w Telewizji Polskiej, została upolityczniona i jest sterowana przez rząd. Jak to jest z wami?

Była u mnie misja OBWE i kilka razy powiedziałem im, że gdyby u mnie dziennikarz pokazał w kampanii swoje emocje czy nawoływał, na kogo mamy głosować, to wstydziłbym się tego i wyrzucił go z pracy. Tak się nie stało. Niech pan weźmie gazety z ostatniego tygodnia czy posłucha rozgłośni radiowych i zobaczy, ilu z nich to zrobiło.

Potężne zamieszanie wybuchło po wizycie Donalda Tuska w Wielkiej Brytanii, której nie chciały pokazać „Wiadomości”. Na jakim szczeblu władzy rozgrywają się więc takie decyzje?

Po pierwsze wizyta była zrelacjonowana, a po drugie nie wiem na jakim szczeblu to się rozgrywało, na pewno nie w gabinecie prezesa. Mamy dwa wydania „Wiadomości”, „Teleexpress”, „Panoramę”, to są osobne zespoły dziennikarzy. Każdy podejmuje decyzję sam za siebie.

Wróci pan do Pałacu Prezydenckiego, jeśli nowy rząd wymieni prezesa telewizji?

Nie sądzę, bo nie wraca się w te same miejsca. To jest pytanie, które sobie zadaję i muszę powiedzieć, że kusi mnie, aby zacząć produkować programy dla telewizji. Jako prezesowi nie wolno mi tego robić, ale staram się inspirować takie pomysły. To jest strasznie fajna sprawa.

Czy były już pierwsze naciski na telewizję po wyborach, aby zmienić styl relacjonowania informacji?

Naciski były w telewizji, odkąd ona powstała, ponad 50 lat temu. Obiecałem dziennikarzom, że do nich politycy nie będą dzwonili. Biorę to na siebie.

A co pan mówi politykom, gdy dzwonią do pana?

Czasami są to brzydkie wyrazy, a czasami delikatnie tłumaczę, by sobie darowali. Jeśli nie skutkuje, wysyłam pismo, w którym informuję, że takie działania nie są zgodne z prawem.

Dzwonią ci z lewej strony, czy również z prawej?

Ze wszystkich stron. Jednym i drugim odpowiadam tak samo. Ja ich znam, z wieloma jestem po imieniu, to chyba było widać w debatach. Wbrew temu co mówią niektórzy dziennikarze, to nie są najgorsi zbrodniarze na świecie. Gorsi są ci, którzy działają zza kulis, manipulują. To dotyczy wszystkich krajów na świecie.

Tomasz Lis dzisiaj z powodów politycznych stracił pracę w Polsacie. Dałby mu pan miejsce na antenie?

W stu procentach tak. Stworzył wybitny program „Co z tą Polską” i gdybym miał taką możliwość, natychmiast dałbym go na antenę.

Czy telewizja będzie starała się nawiązać lepszy kontakt z Polakami poza granicami kraju?

Mamy pomysł na produkcję, którą będziemy robić z Anglikami, Niemcami i Francuzami. Pokaże ona w tych krajach, że Polacy są takimi samymi ludźmi, jak oni. Mam na koncie wiele rozmów z wybitnymi twórcami telewizji brytyjskiej, którzy chcą z nami zrobić ten projekt

rozmawiał Tomasz Ziemba

Władysław Bartoszewski: Ustabilizujemy ten kraj! (wywiad) >>

Wojciech Olejniczak: Walka o abolicję (wywiad) >>

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Redaktor serwisu

[email protected]

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Powrót do Polski

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK