STYL ŻYCIA

Ale cuchnie ta ryba!

Polish Express
Polish Express logo

Ale cuchnie ta ryba!

76. minuta meczu o trzecie miejsce Mistrzostw Świata, rozgrywanych na zachodnioniemieckich stadionach roku 1974. Konkretnie chodzi o stadion olimpijski w Monachium i mecz Polska – Brazylia. Grzegorz Lato znalazł patent, by tuż obok bramkarza Leão znaleźć dla piłki drogę do bramki Canarinhos.

Zatrudnijcie sprzątaczkę! >>

"Wyścigi" finansowych krezusów >>

Właśnie dzięki temu trafieniu biało-czerwoni wracali do kraju z medalami w swoich bagażach. We wcześniejszych meczach Lato nie bardzo przejmował się też innymi bramkarzami. Carnevali, Francillon, Hellstrom, czy Maric mogliby coś na ten temat powiedzieć.
Siedem goli w zupełności wystarczyło, by zawodnik Stali Mielec do medalu dorzucił koronę króla strzelców mistrzostw. W sumie Lato dokładnie sto razy wkładając przed meczem koszulkę musiał sprawdzać, czy białym orzełkiem do przodu. W tych meczach 45 razy robił przykrości bramkarzom przeciwnych drużyn. W sumie analizując przebieg jego piłkarskiej kariery pozycja klęcząca jest jak najbardziej usprawiedliwiona.
Jak każdy piłkarz - i on także pewnego dnia musiał na dobre zdjąć piłkarskie krótkie spodenki. Postanowił zamienić je na długie spodnie - i to z kantem - oddając się karierze trenera oraz działacza. Omawiając ten rozdział sportowej biografii Grzegorza Lato można już wstać z kolan. Umowy o pracę podpisywał w klubach: North York Rockets z Toronto, Stal Mielec, Olimpia Poznań, Amica Wronki, Widzew Łódź. Kontrakty te były raczej krótkoterminowe – nigdzie dłużej nie zabawił…
Jego ambicje wzleciały znacznie wyżej. Uznał, że polityka to jest właściwe miejsce, by zaspokoić swoje ambicje. W efekcie w izbie wyższej zasiadł w „okrąglaku” przy Wiejskiej w Warszawie od 2001 do 2005 roku. Kolejne wybory do Sejmu i Europarlamentu przegrywał z kretesem.
Jego zwycięstwem zakończyły się wreszcie wybory w roku 2008, tyle że w puli było stanowisko prezesa zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej.  Nawet Zibi Boniek okazał się zbyt „cienkim” kontrkandydatem na najbardziej eksponowane stanowisko w polskim futbolu.
Od pierwszego dnia prezesowania Lato nie może opędzić się od – delikatnie to ujmując – sceptycznych komentarzy jego kolejnych decyzji, czy inicjatyw. Na czoło krytycznych recenzentów wysunął się dawny kolega z boiska – Jan Tomaszewski. Popularny „Tomek” kiedyś był bezkonkurencyjny w wyłapywaniu piłek zmierzających do bramki, dziś jest nie mniej skuteczny w wyłapywaniu gaf kolejnych decydentów krajowej „kopanej”. Często nie zaprząta sobie głowy, by przebierać w słowach dając dowody, że w dyplomacji nie miałby czego szukać. Onegdaj stwierdził, w odniesieniu do prezesury Lato, że najgorzej gdy „chłop wyjdzie ze wsi, ale wieś nie wyjdzie z chłopa”. Trzeba przyznać, że Lato robi wszystko, by jego krytycy nie narzekali na brak roboty. Wiele decyzji wzbudziło poważne kontrowersje. Zresztą wystarczy zerknąć na kondycję naszej piłki. Chociażby pobieżnie…
Wszystkie wcześniejsze wpadki pana prezesa nawet wzięte do kupy, to nic w zestawieniu z jego absencją podczas posiedzenia Komitetu Wykonawczego UEFA w Mińsku na początku tego miesiąca. Podczas tego posiedzenia zapadły istotne decyzje dotyczące terminów oraz miejsc spotkań EURO 2012.  Lato - i owszem - wsiadł do samolotu, ale zamiast na Ukrainę poleciał do Stanów. I to bynajmniej nie pomylił bramek na Okęciu. W dniu kiedy w Mińsku zapadały ważkie decyzje Lato i świta odwiedzili… szkółkę piłkarską w Chicago.
Dobra, przypuśćmy, że Lato jest genialnym prezesem i otoczył się niegorszymi współpracownikami. Może zatem polegać na ich kompetencji i nie potrzebuje na każdym kroku swoją osobą firmować działań piłkarskiej centrali. Przysłowiowe schody zaczynają się, gdy uwzględnimy fakt, że za ocean pofrunął z nim Adam Olkowicz, który piastuje rolę… szefa komitetu organizacyjnego EURO 2012 w Polsce! Przepraszam, ale w tym wypadku pan Adam jest jak pewna część ciała od załatwiania określonej potrzeby fizjologicznej, by uczestniczyć we wszelkich posiedzeniach związanych z organizacją europejskiego czempionatu. Choćby było to nawet spotkanie babć klozetowych mające ustalić taryfy opłat za korzystanie z toalet w czasie trwania mistrzostw!
Trudno się zatem dziwić, że szef UEFA Michel Platini był ponoć zniesmaczony postawą polskich działaczy. Cóż jednak począć, gdy PZPN to swego rodzaju „państwo w państwie”. Na dobrą sprawę, to nawet prezydent RP może im „skoczyć”. Jego ewentualna interwencja spotkałaby się z odporem prezydenta FIFA, dziadzia Seppa Blattera.
Zastanawiam się, jak można tolerować takie otwarte lekceważenie swoich obowiązków, zważywszy że mamy do czynienia z organizacją – nie boję się użyć tego określenia – najważniejszej imprezy sportowej w historii Polski. Czy organizowaliśmy kiedyś coś na miarę czempionatu Starego Kontynentu w piłce nożnej? To było rzecz jasna pytanie retoryczne. Jak najbardziej.
Nie sposób dziwić się, że kondycja polskiego futbolu w skali makro jest katastrofalna. Według starego niegłupiego porzekadła „ryba psuje się od głowy”. W tym wypadku fetor jest  coraz bardziej intensywny. Maltretuje zmysł powonienia bez pardonu. Jak długo będziemy musieli czekać, aż znajdzie się ktoś komu ten smród naprawdę zacznie wadzić i zaprowadzi solidne wietrzenie? Gabinetów z ulicy Bitwy Warszawskiej 1920 roku!
Jerzy Kraśnicki / Fot. Getty Images

Zatrudnijcie sprzątaczkę! >>

"Wyścigi" finansowych krezusów >>
 
 

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK