POLACY W UK

Ach, co to był za ślub…

Polish Express
Polish Express logo

Ach, co to był za ślub…

Jeśli chodzi o facetów, to z ich najważniejszym dniem w życiu bywa różnie, jednak dla każdej kobiety tym najważniejszym dniem jest podobno ślub.

Ale jeśli już ślub, to nie chodzi o byle jaką uroczystość czy o załatwienie formalności na chybcika, a ślub dużego formatu: najpiękniejszy, najbardziej uroczysty, oszałamiający i zniewalający wszystkimi szczegółami oraz całym swym ogółem. Taki, którego nie zapomnimy do końca życia. Słowem, ślub kościelny. Skoro więc go bierzemy, co zrobić, by zapamiętać ten dzień na zawsze? Wbrew pozorom, to całkiem proste – wystarczy pójść za przykładem stereotypowo-przeciętnej polskiej kandydatki na Pannę Młodą. Tak, tak, tylko tyle. Albo AŻ tyle, bo dla porównania, brytyjska Panna Młoda zdaje się traktować ów dzień mocno po macoszemu. Ostatnio, na przykład, jeden z tutejszych pastorów żalił się, że w jego parafii w całym zeszłym roku odbył się tylko jeden (słownie: jeden) ślub! No, gdyby tak samo „chętnie” żenili się u nas, to proboszcz takiej parafii przymierałby z głodu… Ale w sumie co się dziwić temu „pędowi” Tutejszych do takiej żeniaczki, bo kto jeszcze w tym kraju chodzi do kościoła? Jak powiada moja babcia: „toż to Sodomnia i Gomoria!”. Nie to co nasza rodowita, kościołobojna Panna Młoda – ta ma poczucie doniosłości stojących przed nią wymogów Tradycji (co ludzie powiedzą?), tudzież przeważnie jeszcze bardziej kościołobojnych rodziców. Ale cywilny odpada również z bardziej koniunkturalno-praktycznych powodów: jest gorszy, bo można go brać parę razy i łatwo o rozwód, a kościelny jest jeden i na całe życie. Poza tym, jest bez pompy (gdzie ołtarz, gdzie organy, gdzie suknia jak z bajki?), za krótko trwa (a nuż nie zdążę go zapamiętać?), no i powracające „toć to by było nie po bożemu”. Ale nawet jeśli jesteś półwierząca, nie martw się – ksiądz za Ciebie tak zamiesza swymi kadzidełkami, że cała Święta Trójca się dostosuje. Dlatego nie żałuj kapłanowi sowitej zapłaty – w sumie wykupuje Ci Wieczne Błogosławieństwo, a takie swoje kosztować musi, prawda?
Więc jeśli daliście już na zapowiedzi, wystarczy teraz zadbać o kilka „drobiazgów” (Jego garnitur, Wasze obrączki, Twoją suknię, welon, podwiązki, tort, zaproszenia plus listę zaproszonych, limuzynę, fotografa, lokal, oprawę muzyczną, oprawę kulinarną, karnet Luton–Okęcie…) i już możesz przystępować do korowodu rytuałów przy ołtarzu.
A gdy od niego odejdziesz cięższa o kilka gramów złota, swoją odwieczną tęsknotę poczucia się raz jak „księżniczka z bajki” będziesz mogła wreszcie odhaczyć jako „wykonane”. Wtedy już na spokojnie przejdziesz do szarości dnia codziennego, święcie utwierdzona w przekonaniu, że wizja szczęścia Dużego Formatu (uwieczniona na weselnym foto w ozdobnej ramce i wyeksponowana na centralnym punkcie flatu) nie uleci w siną dal. I dopiero jeśli za kilka tygodni/miesięcy/lat (niepotrzebne skreślić) uda Ci się przejrzeć na oczy, dostrzeżesz wtedy, że poślubiłaś nie dawcę szczęścia, a dawcę spermy, i że generalnie masz nie związek, a kontrakt. Ale przynajmniej ten jest dużego formatu, wypisany złotymi zgłoskami, z pieczęcią kurii. Podanie o szczęście – czyżby odrzucone?
A może to wszystko dlatego, że szukałaś nie ładnego życia, a ładnej sukni ślubnej…? Tak czy siak, masz to co chciałaś: tego najważniejszego dnia nie zapomnisz na pewno…

Jacek Wąsowicz

 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK