temat numeru

Temat numeru: Imigranci chorują na depresję

Temat numeru: Imigranci chorują na depresję

Jedno z medycznych powiedzonek brzmi: „Jeśli rano wstajesz i nic cię nie boli, to znaczy, że nie żyjesz.” Jest jednak taka choroba, która nie objawia się fizycznym bólem, nazywa się ją cichym zabójcą. Chorobą duszy. Zapaść na nią może każdy bez względu na wiek, płeć oraz miejsce zamieszkania.

Ta choroba to depresja, która według danych Mental Health Foundation, obok alkoholizmu i schizofrenii jest przyczyną 90% spośród 5,000 samobójstw popełnianych każdego roku w Wielkiej Brytanii.

Depresja - jest to stan cechujący się głównie pogorszeniem nastroju, zmniejszeniem energii i aktywności oraz zainteresowań.

Mieszkając w obcym kraju czasem czujemy się zagubieni, tęsknimy za rodziną i znajomymi, niekiedy mamy kłopoty z porozumiewaniem się w obcym języku lub ze znalezieniem pracy.

To wszystko w połączeniu z brakiem wsparcia ze strony znajomych lub rodziny może spowodować, iż niepostrzeżenie przekroczymy granicę między „zwykłym przygnębieniem” a stanem depresyjnym, z którego nie da się już wyjść bez pomocy psychologa lub psychiatry.

Samemu źle
Jacek, 31-letni mechanik maszyn rolniczych, przyjechał do Anglii 5 lat temu. Na początku zaczął pracę na wysypisku śmieci, ale nie narzekał. Z czasem myślał, że zmieni pracę, pozna jakąś fajną dziewczynę, założy rodzinę i spełni swoje marzenia o życiu bez lęku o pieniądze i pracę.

Minęły dwa lata, a on ciągle był w tym samym miejscu. Na naukę języka nie miał siły, bo po 12 godzinach pracy wracał wykończony tak, że jedyne o czym marzył, to było łóżko.

Z poznaniem dziewczyny też był problem, bo w „tych sprawach” zawsze Jacek był nieśmiały. Pozostawało tylko picie z kolegami. Coraz częściej czuł bezsens takiego życia i coraz częściej topił smutki w alkoholu.

- Przygnębiało mnie, że czas mijał, a ja ciągle byłem w tym samym miejscu – wspomina. - Bez rodziny, dziewczyny i szans na lepszą pracę. Czasem nie chciało mi się wstać z łóżka, zacząłem brać zwolnienia w pracy. Pogadać o tym, jak się czuję też nie miałem z kim, bo przed kumplami wstyd, a nikogo bliskiego tu nie miałem - opowiada.

Wrócił do Polski i tam koleżanka namówiła go na wizytę w gabinecie lekarza psychiatry. Leki, nowo poznana dziewczyna i wsparcie bliskich spowodowało, że Jacek z nowymi siłami i partnerką po rocznym pobycie w kraju wrócił na Wyspy.
- Człowiek musi mieć kogoś – mówi mężczyzna.

- Bo gdy jest się tu samemu, to ogarnia człowieka beznadzieja i czasem wstajesz i myślisz: jestem w czarnej d***e , bez wyjścia. Wstyd się przyznać, a z drugiej strony jak nie powiesz komuś o tym, co cię gryzie, to te problemy mogą człowieka „zagryźć na śmierć”.

Wszędzie obcy

Większość imigrantów planując wyjazd nie zakłada, że ta sytuacja potrwa długo. Z reguły myśli się o kilkuletnim pobycie „na saksach”. Życie weryfikuje plany i czas pobytu systematycznie się wydłuża. Stosunki z rodziną w Polsce stają się coraz luźniejsze.
- Moja starsza siostra wyemigrowała razem z mężem i dziećmi cztery lata temu - pisze na jednym z forów, internautka o nicku „eufrozyna”.

- Ja do nich latam rzadko, oni w Polsce też bywają rzadko. Na szczęście jest Internet, który pozwala na utrzymanie jakiegoś kontaktu. Pomimo to bardzo oddalamy się od siebie. Rozmawiamy o rzeczach codziennych, o bzdetach.

Jest to relacja dość płytka, wcześniej byłam bardzo blisko z moją siostrą, widywałyśmy się często, dużo gadałyśmy, spędzałyśmy ze sobą dużo czasu pomimo tego, że już od dawna ze sobą nie mieszkałyśmy… Światopoglądowo - totalna przepaść.

Moja siostra staje się dla mnie obcą osobą, irytują mnie jej poglądy, jej podejście do życia, do pewnych spraw, stała się dość zarozumiałą osobą. Aż wstyd się przyznać, ale kiedy przyjeżdża razem z mężem i dzieciakami do Polski chcę, żeby jak najszybciej wyjechali...

Jak nie dać się depresji?
Nie tylko problemy i brak bliskich powodują, że jesteśmy w depresyjnym nastroju. Swoje trzy grosze dokłada angielska pogoda. Pochmurne i deszczowe dni nie sprzyjają poprawie samopoczucia. Niektórzy wyjeżdżają w tym czasie do ciepłych krajów, aby tam „naładować swoje akumulatory”.

Tańsza opcja to zmiana żarówek w domu na dające więcej światła, gdyż to właśnie niedobór światła powoduje, że robimy się śpiący i apatyczni.

Jasne światło bardzo szybko wstrzymuje ten proces, a jednocześnie przyczynia się do wzrostu produkcji substancji zwanej serotoniną (jej niedobór to znana przyczyna depresji).

To właśnie spadek poziomu melatoniny w organizmie wraz ze wzrostem poziomu serotoniny sprawia, że światłoterapia tak skutecznie zwalcza objawy depresji sezonowej.

Następnymi sposobami na to, by nie popaść w depresyjny nastrój i uchronić się przed stanem, z którego bez pomocy psychiatry lub psychologa nie da się już wyjść to: - często się uśmiechać.

Choć to trudne, bo kiedy jesteśmy smutni, to bliżej nam do płaczu niż do śmiechu, lecz obejrzenie komedii w TV lub kilku śmiesznych filmików na You Tube, ewentualnie przeczytanie śmiesznych komentarzy na forach internetowych, powinno skutecznie poprawić nam nastrój i spowodować, że choć na chwilę zapomnimy o swoich zmartwieniach.
- Dobre jedzenie, to też sposób na stres. W szczególności słodycze potrafią poprawić nastrój, gdyż podczas spożywania słodyczy, w mózgu zachodzi reakcja chemiczna, a w jej efekcie wydzielana jest endorfina, czyli tzw. hormon szczęścia powodujący poprawę samopoczucia.
- ćwiczenia fizyczne też potrafią poprawić nastrój. Stres to również napięcie mięśniowe, które możesz rozładować przez ćwiczenia fizyczne – wyprawa na basen, na siłownię lub na squasha, sprawi że poczujemy się lepiej.

A nawet jeśli nie zadziała od razu, to przynajmniej zmęczenie zaskutkuje tym, że szybko zaśniemy. Gorszy nastrój bierze się też często właśnie z niewyspania.

- Zróbmy coś dla innych. Kiedy jesteśmy smutni i nic nam się nie chce, jesteśmy też nadmiernie skupieni na sobie. Cały świat przestaje być ważny, liczy się bowiem tylko to, że jesteśmy smutni, ponurzy, a cały świat jest przeciwko nam.

Możesz spróbować pokonać tę złą passę, robiąc coś nie dla siebie, lecz dla innych. Może to być nawet tak prosta rzecz jak skomplementowanie kogoś. Nie wierzysz? Spróbuj!
Jak pomóc innym?
Czasem ktoś z naszego otoczenia wykazuje wyraźne objawy depresji, wtedy należy porozmawiać o jego kłopotach (najgorszą rzeczą jest zostawienie takiej osoby samej z jej problemami) oraz namówić na wizytę u lekarza.

Gdy zachodzi taka potrzeba nawet pójść z nią, by czuła nasze wsparcie w tej sytuacji. Należy powstrzymać się od rad w stylu: „weź się w garść”, bo to jakby dawać taką radę choremu na nowotwór.

„Idź na spacer to ci przejdzie”, czy też inna złota rada: „napij się, bo na frasunek dobry trunek” – to najgorsze, co możemy zrobić naszym bliskim cierpiącym na depresję.

Kiedy ludzie decydują się na emigrację, mają nadzieję, że znajdą dobrze płatną pracę i będą wieść szczęśliwe życie, z dala od trosk, które zostawili w rodzinnym kraju.

Czasem jednak ten sen o dobrobycie zmienia się w koszmar i gdy problemy człowieka przerastają, nie ma wsparcia rodziny i znajomych, wtedy pojawia się depresja - uboczny skutek emigracji.

Dlatego tak ważne jest, by tu na imigracji mieć przyjaciół, na których można liczyć, którzy w potrzebie podadzą pomocną dłoń, bo największą przyjaciółką imigracyjnej depresji jest emigracyjna samotność.

 

Cezary Niewadzisz

 

 

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Strażacy w Anglii i Walii zapowiadają kolejny strajk

Strażacy w Anglii i Walii zapowiadają kolejny strajk

Związki zawodowe strażaków w Anglii i Walii zapowiedziały pięciogodzinny strajk 19 października nie godząc się na nowe ustalenia w sprawie emerytur.

Zimna wojna zamiast rzek krwi

Zimna wojna zamiast rzek krwi

W tym samym miejscu, z którego 40 lat temu Enoch Powell wygłosił swą antyimigrancką mowę („Rzeki krwi”) z tematem imigracji zmierzył się Trevor Phillips, szef Komisji ds. Równości i Praw Człowieka.

Felieton: Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej nie oszczędza Brytyjczyków

Felieton: Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej nie oszczędza Brytyjczyków

Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, Viviane Reding, opierając się na statystykach odsłoniła przed Brytyjczykami smutną prawdę: imigranci są o wiele bardziej skorzy do pracy niż rodowici mieszkańcy...

Bezpiecznie na Wielkanoc do Polski z DFDS Seaways

Bezpiecznie na Wielkanoc do Polski z DFDS Seaways

Sezon przedświątecznych przyjazdów do Polski właśnie się rozpoczął. Linie promowe DFDS Seaways przypominają kierowcom o najważniejszych różnicach w przepisach drogowych w państwach na trasie z Wielkiej...

Kontrowersyjny Polak-biedak

Kontrowersyjny Polak-biedak

Krótki spot reklamowy Coca-Coli, która oferuje w swoim konkursie bilety na EURO 2012, został przez niektórych polskich emigrantów odczytany negatywnie, a firma oskarżona o obrażanie Polaków.

Sensacyjny powrót do TBL

Sensacyjny powrót do TBL

Po prawie dekadzie tułaczki Cezary Trybański wraca do Tauron Basket Ligi. Trybański był pierwszym Polakiem w historii, który występował na parkietach najlepszej ligi świata – NBA. Ostatni sezon spędził...

Czy Wielka Brytania przeżyje bez polskich pracowników? [wideo]

Czy Wielka Brytania przeżyje bez polskich pracowników? [wideo]

Polscy pracownicy stanowią ważną część rynku pracy w Londynie i mają olbrzymi wpływ na jego ekonomię, w szczególności w sektorze budowlanym. Portal dw.com umieścił na You Tube film, w którym mieszkańcy...

Felieton: Wybory do rady dzielnicy  to nie Eurowizja

Felieton: Wybory do rady dzielnicy to nie Eurowizja

Historia Polski pokazała nam już, że braliśmy udział w takich wyborach, w których przyszli rządzący i tak byli już wybrani, a głosy, które wrzucaliśmy do urn i tak nie zmieniały wyników, a byliśmy jedynie...

Polak wywalczył odszkodowanie

Polak wywalczył odszkodowanie

57-letni Zbigniew Teliga mieszkający w Irlandii Północnej, który w zeszłym roku miał wypadek w pracy i wkrótce został z tego powodu z niej zwolniony, otrzymał 17 tysięcy funtów odszkodowania za dyskryminację.

Kradną na potęgę

Kradną na potęgę

Każdego dnia po stolicy Wielkiej Brytanii jeździ 545 tysięcy rowerzystów. Nic więc dziwnego, że zainteresowanie londyńskich złodziei jednośladami nie słabnie.