Strona główna ŻYCIE W UK temat numeru Prawa ojca w UK?

Prawa ojca w UK?

Prawa ojca w UK?

Gdy w zeszłym roku opisywaliśmy sprawę ojca odsuniętego od swego dziecka przez przychylne matce prawo (PE nr406), można było tylko podejrzewać, że do Redakcji zgłoszą się kolejni ojcowie, walczący o prawo dostępu do swoich dzieci. Jednak dopiero w trakcie śledztw nowych przypadków wyszło na jaw, jak wysoce utrudniona jest ich walka. Oto jedna z najbardziej bulwersujących historii.

Mariusz, 32-letni stolarz, dużo pracuje; Dagmara większość czasu spędza w Polsce; rodzice pomagają młodej mamie przy dziecku.

Pokorne cielę

Gdy synek ma 2 latka, Mariusz odkrywa, że dziewczyna bierze wszystkie możliwe benefity jako… samotna matka. Są lewe rachunki, że niby pracuje, lecz mało zarabia. W tym czasie, Mariusz jeszcze posyła do Polski pieniądze. Jest też inna kwestia… „Raz zostawiła mnie z dzieckiem – opowiada chłopak – że niby idzie na shopping, ale ja nadal nic nie podejrzewałem. Dopiero gdy wyjechałem na trochę do Polski, dowiedziałem się od Pawełka (wtedy 3-latka), że «mieszka u nas jakiś pan, który się z mamą całuje i śpi w naszym łóżku»”.

Coraz częstsze są powroty Dagmary w stanie nietrzeźwym; mnożą się noclegi poza domem. Mariusz sięga wtedy po sztuczkę z podłożonym dyktafonem. Podejrzenia się potwierdzają. “Mimo to – wspomina – ona szła w zaparte i z ręką na sercu przysięgała na śmierć syna, że to nieprawda, że kogoś ma”.

Świadkowie mówią

Młodzi dzielili dom z kilkorgiem rodaków. Docieram do trójki z nich: „Gdy Mariusz zaczął mieć podejrzenia – opowiada Stefan, współlokator oraz wspólny kolega pary – pojechaliśmy na przeszpiegi i rzeczywiście się okazało, że Dagmara kogoś ma. Nastawiliśmy wtedy wideokamerę w telefonie, a oni akurat nas zobaczyli. Ten facet zaczął grozić, że «wypruje nam flaki», a ona odgrażała się Mariuszowi «Ja Cię załatwię!». Nadal gdzieś mam ten filmik”. Pogróżki obojga okazują się prorocze: na drugi dzień, samochód Mariusza zostaje doszczętnie zniszczony.

“Widziałam jak ten facet to robi – oświadcza Barbara, druga współlokatorka – Widziałam też, jak tuż przedtem coś po cichu z Dagmarą uzgadniał”. Gdy na drugi dzień Mariusz czeka na policję, przyjeżdża patrol – jednak nie w celu oględzin wozu, a… zatrzymania jego właściciela. „To oczywiście jej sprawka – stwierdza – bo zeznała, że niby ją dzień wcześniej pobiłem”.

"Aresztowali go na pół dnia – relacjonuje Barbara – A po kilku tygodniach wyprowadziłam się stamtąd, bo nie dało rady tam żyć. Gdy Mariusz dostał zakaz zbliżania się do Dagmary i syna, to się wyniósł, a wprowadził się tamten facet, co zniszczył samochód. I zaczęło się: matka i wszyscy pili na ogrodzie do białego rana, a mały nie w łóżku tylko błąkał się między dorosłymi. Nieraz pukał do mnie i prosił żeby z nim w coś pograć albo mu poczytać”.

Błędna inwestycja

„Przyjaźniłyśmy się z Dagmarą, ale to było dawno temu. – wspomina żona Stefana – Gdy Pawełek był już tylko pod jej opieką, raz na urodzinach koleżanki przyszedł do nas i pół imprezy przesiedział u mnie i Stefana na kolanach. Spytał też: «Ciociu, a dasz mi zadzwonić do taty? Ale tak, żeby mama nie widziała». Taka prośba od 4-letniego dziecka? To straszne!” – oburza się kobieta.

„Też mam dzieci, więc rozłąka byłaby okropna – mówi Stefan – Dagmara często latała z synem do Polski, ale wcale nie do matki, a na imprezy. Mówiłem mu, że ona jest jak błędna inwestycja. Ona non-stop miała facetów, którzy w nią siano pompowali, a potem wszyscy niby ją bili, niby się znęcali. Ten typ tak już ma”.

Równe prawa?

Zaraz po dostaniu zakazu zbliżania się, Mariusz zakłada Dagmarze sprawę (w Polsce) o ograniczenie praw rodzicielskich. Sprawa jest w toku. „Kiedy widziałem Pawełka ostatni raz? – powtarza moje pytanie – Pod koniec września 2012r. Powiedział mi wtedy, że na tamtego faceta mama każe mówić mu «tato». A facet groził mi, że jak nie wycofam pozwu o zniszczony samochód, to mnie załatwi i że nie będę miał kontaktu z synem. I faktycznie, od tamtej pory moja ex nie odbiera telefonów i nikt nic jej nie może zrobić, póki sprawa trwa; nawet policja.

Oczywiście założyłem sprawę o widzenia z synem oraz odwołałem się od zakazu zbliżania się, ale nie stać mnie na reprezentanta w sądzie za £2.500/godz., więc wszystko prowadzę sam. – opowiada rozgoryczony ojciec i dodaje – A ona wszystko dostała od razu za darmo: chatę, prawnika, zasiłek – wszystko. Nawet policja już jej nie wierzy, bo sami mi powiedzieli, że znowu dostali na mnie nakaz aresztowania, ale tego nie zrobią, bo w jej kolejną historyjkę nie wierzą.

W Councilu też już mnie znają, bo podpisałem wszystkie zgody na sprawdzenie mnie i w Social Services stwierdzili, że jestem czysty. W jej pozwie są same bzdury; wszystko mam udokumentowane, nawet filmiki z Polski z dnia i godziny, kiedy rzekomo miałem być w UK i ją pobić. – Tu jednak Mariusz się zasmuca – Ciekawe tylko jak podejdzie do tego sąd rodzinny…”
 

Zabrane benefity. „Jego wina!”

„Skąd taka zawiść? – pytam mojego rozmówcę. – Ona sama się wygadała. Raz syn mi zdradził, że «mama karze mu mówić, że ja mamę biłem» i że «jestem złym człowiekiem, bo on nie dostanie prezentów na Święta, bo przeze mnie Council zabrał mamie benefity»”.

„Gdy więc na Święta – wspomina Barbara – Mariusz chciał małemu podać prezenty, ale przez policję, czyli żeby nawet nie było wiadomo od kogo, aby tylko mały je dostał – matka powiedziała «Nie».

Tego to już nie rozumiem! – i dodaje – Nie ułożyło im się, okej, ale w ten sposób to jej syn cierpi na tym najbardziej. Jak tak można bezkarnie grać na uczuciach niewinnego dziecka?”


Dziecko matki? “Ona je tylko ma”

Sprawa wciąż trwa, więc Mariusz nadal nie może widzieć się z synem. Nie ma też jeszcze zasądzonych żadnych alimentów. Mimo to, za poradą prawnika, dobrowolnie płaci Dagmarze £60/miesiąc.

„Czy to dużo? – pyta retorycznie – Pewnie nie, ale wszystkie moje rzeczy zostały u niej, a poza tym gdybym dawał jej więcej, to dobrze wiem, na co by to szło”. „Dagmara to taka kobieta, że uwierzysz jej we wszystko – wyznaje Barbara – więc na początku trzymałam jej stronę. Ale później przejrzałam na oczy.

Prosiła mnie nieraz, żebym została z dzieckiem, bo ona chciała na imprezę. – wspomina kobieta – To Mariusz jest związany z synem i to on miał z nim dobry kontakt; ona absolutnie nie. Ona go tylko ma”.

„Widziałam jak Mariusz był zdeterminowany – mówi żona Stefana – ale jest zagubiony, co robić i dokąd iść, żeby odzyskać kontakt z własnym dzieckiem. A najgorsze jest to, że ojcu utrudnia się kontakt, jak tylko można – i wszystko zgodnie z prawem”.

Niewygodne pytania

Powyższa historia to niezbity dowód, jak ciężka może być nie tylko sytuacja kochających ojców, lecz przede wszystkim dzieci ze związków, w których matka ma swoje priorytety i z pewnością nie jest nimi dziecko.

Z jednej strony, dziecko jest „chronione” sztywnym wymiarem (nie)sprawiedliwości rodzinnej; z drugiej strony dochodzą „zaradne” matki, którym prawo daje praktycznie nieograniczone możliwości lawirowania.

Dlatego pytamy: jakim prawem rodzic, który nie ma problemu z tym, by grać na emocjonalnym rozwoju własnego dziecka, ma prawo do opieki nad nim i to bez możliwości kontaktu ze strony drugiego rodzica?

Dlaczego do dnia dzisiejszego nikt nie zapukał do drzwi świadków powyższych wydarzeń i nie poprosił o zeznania? Jakim wreszcie prawem, ojców wciąż obowiązuje zasada „Winny póki nie udowodni, że jest inaczej”? Czy to nie najwyższy czas, Panie i Panowie Ustawodawcy, by te zasady zweryfikować?
 

Jacek Wąsowicz

 


Ze względu na wymogi prawne imiona zostały zmienione.

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida, iOS i Windows!

Komentarz FB

Skomentuj

Current day month ye@r *

1 komentarz